To było strasznie lekkomyślne. Okropnie. Wszystkie anioły w niebie zapewne zaglądały z tych barwnych chmur, nakrapianych różem i patrzyły na to z pogardą. Ale cóż mu po tych aniołach, skoro jednego miał tutaj...? Na co mu błogosławieństwo, skoro jego dusza była lekka jak pióro z ich skrzydeł? Biel puchu zapewne sczezła do czerni. Czy tak miał wyglądać grzech? Nie czuł wcale, żeby grzeszył. Sumienie siedziało cicho. Czy dostanie naganę, dopiero gdy powróci świadomość? Kiedy się obudzi? W porządku... więc będzie śnił jeszcze długo, żeby nasycić się tą niemoralnością.
"Cnota, sama w sobie, jest nieciekawa i z góry wiadoma, cnota jest załatwieniem sprawy, to jest śmiercią; grzech jest życiem." Kiedyś te słowa czytał i nie był w stanie zrozumieć. Poetyka i światopogląd wyklęty, choć wciąż dający do myślenia. Nadal tego nie rozumiał, ale przebłysk pojawił się tam, gdzie rozsądek tlił się słabym światłem. Dlaczego tam? Nic z tego nie było rozsądne. Powoli budził się z tej upajającej mgły i wcale nie chciał się wycofywać. Skoro już i tak splamił duszę, a niebiosa go wyklęły, to z ochotą rozgości się w piekle.
A piekło smakowało jak kawa, pachniało jak morze i brzmiało jak syreni szept. Zza rzęs błyskało srebro, jakby zaraz miało się wylać wodospadem gwiazd. Nie wyglądało wcale na zasnute senną niewiedzą, wręcz przeciwnie, stawało się coraz to wyraźniejsze. Jakby całował go z pełną premedytacją, skubiąc delikatnie wargi i pogłębiając pocałunek. Niech niebiosa odwrócą wzrok. Ta modlitwa nie woła o aprobatę...
- Laurent... - Zamruczał z zadowoleniem, skradając pocałunek za pocałunkiem. Jego palce muskały ciepłą skórę, malowaną złoto-pomarańczowym światłem zachodzącego słońca i przytrzymały podbródek. Tego się właśnie obawiał... nie potrafił przerwać.
Grzech był życiem. Czuł to życie, czuł w bijącym szybko sercu, które łomotało w piersi spokojnym, acz mocnym rytmem, obijając się o klatkę z kości. Wbił palce drugiej dłoni w piach, jakby miała go trzymać przy stabilnym gruncie. Nie dać mu odlecieć za daleko. Jakby chwycił rzeczywistość, tak na wszelki wypadek... gdyby czasem się zagalopował, jak dzikie stworzenie. Na pewno nie stworzonej z boskiej ręki... nie w tym momencie.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)