Myśl absurdalna... Co, jeśli to właśnie niebiosa popchnęły go we właściwą stronę, żeby pozwolić mu zasmakować w odcieniach namiętności? Absurd miał zwykle dwie strony monety. Co, jeśli to płomienie za tym stały? Przecież tak się przed tym wzbraniał, z tak kategorycznym "nie", a jednak teraz się poddał... Chyba za długo w tych szarościach się nużył. Kropla tego złocistego miodu, a już lepił się cały od słodyczy. W myślach pojawiła się refleksja... co, jeśli świat Laurenta też nie miał kolorów? Tego szukał, kiedy szeptał do niego w cieniach klubu Noir? Cóż za ironia... Tak czarno-białe miejsce, a w ich oczach buchały barwy. Teraz też je widział i zupełnie nieegoistycznie chciał się nimi podzielić. Zacząć malować, choć nie miał przekonania do swoich pędzli, a płótno było zupełnie białe. Obraz nabierał życia, gdy nie myślało się wcale o efekcie końcowym, dając się ponieść inspiracji. Tak właśnie robił. Nie myślał, co się stanie dalej, cieszył się chwilą.
Oddawał nieśpieszne pocałunki, jakby mieli na nie cały czas świata. Albo nie... jakby czas w ogóle nie istniał. Uśmiechnął się lekko, czując dotyk na tkaninie koszuli, w oczach zamigotało rozbawienie. Przymknął je więc, żeby nie wydostało się na wieczorną plażę i nie zepsuło chwili. Oh, jakże go korciło, żeby ugryźć tą czekoladę... jak dużo wysiłku kosztowało go powstrzymanie się, aż zacisnął palce, zatapiając je głębiej w piachu. Wystarczy. Za dużo kleksów na płótnie uczyni obraz chaotycznym i bez gustu. Przerwał delikatnie pocałunek, odsuwając się powoli i otworzył ślepia, żeby nacieszyć tymi barwami oczy. Jeszcze przez chwilę... jedną chwilę milczenia, w której mógł zatopić się w oazie. Musnął kciukiem policzek, jakby badał teksturę jego skóry. Nie miał pojęcia co powiedzieć. Wciąż miał w ustach ten zbawienny posmak... Jego wargi wciąż żyły tą pasją, chociaż przerwał ich taniec. Każde słowo wydawało się niewłaściwe. Tylko oczy zdawały się mówić za niego, wędrując po jego anielskiej twarzy. Jak mężczyzna może być taki urodziwy...? To chyba nie było pytanie, które powinien sobie w tym momencie zadawać... Co teraz? Tak powinno brzmieć. Mimo tego wcale nie łaziło mu po głowie i nie plamiło barw na czarno. Nie czuł wzgardy, rozczarowania, poczucia winy, czy goryczy. Ah, nie... gorycz czuł... Taką słodką gorycz, którą akurat lubił mieć na języku - Masz gorzkie usta... - Mruknął, zabierając rękę z jego twarzy i po chwili ciszy parsknął cichym śmiechem i odwrócił wzrok na słońce, które już chowało się na horyzoncie, zatapiając w tafli wody. Srebrne oczy migotały lekko z rozbawieniem.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)