18.08.2023, 12:50 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2023, 12:52 przez Brenna Longbottom.)
Gdyby Brenna wiedziała, jak bardzo Stanley jej nie cierpiał, może byłaby z siebie dumna. Obecnie po prostu zakładała, że za nią nie przepada: bo Longbottomowie nie słynęli z konserwatyzmu, a jej styl bycia mógł być irytujący. W końcu bezpośrednio nigdy nie mieli okazji się ze sobą zetrzeć, a nie pochlebiała sobie na tyle, by zakładać, że każdy, kto ją otacza, musi mieć wobec niej uczucia przyjaźni czy nienawiści. Wszak większości powinna być raczej obojętna, ewentualnie wywoływać jakąś tam sympatię albo niechęć. Nie znając powodów, nie mogła domyśleć się swojego zaszczytnego miejsca.
Z drugiej strony, on także nie miał pojęcia, jak wysoko znajduje się w jej prywatnym zestawieniu. W końcu nie wiedział, że to w jej domu ukrywa się Crawleyówna. W związku z czym on też zapewne tracił okazję do poczucia się dumnym z siebie.
– Dzień dobry. Nie, dziękuję – powiedziała, przysuwając sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko niego, bo zanosiło się na to, że czy tego sobie życzą, czy nie, spędzą w swoim towarzystwie nieco więcej czasu niż minuta albo dwie. Faktycznie, nie potrzebowała teraz kawy – chociaż nie to, że jej wcale nie piła, po Beltane i tuż przed nim ratowała się nią regularnie, nawet jej organizm miał swoje granice – choćby dlatego, że list od Stanleya skutecznie przegnał wszystkie resztki senności, jakie mógłby odczuwać. Może nawet zrobiłoby się jej go szkoda, skoro sam wyglądał na tak niewyspanego i chyba był przed pierwszą kawą, ale cóż… to był Borgin. Brenna bardzo rzadko żałowała Borginów. Zwłaszcza tych, co do których była pewna, że chcą dopaść Crawleyów. A on chciał.
Wyciągnęła notatnik z jednej z kieszeni marynarki i błyskawicznie zaczęła notować hasłowo podawane jej informacje. Drgnęła, kiedy powiedział o lipcu 1969 i gdyby nie ten puder, pewnie dałoby się dostrzec, że pobladła.
Trzy lata.
Ten drań działał od trzech lat, a oni się nie zorientowali.
– 1969. Jasny szlag – mruknęła. Mogła mieć tylko nadzieję, że miał dłuższą przerwę. Albo że do akcji wkroczył mężczyzna w mugolskim ubraniu i go powstrzymał. Chyba Ministerstwo nie przegapiłoby całej serii tajemniczych zgonów, za zamkniętymi drzwiami? - Trzy sny, duszenie, nóż, czary. Świat zdawał się naginać, zmieniać, żeby stworzyć okazję do morderstwa. Rankiem wszystkie obrażenia, odniesione we śnie, były obecne na ciele – wyrecytowała, unosząc wzrok znad notatnika i spoglądając na Borgina. Nie miała problemów z patrzeniem prosto w oczy ludziom, w jego przypadku więc też nie było inaczej. I chwilowo odłożyła na bok palące pragnienie wyrzucenia Stanleya przez najbliższe okno, bo w tej chwili mieli do czynienia z bardzo poważną sprawą. – Parę dni temu zaatakowano w ten sposób osobę z biura. Znalazłam się w jej snach – przyznała na jego pytanie. Ostatecznie, gdyby Stanley był jakimś kolegą tego mordercy, prawdopodobnie nie byłby skłonny do podawania jakichkolwiek informacji. A zgłoszenie zostało złożone oficjalnie.
– Co więcej próba ataku prawdopodobnie miała się powtórzyć, ale została powstrzymana – dodała, nieświadomie potwierdzając, że obawy Borgina, że Stella nie jest w pełni bezpieczna, były słuszne. W końcu Victorii przydarzyła się podobna historia, tylko tym razem zamiast snów były tajemnicze słowa mężczyzny w mugolskim stroju i otwarte okno… – Taka przerwa i brak fali informacji o morderstwach nocą, w łóżkach, mogą wskazywać na to, że albo pierwszy przypadek był testem, a teraz wrócił… albo że ktoś na jakiś czas go powstrzymał.
Zamknęła notatnik i tym razem podsunęła mu drugi szkic. Ten przedstawiał chudego mężczyznę, ubranego po mugolsku. Z mugolską bronią w ręku. Na szkicu uśmiechał się łagodnym uśmiechem.
Dokładnie tak, jak zapamiętała go sama Brenna.
– Czy tego mężczyznę też może kojarzysz?
Z drugiej strony, on także nie miał pojęcia, jak wysoko znajduje się w jej prywatnym zestawieniu. W końcu nie wiedział, że to w jej domu ukrywa się Crawleyówna. W związku z czym on też zapewne tracił okazję do poczucia się dumnym z siebie.
– Dzień dobry. Nie, dziękuję – powiedziała, przysuwając sobie krzesło, by usiąść naprzeciwko niego, bo zanosiło się na to, że czy tego sobie życzą, czy nie, spędzą w swoim towarzystwie nieco więcej czasu niż minuta albo dwie. Faktycznie, nie potrzebowała teraz kawy – chociaż nie to, że jej wcale nie piła, po Beltane i tuż przed nim ratowała się nią regularnie, nawet jej organizm miał swoje granice – choćby dlatego, że list od Stanleya skutecznie przegnał wszystkie resztki senności, jakie mógłby odczuwać. Może nawet zrobiłoby się jej go szkoda, skoro sam wyglądał na tak niewyspanego i chyba był przed pierwszą kawą, ale cóż… to był Borgin. Brenna bardzo rzadko żałowała Borginów. Zwłaszcza tych, co do których była pewna, że chcą dopaść Crawleyów. A on chciał.
Wyciągnęła notatnik z jednej z kieszeni marynarki i błyskawicznie zaczęła notować hasłowo podawane jej informacje. Drgnęła, kiedy powiedział o lipcu 1969 i gdyby nie ten puder, pewnie dałoby się dostrzec, że pobladła.
Trzy lata.
Ten drań działał od trzech lat, a oni się nie zorientowali.
– 1969. Jasny szlag – mruknęła. Mogła mieć tylko nadzieję, że miał dłuższą przerwę. Albo że do akcji wkroczył mężczyzna w mugolskim ubraniu i go powstrzymał. Chyba Ministerstwo nie przegapiłoby całej serii tajemniczych zgonów, za zamkniętymi drzwiami? - Trzy sny, duszenie, nóż, czary. Świat zdawał się naginać, zmieniać, żeby stworzyć okazję do morderstwa. Rankiem wszystkie obrażenia, odniesione we śnie, były obecne na ciele – wyrecytowała, unosząc wzrok znad notatnika i spoglądając na Borgina. Nie miała problemów z patrzeniem prosto w oczy ludziom, w jego przypadku więc też nie było inaczej. I chwilowo odłożyła na bok palące pragnienie wyrzucenia Stanleya przez najbliższe okno, bo w tej chwili mieli do czynienia z bardzo poważną sprawą. – Parę dni temu zaatakowano w ten sposób osobę z biura. Znalazłam się w jej snach – przyznała na jego pytanie. Ostatecznie, gdyby Stanley był jakimś kolegą tego mordercy, prawdopodobnie nie byłby skłonny do podawania jakichkolwiek informacji. A zgłoszenie zostało złożone oficjalnie.
– Co więcej próba ataku prawdopodobnie miała się powtórzyć, ale została powstrzymana – dodała, nieświadomie potwierdzając, że obawy Borgina, że Stella nie jest w pełni bezpieczna, były słuszne. W końcu Victorii przydarzyła się podobna historia, tylko tym razem zamiast snów były tajemnicze słowa mężczyzny w mugolskim stroju i otwarte okno… – Taka przerwa i brak fali informacji o morderstwach nocą, w łóżkach, mogą wskazywać na to, że albo pierwszy przypadek był testem, a teraz wrócił… albo że ktoś na jakiś czas go powstrzymał.
Zamknęła notatnik i tym razem podsunęła mu drugi szkic. Ten przedstawiał chudego mężczyznę, ubranego po mugolsku. Z mugolską bronią w ręku. Na szkicu uśmiechał się łagodnym uśmiechem.
Dokładnie tak, jak zapamiętała go sama Brenna.
– Czy tego mężczyznę też może kojarzysz?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.