W rodzinie, która popierała działania Lorda Voldemorta i wspomagała jego organizację na możliwe dla nich sposoby, Nicholas dobrowolnie wyrażał uznanie dla szerzonej ideologii. Chciał również wkroczyć w tę drogę, aby pomóc lepszych osiągnięciach dla działalności stworzonej i funkcjonującej organizacji. Przyjmował każde zlecenie, którego był wstanie się podjąć i choroba mu w tym nie utrudniała. Tak też dzisiaj, po otrzymaniu wiadomości od kuzyna, nie zamierzał tego zlekceważyć.
Po przeczytaniu krótkiego listu, który później uległ samozniszczeniu, zapamiętał adres pod jaki miał się stawić. Nie był osobą, która się spóźniała. Często nawet zjawiał się przed czasem. Każde spotkanie, czy to zawodowe, rodzinne a nawet takie zlecenia, były dla niego priorytetem i poważnie do nich podchodził.
Odziany w czarne szaty, co by nie rzucać się w oczy. Spodnie i sweter tego samego koloru. Znajdując się na wskazanej ulicy, rozejrzał w upewnieniu po okolicy, czy ktoś także przemierzał te okolice, czy było pusto. Zjawił się przed czasem jakieś od pięciu do ośmiu minut. Wszedł do budynku, ruszył schodami, gdzie usłyszał znajomy głos Stanleya. Nicholas operował pseudonimem „Papilio”.
- Nigdzie nie ruszam się bez niej.Odpowiedział kuzynowi i uścisnął jego dłoń na powitanie. Skierował spojrzenie w kierunku drzwi do mieszkania, które wskazał Borgin. Słuchając celu, w jakim się tutaj pojawili. W między czasie, Nicholas założył na swoje dłonie czarne rękawiczki. Nie brudził sobie rąk, nie wiedząc jak potoczą się losy tutejszych państwa Hendrick. Z drugiej strony, nie chciał po sobie za bardzo pozostawiać śladów, że tutaj był. W razie, gdyby czegoś dotknął. Im więcej ostrożności, tym lepiej dla nich.
- Wszystko zależy od tego, jak będzie współpracować.
Odparł Nicholas w odpowiedzi, na chwilę obecną nie wyrażając jakichś emocji rozbawienia sytuacją. Skoro ktoś widział coś za dużo, to trzeba go wyeliminować. Byłaby to ostateczna wersja działania, gdyby rozmowy zawiodły. Nicholasowi też nie uśmiechało się jawnie pokazywać swojej osoby w tym miejscu, więc w ramach bezpieczeństwa, miał na szyi czarną chustę. Na wypadek, gdyby sytuacja nie poszła po ich myśli, szybko mógłby zakryć swoją twarz.
Otwarcie drzwi, przypadło Yaxleyowi. Zrozumiałe było, żeby wejść do środka nie robiąc niepotrzebnego zamieszania. Rzucił okiem na fiolkę z zawartością, jakoby miała być im pomóc na wypadek niepowodzenia.
Nie czekając dłużej, Nicholas używając swojej różdżki, nakierował ją na zamek w drzwiach i użył zaklęcia otwierania. Charakterystyczne ciche kliknięcia poinformowały ich, że drzwi stoją dla nich otworem. Nicholas ostrożnie chwycił za klamkę i otworzył drzwi szerzej, trzymając różdżkę w pogotowiu, wszedł do środka pierwszy, rozglądając się uważnie. Kolej na kuzyna, aby do niego dołączył.