Łagodny szum fal, uderzających o brzeg, zapach wody i wiatru, błękit, biel, porośnięte zielenią skały i bladozłocisty piasek. Nie mógł trafić na przyjemniejszy teren do pracy... Naprawdę nie mógł. Ostatnimi czasy zajmował się głównie katalogowaniem znalezisk i porządkowaniem papierów, większość swojej zmiany siedząc w archiwach. Minęło już trochę czasu, odkąd wyruszył w teren, a jak już usłyszał o możliwym powiązaniu ze starożytnymi runami, to nawet go sekretarka zatrzymać nie mogła, tak się za nim kurzyło.
Nie zajmował się sprawami organizacyjnymi, nie obchodziły go. To nie był ani zakres jego obowiązków, ani nic, czym chciał się zajmować. Byli od tego ludzie o wiele bardziej ogarnięci w tych sprawach. A on? On tu przyszedł, żeby zajrzeć pod namiot, gdzie był rozstawiony stół i spędzić większość czasu na analizie odkopanych przedmiotów. Odłamki musiały zostać posortowane, uważnie zbadane, opisane i tak dalej i tak dalej... Zatracił się w tym, zapomniał o bożym świecie i dopiero Isaac poinformował go, że nastąpiły pewne komplikacje. Teren wykopalisk poszerzył się aż za brzeg rzeki. Sama woda nie była problemem, po to mieli różdżki. Problemem okazało się legowisko stworzeń, które stało im na drodze. Napomknął o New Forest znad swoich papierów i wrócił do pracy jak gdyby nigdy nic. Nie jego problem... Miał na głowie wypełnisko bliżej skał, tam, gdzie żadne zwierzęta się nie pałętały.
Spodziewał się, że tu przybędzie razem ze swoimi ludźmi, ale raczej nie sądził, żeby długo tu zabawił. Laurent. A jednak... Miał oko na wszystko. Teraz siedział na tej plaży, wpatrzony w zachód słońca... Kay został do wieczora z kilkoma pracownikami, którzy jeszcze zajmowali się kategoryzowaniem znalezisk, w tym wypadku odłamków ceramiki. Skrobał piórem po pergaminie, zerkając co jakiś czas w kierunku Laurenta, z ciekawością, by w końcu przetrzeć zmęczone oczy i odłożyć notatnik na bok. Mruknął coś do Isaaca, żeby zbierali się już do domu, a sam ruszył w stronę plaży powolnym krokiem, zakopując bose stopy w ciepłym piachu. Nogawki szarych spodni miał podwinięte, biała koszula rozpięta pod kołnierzem, a srebrne oczy utkwione w hodowcy abraksanów, podchodząc bliżej.
- Podziwiasz widoki, czy po prostu ci się nie chce wstawać? - Zapytał cicho, stając niedaleko na piachu i obserwując fale. To był widok idealny dla artysty, by mógł uwiecznić tę ulotną chwilę na płótnie. Idealny też dla tych, którzy lubili się w niej zanurzyć jak w chłodnym morzu. Zwolnić gnający po torach pociąg i nacieszyć się tymi kilkoma minutami spokoju. Takie chwile były potrzebne, żeby nabrać powietrza w płuca i płynąć dalej. Usiadł obok z cichym westchnięciem, zginając kolano i opierając na nim rękę. Nie za bardzo chciał zmuszać go do prowadzenia jakiejkolwiek rozmowy, sam nie miał ochoty na myślenie. Wsłuchiwał się w cichy szum wody ze spokojem w srebrnych oczach.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)