Trzecie miejsce w rankingu było jak najbardziej honorowe, uzasadnione i odpowiednie. Stanley musiałby się bardzo postarać aby przebić Lorda Voldemorta czy swojego krewniaka, który postąpił tak jak wymagała od tego tradycja. Borgin jednak nie był dłużny Brennie, wszak ona też zajmowała honorowe miejsce na odpowiedniku jego listy 5 takich osób. Longbottom na ten moment zamykała stawkę podium ale gdyby tylko wiedział, że maczała swoje palce w ukrywaniu Crawleyów, od razu podskoczyłaby z dwa czy trzy miejsca w rankingu, będąc zaraz za psorką od nauk przyrodniczych z Hogwartu, która otwierała stawkę.
Kultura osobista wymagała aby odpowiadać Brennie "dzień dobry", więc tak też robił. Wszystkie obowiązki, który wymagały jej współudziału były wykonywane zgodnie z procedurami i zasadami ale na tym się w zasadzie kończyło. Kiedy tylko jakiś raport, spotkanie czy inna interakcja, która wymagała obecności ich dwójki została zakończona, Stanley wstawał, żegnał się i czym prędzej wychodził na papierosa aby odtajać po tym wszystkim.
W teorii nie powinno się przyjmować słodyczy od ludzi którym się nie ufa ale z drugiej strony to był pączek. Bardzo dobry pączek pomimo tego, że mały i bez posypki. Borgin nie chciał kraść innym ich pączków, więc zjadł po prostu tego ale pozostawiło to skazę na jego pamięci na całą resztę życia, a i przypisało Longbottom +0.5 punktów do rankingu.
List z pytaniem, który do niego przyszedł, zaskoczył go. Przede wszystkim był od Brenny, a po drugie dotyczył "jego" i sytuacji sprzed dobrych 2 lat. On sam nigdy nie uważał tego za coś więcej, niż jakiś koszmar ale skoro inni też to przeżywali to musiało to być coś poważniejszego. W końcu dotyczyło to niemalże najbliższej osoby w jego życiu. I o ile w pracy zawodowej nie życzył nikomu źle, nawet Brennie, tak po tym liście był skłonny nawet przyłożyć się bardziej, niż zwykle, aby pomóc to rozwiązać.
Kiedy ktoś wpadł rano do biura, Stanley wiedział, że to musi być ona. Nikt inny nie miał tylu chęci do życia o poranku co właśnie stojąca przed nim pani detektyw. Słysząc jej głos, podniósł się od razu spod raportów, pociągnął łyk ministerialnej lury, która według definicji była kawą, a następnie spojrzał na nią. Borgin również był ubrany w przepisowy mundur, wszystko zgodnie z panującym regulaminem i jedynie jego zmęczona twarz sugerowała, że i jemu ten magiczny puder mógłby się przydać - Dzień dobry Brenno - odparł łagodnym, zaspanym głosem by po chwili przetrzeć swoją twarz. Nie dopowiedział jednak dobrze Cię widzieć, ponieważ byłoby to jawne kłamstwo - Napijesz się czegoś? Kawy, herbaty? - zapytał ale nie dopowiedział drugiej części zdania o której pomyślał - ale Ty chyba tego do funkcjonowania nie potrzebujesz.... Lekko pobudzony, pozytywną energią koleżanki z pracy - którą podobno się zaraża innych - zerknął na podstawiony mu pod nos szkic. To on Westchnął ciężko, przymykając na moment oczy - Tak. Było dokładnie tak jak mówisz - odparł, a powieka mu lekko zadrgała. Nie wiedział czym było to spowodowane - strachem? Niepewnością? Może tym, że ten znowu powróci i będzie prześladował Stelle? - Co więcej, trzy razy ratowałem. Schemat był zawsze ten sam. Ktoś, ta sama osoba, miała jakiś sen, koszmar w którym grała główne skrzypce, potem pojawiał się on - wskazał dłonią na mężczyznę, który był na szkicu - I jakimś cudem, trafem, nie wiem czym... Pojawiałem się tam ja - dodał opierając się łokciami o biurko - Czy miałaś styczność z czymś podobnym, że pytasz? Dziwne jest trochę to, że przez tyle lat nie słyszałem o podobnym zjawisku, a to zdarzyło się jakoś w lipcu 1969 roku - przyznał, sięgając po kawę, której już jednak nie potrzebował. Rysunek tego mężczyzny rozbudził go na tyle, że nie potrzebował żadnych dodatkowych stymulantów.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972