Ostrożnie. Musiał się obchodzić delikatnie z tą stalą, z tym Pięknem, które dostało się pod jego palce i które teraz obdarzało go swoim błogosławieństwem. Obmywało go ze znużenia, z trudów dnia i dawało siły na każdy kolejny. Czerpał całymi garściami, a jeszcze kilka dni temu myślał, że powinien się od Kaydena trzymać z daleka. Myślał, że niczego dobrego ten człowiek mu nie przyniesie. Że nawet jeśli dostanie to, czego pragnął i uspokoi w końcu pragnienie ciała i umysłu to potem zostanie niesmak, ciągle to samo obrzydzenie, podarte koty w ramach gniewu, bo przecież usłyszy potem tak naprawdę nie chciałem. Nikt nie chciał spoglądać w twarz osoby, która przypominała mu o wyrzutach sumienia. Nie chciał zrobić kroku za daleko i nie chciał wziąć za mało. Ile to więc było tak... tak w sam raz. To było takie inne doznanie - pocałunki, którymi obdarzał go Kayden. Czuł się jak istota uświęcona przez jego dotyk. Delikatna i krucha. A przecież taki był. Było w tym coś zupełnie innego. Coś, czego zresztą się zupełnie nie spodziewał. Sądził, że ten mężczyzna od razu sięgnie po to, co najbardziej rozgrzewało. Zamiast tego ta cudowna chwila ciągnęła się w pieszczotach wręcz niewinnych. Aż rozmarzone westchnienie wydobyło się spomiędzy jego wilgotnych, ciepłych i zaczerwienionych od tych pieszczot warg. Sądził, że będzie musiał sam wyznaczyć granice, bo nie wiedział, czy w tych oczach, które teraz widział tak blisko, spełniając marzenia o tym, by poznać każdą plamkę, każde zabarwienie tęczówki, czaiło się jeszcze okiełznanie pragnień. To wszystko naprawdę mogło wydawać się senne. Tak zjawiskowe w całej swej istocie - spotkanie, o którym śpiewali poeci i które malarze chcieli uwieczniać na płótnie. Jak widać - Laurentowi wydawało się bardzo wiele. Kayden zaś, jak ciągle dotąd, postanowił go zaskoczyć.
Delikatny uśmiech Laurenta i jego opuszczone lekko spojrzenie sprawiały, że wyglądał niewinnie. A nie miał wiele z niewinnością wspólnego. Rumieńce ozdobiły jego policzki, te zdrowe, które pojawiały się na twarzach niektórych, gdy serce zaczynało mocniej bić, a krew szumiała w żyłach. Ale nie kazał na siebie długo czekać. Na spotkanie się ze wzrokiem Kaydena na jednej linii, czując dotyk dłoni. Tak, dokładnie tego chciał ostatnim razem. Wtulić się w tę dłoń i teraz przez drobny moment miał tę okazję. Oparł na niej twarz, przechylając nieco głowę, przez co jasne kosmyki musnęły miękką skórę. Laurent miał naprawdę duże oczy. Duże oczy, które wyglądały teraz dokładnie tak samo jak to morze przed nimi, odbijając blaski gasnącego dnia. Tylko jaśniejsze. Klarowniejsze. I tak bardzo żywe.
Przynajmniej dopóki Kayden się nie cofnął i nie prychnął śmiechem, pozostawiając go kompletnie skonfundowanego i zdziwionego.
- C-co..? - Zapytał trochę niepewnie, trochę zarażając się tym nagłym przejawem wesołości. Zresztą... w ogóle nie spodziewał się takiej reakcji. Spodziewał się, że wzrok Kaydena stanie się ostry, że zacznie rzucać słowem jak ostrzem noża. Jak cięciem wyciągniętym z różdżki. Ale zamiast tego... wydawał się odprężony i radosny. Jakby udało się pomalować jego świat. - Może ci to podpasuje, bo w niektórzy wołają na mnie "Lukrecja". - Dodał w tym weselszym tonie. Słodko-gorzki. Fakt, Laurent nie pił alkoholu. Za to pijał dużo kawy. Ale to niekoniecznie tylko o smak jego ust chodziło.
Odsunął się na normalną odległość i dotknął dłonią swojego rozpalonego policzka, czując ciągle to przyjemne ciepło. I dotyk dłoni Kaydena w tym miejscu.