17.08.2023, 17:29 ✶
Florence niekoniecznie zawsze wiedziała, co zrobić, na pewno nie miała racji w każdym wypadku i to nie tak, że wszędzie każdy chętnie podporządkowałby się jej rozkazom. Ale w Mungu była „na własnym terenie”, należała do osób szalenie pewnych siebie, a poza tym przywykła, że jeżeli wydajesz polecenia odpowiednim tonem, to na ogół ludzie nie wiedzący do końca, co zrobić, odruchowo cię słuchają.
Nie kazała Elaine zostać w poczekalni wyłącznie dlatego, że ta zaczęła relacjonować, co dokładnie dolegało Laurentowi. Kiwnęła na jej słowa głową, nie poświęcając im jednak większej wagi, po czym przeniosła nosze nad łóżko w sali, do której trafili, ostrożnie składając na nim rannego.
– Nie zasypiaj, mój drogi. Wytrzymaj jeszcze chwilę – poleciła dokładnie tym stanowczym tonem, na moment ściskając palce Prewetta, ale zaraz wypuszczając jego dłoń. Nie mógł teraz zasnąć: mógł mieć wstrząśnienie mózgu, rana na głowie i osłabienie potencjalnie na to wskazywały. Inne obrażenia sprawiały jednak, że na razie nie mogła tego zweryfikować pytając o światłowstręt, mdłości czy sprawdzając, jak działa wzrok. Machnęła różdżką, tak że górna połowa łóżka odrobinę się uniosła, pozwalając Florence znów się pochylić, by ostrożnie przyjrzeć się głowie.
Miała ochotę syknąć, gdy zobaczyła te wszystkie drzazgi. Nie zrobiła tego, bo nie chciała straszyć pacjenta. W głębi ducha była jednak pewna, że gdyby młody Prewett nie trafił do szpitala szybko, mógłby nawet umrzeć.
Noga, choć na pewno bolesna, mogła poczekać. Opatrunek na ręce chronił przed wykrwawieniem, a eliksiry załatwią sprawę błyskawicznie. Inaczej jednak sytuacja przedstawiała się z głową. Tą raną trzeba było zająć się natychmiast, chociaż na całe szczęście, wyglądało na to, że nie doszło do żadnych uszkodzeń czaszki, a rzucone zaklęcie nie alarmowało o żadnym obrzęku albo krwiakach wewnątrz niej.
– Mam eliksiry! – zawołał Dorian, nieco zadyszany. W rękach trzymał kilka fiolek. [i] – Pan Lestrange wciąż ma pacjentów, ale panna Rhynda Torens zaraz tu przyjdzie.[/b]
Bulstrode skinęła głową, odsuwając się, by przyjąć mikstury.
– Wypij, proszę – nakazała, ostrożnie podstawiając Laurentowi do ust eliksir przeciwbólowy, przyniesiony przez Doriana. Wiggenowy i powstrzymujący krwawienie musiały poczekać aż usuną te wszystkie drzazgi, tkwiące w tej chwili w ciele, inaczej mogłyby utknąć w środku. – Dorian, będę jeszcze potrzebowała eliksiru oczyszczającego rany. Czy wiesz, kto go zaatakował?
Wypowiedziała oba zdania jedno po drugim, i wciąż patrzyła na Laurenta, ale było raczej pewne, że skierowała to pytanie do Elaine. W końcu wątpliwe, aby stażysta z Munga był świadomy, co spotkało chłopca ściągniętego ze stopni przy Mungu.
Florence przesunęła się za Laurenta, by mieć widok na głowę. Powinna poczekać, aż pojawi się Rhynda, ale po prostu nie mogła zostawić chłopaka w tym stanie – poza tym akurat te obrażenia nie wymagały specjalizacji. Przesunęła różdżką, usuwając po kolei drzazgi: jedna po drugiej wypadały, a potem kierowane magią przelatywały wprost do pojemnika ustawionego tutaj właśnie w takich celach.
Nie kazała Elaine zostać w poczekalni wyłącznie dlatego, że ta zaczęła relacjonować, co dokładnie dolegało Laurentowi. Kiwnęła na jej słowa głową, nie poświęcając im jednak większej wagi, po czym przeniosła nosze nad łóżko w sali, do której trafili, ostrożnie składając na nim rannego.
– Nie zasypiaj, mój drogi. Wytrzymaj jeszcze chwilę – poleciła dokładnie tym stanowczym tonem, na moment ściskając palce Prewetta, ale zaraz wypuszczając jego dłoń. Nie mógł teraz zasnąć: mógł mieć wstrząśnienie mózgu, rana na głowie i osłabienie potencjalnie na to wskazywały. Inne obrażenia sprawiały jednak, że na razie nie mogła tego zweryfikować pytając o światłowstręt, mdłości czy sprawdzając, jak działa wzrok. Machnęła różdżką, tak że górna połowa łóżka odrobinę się uniosła, pozwalając Florence znów się pochylić, by ostrożnie przyjrzeć się głowie.
Miała ochotę syknąć, gdy zobaczyła te wszystkie drzazgi. Nie zrobiła tego, bo nie chciała straszyć pacjenta. W głębi ducha była jednak pewna, że gdyby młody Prewett nie trafił do szpitala szybko, mógłby nawet umrzeć.
Noga, choć na pewno bolesna, mogła poczekać. Opatrunek na ręce chronił przed wykrwawieniem, a eliksiry załatwią sprawę błyskawicznie. Inaczej jednak sytuacja przedstawiała się z głową. Tą raną trzeba było zająć się natychmiast, chociaż na całe szczęście, wyglądało na to, że nie doszło do żadnych uszkodzeń czaszki, a rzucone zaklęcie nie alarmowało o żadnym obrzęku albo krwiakach wewnątrz niej.
– Mam eliksiry! – zawołał Dorian, nieco zadyszany. W rękach trzymał kilka fiolek. [i] – Pan Lestrange wciąż ma pacjentów, ale panna Rhynda Torens zaraz tu przyjdzie.[/b]
Bulstrode skinęła głową, odsuwając się, by przyjąć mikstury.
– Wypij, proszę – nakazała, ostrożnie podstawiając Laurentowi do ust eliksir przeciwbólowy, przyniesiony przez Doriana. Wiggenowy i powstrzymujący krwawienie musiały poczekać aż usuną te wszystkie drzazgi, tkwiące w tej chwili w ciele, inaczej mogłyby utknąć w środku. – Dorian, będę jeszcze potrzebowała eliksiru oczyszczającego rany. Czy wiesz, kto go zaatakował?
Wypowiedziała oba zdania jedno po drugim, i wciąż patrzyła na Laurenta, ale było raczej pewne, że skierowała to pytanie do Elaine. W końcu wątpliwe, aby stażysta z Munga był świadomy, co spotkało chłopca ściągniętego ze stopni przy Mungu.
Florence przesunęła się za Laurenta, by mieć widok na głowę. Powinna poczekać, aż pojawi się Rhynda, ale po prostu nie mogła zostawić chłopaka w tym stanie – poza tym akurat te obrażenia nie wymagały specjalizacji. Przesunęła różdżką, usuwając po kolei drzazgi: jedna po drugiej wypadały, a potem kierowane magią przelatywały wprost do pojemnika ustawionego tutaj właśnie w takich celach.