• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Niemagiczny Londyn Klinika magicznych chorób i urazów v
« Wstecz 1 2
[2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu

[2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#4
17.08.2023, 13:25  ✶  

Znajomy głos był jak balsam. Ulga. Tak, teraz już na pewno wszystko musiało być w porządku. Pod kontrolą. Podniósł głowę, spoglądając w kierunku Florence z ulgą. Jakby wiedziała. Albo jakby opatrzność czuwała akurat nad tym momentem, kiedy stażysta chciał zbierać z ziemi Laurenta, żeby pomóc mu dotrzeć do osoby, która była w stanie mu pomóc. Lub na korytarz, gdzie być może poczekałby na swoją kolej, bo przecież nie wyglądało, żeby miał na sobie obrażenia zagrażające życiu. Mówiło się, że zawód magimedyka to jak zawód profesora - zawody z powołania. Pomagasz ludziom, więc na pewno jesteś dobrą osobą, na pewno tego chcesz. Masz jakąś wyższa moralność, czy może inne bzdety. Łatwo zapominało się, że przecież medycy też byli ludźmi - i niektórzy byli bardzo rozczarowani pracą, w jakiej przyszło im funkcjonować.

Laurent grzecznie i bez nawet mrugnięcia wykonał polecenie Florence. Spojrzał na noszę i musiał się przez drobny moment zastanowić, czy raczej - zebrać myśli i równowagę. Przejść na nosze. Tak. Znowu cały się zaczął trząść, kiedy oderwał ręce od stygnącego już kamienia schodów prowadzących do szpitala. Letni, późny wieczór odtajał po całym dniu smagania ognistą kulą zawieszaną na niebie, majacząc ostatnimi barwami nieboskłonu. Przesunął się na noszę specjalnie czekającą na niego nisko, żeby nie musiał walczyć ze wstawaniem. I dzięki Bogu, bo nie miał za grosz zaufania do własnej stabilności, czyli do błędnika, który sprawiał, że płyywał. O ile to był błędnik. Położył się, ale nie na plecy - na boku. Głowa z tyłu za mocno go bolała, żeby był skłonny do opierania potylicy o cokolwiek. I gdziekolwiek. Głos Florence był jak przewodnik rysujący drogę, którą należało podążać i gdzie chciało się iść. Każdy krok był powtórzeniem prostego zdania, że będzie dobrze. Jeszcze chwilę i naprawdę przestanie boleć.

Wystarczyło się zresztą położyć i zrobiło się tak jakoś... spokojniej. Już całkowicie. Był wdzięczny Elaine, że uzupełniła tę treść za niego. Przytaknął słabo głową i wyciągnął jeszcze lewą rękę w kierunku Florence, która mocniej nie krwawiła chyba tylko dzięki temu, że jednak Elaine była na tyle przytomna, żeby ją ucisnąć materiałem. Teraz zresztą poprawionym przez samą Florence, chociaż to jakoś średnio zarejestrował. Prawdę mówić - nie zarejestrował wcale. Tak jak jeszcze parę chwil temu, kiedy szedł dzielnie razem z Elaine wiedząc, że muszą dostać się do Munga, że on musi się tu dostać, był napędzany adrenaliną, tak teraz robiło mu się sennie. Tylko zamieszanie wokół i powtarzający się nawrót bólu i mdłości trzymał go w ryzach. Spać... Chciał zasnąć. Chciał się wyłączyć. Teraz już chyba mógł, prawda? Bo przecież - przy Florence nic złego nie mogło mu się stać.

Rana na głowie była mocno rozcięta, ale na szczęście nie rozbił sobie czaszki. Tym nie mniej był to mocny uraz głowy, który w połączeniu z paskudną raną z drzazgami, które tam pozostały po starym drewnie, zagrażał życiu. I była to kwestia szybkości reakcji. Gdyby nie interwencja Elaine Laurent zapewne nie dożyłby świtu. Nie z jego mizerną kondycją i kruchym ciałem. Noga złamana na szczęście nie była, jedynie skręcona kostka nie pozwalała swobodnie się poruszać. Rzeczywiście nie było śladów żadnej magii - bo magia była jedynie tym, co pchnęło serię wydarzeń, nie tym, co bezpośrednio zaszkodziło. Bezmyślnie użyte zaklęcie napastników, którzy woleli uciec z miejsca zdarzenia, zamiast naprawić wyrządzone szkody.



○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Florence Bulstrode (2145), Laurent Prewett (2495), The Little Fox (992)




Wiadomości w tym wątku
[2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Laurent Prewett - 16.08.2023, 09:44
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Florence Bulstrode - 16.08.2023, 11:58
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez The Little Fox - 17.08.2023, 11:17
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Laurent Prewett - 17.08.2023, 13:25
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Florence Bulstrode - 17.08.2023, 17:29
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez The Little Fox - 17.08.2023, 18:15
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Laurent Prewett - 17.08.2023, 18:46
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Florence Bulstrode - 17.08.2023, 19:40
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez The Little Fox - 19.08.2023, 17:40
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Laurent Prewett - 19.08.2023, 18:36
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Florence Bulstrode - 19.08.2023, 21:15
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez The Little Fox - 21.08.2023, 11:41
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Laurent Prewett - 21.08.2023, 12:47
RE: [2.06.1972] Po przepowiedzianym nieszczęściu - przez Florence Bulstrode - 21.08.2023, 13:23

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa