Tak właściwie, to Nora była mocno zmęczona już przed Beltane. Wzięła na siebie dosyć sporo, nie dość, że ogarniała cukiernie, to wytwarzała na boku eliksiry dla Zakonu, zaczynało jej na wszystko brakować czasu. Najprościej było na to poświęcić ten, który marnowała na sen, także spała po kilka godzin dziennie. Sporadycznie pewnie nie miałoby to na nią żadnego wpływu, jednak jako, że było to ciągłe to zaczęło być widać konsekwencje. Trochę rozkojarzenia, wory pod oczami, ziewanie, takie oczywiste przesłanki. Po Beltane było tylko gorzej, gdyż życie stracił Salem, który nie oszukujmy się był też jej sporym sparciem w pracy. Nie udało jej się jeszcze znaleźć godnego zastępstwa, także spadło na nią więcej obowiązków. Robiła co mogła, by sobie z tym wszystkim poradzić. Ile wytrzyma? To się okaże, pewnie zaciśnie zęby i jakoś to będzie, zawsze było. Dlaczego więc teraz miałoby być inaczej.
- O, to to. Dokładnie tak jest! - Sama Norka raczej bywała na spotkaniach zbyt wcześnie, nie lubiła się spóźniać, no i ceniła czas innych. Rozumiała jednak, że nie wszyscy mieli takie podejście, pewnie też ważniejsze sprawy i w ogóle. Nie złościła się też o takie pierdoły, była cierpliwa i trudno było ją w ogóle wyprowadzić z równowagi.
Uśmiechnęła się zadowolona, że Sauriel nie zamierza ciągnąć jej za język. Sama Figg nie znosiła dzielić się swoimi problemami z kimkolwiek. Nie lubiła być problemem, uważała, że ludzie mają wystarczająco swoich spraw, nie znosiła gdy ktoś się nią zbytnio przejmował. Starała się być silna i radzic sobie ze wszystkim sama. Wychodziło jej to różnie, ale taki już miała charakter. Uważała zresztą, że jej aktualne problemy nie są wystarczające, inni mieli gorzej. Ona straciła tylko kota, może był to kot inny od reszty kotów, ale nadal pozostawał kotem. Danielle straciła ojca, przy jej tragedii ta Nory przestawała się stawać istotna.
Kiwnęła jeszcze głową, na potwierdzenie, że zrozumiała, po czym udała się do lady. Zamówiła whisky, a dla siebie coś lżejszego, nalewkę wiśniową, ponoć jedną z lepszych w okolicy. Wróciła do stolika, przy którym siedział Sauriel postawiła przed nim szklankę, w której znajdowała się whisky na lodzie. Sama zaś usiadła i upiła niewielki łyk ze swojego kieliszka. Skrzywiła się trochę, mocne to jednak było, nie spodziewała się, że aż tak bardzo mocne. - Ja, zła, na Ciebie? - Powiedziała powoli, akcentując każde słowo. - Coś Ty, dlaczego? - Norka nie umiała być zła. Zresztą zawsze potrafiła sobie wytłumaczyć, że ktoś na pewno miał jakiś ważny powód. Gdyby dowiedziała się, że Sauriel zabił kogoś w Beltane to też pewnie znalazłaby odpowiednie usprawiedliwienie...