Tej instrukcja była poprawna i działa ale w innych warunkach, sytuacji czy scenerii, a nie w momencie gdy ważyła się jego dalsza przyszłość. Przyglądał się Pandorze kiedy ta wstawała, raczej nie zadowolona z tego, że obudził ją o tej porze - ale co innego miał począć? Gdyby pamiętał chociaż ułamek tego, że tutaj trafił to zapewne reagowałby inaczej, a nawet pozwoliłby jej spać dalej, próbując wymknąć się na własną rękę. Dotrzymałaś słowa? Uniósł zdziwioną brew, nie do końca wiedząc jak powinien to interpretować. Jedynie ze sobą spaliśmy? Przymknął oczy kilkakrotnie jakby starał się zresetować to co właśnie widział ale nie przynosiło to zamierzonego efektu. Czy to właśnie nie "od spania" brały się takie przypadki jak nieplanowane dzieci.
Słysząc słowa Prewettówny, że nic między nimi nie zaszło, odetchnął z ulgą, kręcąc głową - No tak.. Hee... - zaśmiał się nerwowo - Wiadomo nie? Hee.. He... - starał się wyjść z twarzą ze swojej paniki. Nie mógł pozwolić aby Pandora zapamiętała ten poranek jako atak paniki Hjalmara. Ale co by nie mówić poczuł nagły spokój, ulgę - zupełnie jakby ktoś ściągnął z niego pół tony stali. Gdyby jego słowa okazały się prawdą to nie byłoby już tak kolorowo, Nordgersim musiałby się wtedy całkowicie zaangażować - emocjonalnie, finansowo, czasowo i jeszcze kilka innych rzeczy można by wymienić. I nie to, że by tego nie zrobił, ponieważ zapewne biegałby wtedy za Turczynką niczym jakiś pies aby upewnić się, że niczego nie potrzebuje. Zaraz jednak powiedziałby o tym swojemu ojcu, który zapewne organizowałby zaręczyny w przeciągu kilku tygodni jak nie dni - Pamiętam dużo z wczoraj... - zreflektował się po dosyć przydługiej zadumie podczas której wcale się nie odzywał. Mimowolnie spoważniał na twarzy jakby próbował ją przekonać do swojej wersji wydarzeń ale patrząc na jego poranną reakcję, nie przekonałby nią nawet zmarłego - Dobra... Nie pamiętam prawie nic... - przyznał z lekkim wzruszeniem ramion, ciągle ignorując fakt, że leżał w najlepsze bez żadnej koszuli ku uciesze rzemykowego przyjaciela.
- No... Raczej nie. Zawsze o tej wstaje. Praca nie wybiera - odpowiedział z dużo większym luzem w głosie niż kilkanaście sekund wcześniej. Powoli powracał do swojej wyluzowanej formy ale tej codziennej - nie napitej, którą można było pytać o cokolwiek albo chcieć aby złapał za rękę - Daj spokój. Nie jestem głodny, zresztą już i tak wystarczająco wykorzystałem Twoją gościnność. Nie będę robił żadnych problemów - zarzekał się. Hjalmar najchętniej zabrałby swoją koszulę i rozmył niczym mgła, licząc, że Pandora pójdzie spać dalej i pomyśli, że ich poranna rozmowa była tylko snem. To było jednak marzenie ściętej głowy, bez szansy na realizację - Kładź się dalej spać. Ja i tak się muszę zbierać. Dagur pewnie mnie już poszukuje w warsztacie, a ja sobie w najlepsze śpię w Londynie... - pokręcił przecząco głową na własne zachowanie. Będzie się z czego tłumaczyć ojcu...
Kac jeszcze nie zdążył o sobie dać znać jako, że Hjalmar ciągle leżał. Z tyłu głowy miał świadomość, że próba powstania najpewniej okaże się brzemienna w skutkach - Naprawdę Pandora... Nie musisz mi nic szykować ani dawać... - stwierdził, wstając szybko spod kołdry, co było wielkim błędem. Po pierwsze za szybko, po drugie wczorajsza wódka zaczęła dawać o sobie znak - Arghh... - wycedził przez zęby z bólem w głosie. Japierdole... Próbował nie dać po sobie poznać, że właśnie go sieknęło. Powolnym, lecz pełnym bólu krokiem, ruszył w stronę Prewettówny.
- Hej, poczekaj chwilę.. - poprosił, łapiąc ją za nadgarstek z dużą dozą siły - Przepraszam... - puścił je zaraz kiedy tylko zorientował się jak bardzo mogło to ją boleć. Nie czekając dłużej przejechał kilka razy kciukiem po ściśniętym miejscu - co najmniej jakby miało to pomóc - Chciałem Ci podziękować, że się... - podrapał się nerwowo po szyi, odwracając wzrok na bok aby uciec od tej "strasznej" Turczynki - No... że się mną zajęłaś i w ogóle... Przyprowadziłaś tutaj, a mogłaś zostawić w jakimś rynsztoku... Albo na pastwę tych wszystkich Eliz... - przyznał ze wzruszeniem ramion, robiąc niewinną minę, która próbował mówić - "co złego to nie ja" - I jeszcze... Albo nie ważne... Dziękuje po prostu... - dodał, zostawiając jej dłoń w spokoju. Zanim ją puścił całkowicie, przyjrzał się czy aby na pewno nie zostawił jej żadnego siniaka albo co gorsza krwiaka jako, że to by nie wyglądało za dobrze.
Odwrócił się i ruszył powolnym krokiem z powrotem do łóżka - Idę chwilę się położyć bo lekko mi się w głowie zakręciło... - przyznał, próbując swojej wymówki. Nie chciał się przyznawać, że właśnie w jego organizmie miał miejsce jednej z kaców stulecia.