— Brzmi prawie, jak zdobycie rzeczywistego doświadczenia zawodowego — mruknął, słysząc o oświadczeniu. Czyż nie wokół tego kręciło się życie największych instytucji świata czarodziejów? Wnioski, formularze, tabelki, rubryki, dekrety i inne zaświadczenia. Wzdrygnął się na samą myśl.
Zmarszczył czoło na pytanie Croucha, spoglądając w dół na swoje ubranie.
— A ja wiem? Jakoś tak mnie przyciągnęła. — Wzruszył ramionami. — A co? Masz może jakieś sugestie?
Uniósł pytająco brew, obserwując z uwagą Oleandra. Ich umiejętności magiczne były do siebie dosyć zbliżone, jednak poczucie stylu zdecydowanie nie było czymś, czym sam Rabastan mógłby się pochwalić. Może to przez to, że zwalczał niczym lew każdą okazję, gdzie mógłby faktycznie pokazać się w towarzystwie? Kto wie, kto wie.
— Jeśli święty spokój, to nuda, to owszem nudno — odparł, zastanawiając się przez dłuższą chwilę, jak odpowiedzieć na pytanie kolegi. Mógł nagiąć nieco rzeczywistość swymi domysłami na temat miejsca pobytu swego brata lub trudów swojego ojca w pracy, jednak nie widział ku temu większej potrzeby. — Nadrabiam swoje braki z zakresu snu.
Uśmiechnął się półgębkiem, jednak równie szybko wrócił do typowego – neutralnego – wyrazu twarzy. Zerknął jednak na Bellatriks, gdyż też był ciekawy, co sprowokowało ją do tego, aby ich zaprosić. Nie miał nic przeciwko temu, aby spędzić popołudnie z grzanym winem w dłoni, jednak... Czy kryło się za tym coś jeszcze?
— Musisz naprawdę lubić jego towarzystwo, skoro jesteś gotowa zaryzykować miłosne serenady w jego wykonaniu o trzeciej nad ranem pod twoim oknem — stwierdził z niewinną miną, chociaż na jego ustach zawitał chytry uśmieszek. — Nie mów, że cię nie ostrzegałem.
Wprawdzie Rabastan nie był pewny, czy jego starszy brat zebrałby się na podobne poświęcenie w imię uczucia, jakim darzył pannę Black, jednak wiedział jedno: jeśli nestorzy rodu zasądziliby, że to najlepszy sposób, aby przenieść ich znajomość na wyższy poziom, to presja w domu byłaby na tyle duża, że Rudolf momentalnie zacząłby pobierać lekcje gry na mandolinie. Tak to jest, gdy przychodzisz na świat w rodzinie, która ma określone standardy. Niech żyją drudzy synowie!