Nic nie straciłeś? Czy to oznaczało starość w przypadku Hjalmara? Nic dziwnego nie zrobił mimo, że miał do tego zadatki jeszcze kilka lat temu. Ze słów Pandory wynikało, że nikomu też nie obił mordy, a jedynie poszedł spać. Co za strata wieczoru... Tyle rzeczy mógł zrobić - zaczepić kogoś czy chociażby się nawalić, co akurat zrobił. W głębi duszy cieszył się jednak, że udało mu się pokonać koszulę, która była jego największym nemezis po każdym wypadzie.
Uniósł zdziwioną brew na Prewettówne kiedy wspomniała o tym, że Dagur sobie poradzi jak go raz nie będzie. Mówiłem? Z każdą sekundą rozmyślał czy aby przypadkiem nie dopytać o szczegóły wieczoru jako, że wszystko wskazywało na wczorajsze gadulstwo Niedźwiedzia - co oczywiście nie zdarzało się często - Amm.. - chciał coś powiedzieć ale się powstrzymał. Prawdę mówiąc Hjalmar nie chciał poznawać nowych ludzi za bardzo. Miał ojca, miał Pandorę i teraz to nawet Akane. Po co mu było znać więcej ludzi? - Dobra, nic nie mówiłem... - dodał pod nosem, widząc ten wzrok.
No i znowu wykorzystała ten swój przeklęty palet aby uciszyć Nordgersima. Nie byłby sobą gdyby nie wydał pomruku niezadowolenia z tego powodu i tak też było w tym momencie, co jednak nie spowodowało, że nie miał zamiaru jej podziękować. Stan w którym aktualnie znalazł się Islandczyk, nie był w ogóle winą Pandory jako, że zawsze w ten sposób kończył imprezy - kacem stulecia, który nie pozwalał mu żyć następnego dnia. W końcu to nie ona kazała mu tyle pić.
Powiedzieć, że trochę go poniosło z zaciśnięciem na jej nadgarstkach to jak nie powiedzieć nic. Całodziennie obcowanie z metalami we wszelakiej formie sprawiało, że momentami tracił czujność w kwestii doboru siły do rozmówcy. Uniósł kącik ust w nieśmiałym uśmiechu, próbując również nim zrekompensować jej możliwie bolący nadgarstek - Okej - pokiwał głową na jej ładny uśmiech. Co by nie mówić - kupiła go. No bo skoro ten uścisk by bolał Pandorę to czy byłaby w stanie tak przepięknie się uśmiechnąć? No raczej nie - No... Przecież wiesz, że bym zajął... - odpowiedział. Całkiem kumplują... Hjalmar przygryzł na moment wargi - Nie no, jest przecież za co dziękować. Nie łatwo nade mną zapanować jak sobie troszkę... No... Wypiję. Wiem co mówię. Nie raz mi się skarżył Ivar czy inni... - przyznał. Nie chciał wierzyć, że przecież był posłuszny jak jakiś pudelek. Z drugiej strony może to był jakiś dar dotyczący oswajania zwierząt u Pandory, wszak z Abraksanami dawała sobie radę to czym był taki Niedźwiedź do ogarnięcia?
- Nie no jak piękne tempo... Wypiłem przecież piwko, może dwa... - odparł, upadając na łóżko w ten sam sposób, którym obudził Prewettównę - Dobrze, będę grzecznie leżeć - zgodził się biorąc ciężki wdech powietrza. Nie mając nic ciekawszego do roboty - po za umieraniem - podążał wzrokiem za Turczynką, obserwując jak się krząta po pomieszczeniu. Oczywiście robił to tylko kątem oka, ponieważ nie wypadało aby otwarcie się jej przyglądał. Kiedy Pandora chciała usiąść obok, przesunął się o kilka centymetrów aby zrobić jej miejsce, a ta po prostu go opatuliła niczym dobra matka swoje chore dziecko. Widząc jak podniosła dłoń, którą moment wcześniej ścisnął, miał zamiar od razu przeprosić ale była szybsza w zaczęciu rozmowy - Nie... No, dlaczego tak uważasz? Przecież się Ciebie nie boję. Czemu miałbym się bać? - przyjął postawę obronną. Wyparcie było dobrą taktyką, która przeważnie dawała radę w większości przypadków. Reszty jej słów nie skomentował albo nie odważył się skomentować, a jedynie wysłuchał z pewną dozą zainteresowania. Był w takiej zadumie po jej ostatnich zdaniach, że nawet nie zareagował na potarganie fryzury.
Kiedy Turczynka zniknęła w otchłani mieszkania, Hjalmar spojrzał się na kaktusa, który po raz kolejny go zaintrygował, a następnie zaczął rozmyślać - Stawianie muru... - zwrócił się do kolczastej rośliny - Dużo rzeczy ucieka mi sprzed nosa? - wyciągnął palec w kierunku jednego z kolców - Powiedz mi... Jak mam to rozumieć... - zwrócił się do swojego rozmówcy - Po co ktoś miałby się wspinać na mur? - zadawał pytanie w eter, chociaż mówił to na tyle cicho aby rozmowa pozostała między nim, szajką pluszaków Pandory i pustynnym kwiatem. Nordgersim zastanawiał się czy była to jakaś porada? A może uszczypliwość w jego kierunku? Domysłów było wiele, tak samo jak pytań związanych z tymi słowami - nie pozostawało mu nic innego jak zapytać autorki tych słów.
Kiedy usłyszał kroki, cofnął rękę spod kaktusa, a oczy powędrowały na Prewettównę jako, że teraz mógł już legalnie na nią patrzeć do woli - A co to? Chyba nie chcesz mnie otruć? - zapytał pół żartem, pół serio. Każdy wiedział, że kolor zielony mają trucizny, a już na pewno tak pilny uczeń jak Hjalmar. Koniec końców z eliksirów nie był, aż tak tragiczny jak z innych przedmiotów i co nieco zostało w tym jego móżdżku - Nie. Nic szczególnego - odparł, wysuwając się spod kołdry aby powąchać "naparstek" w kieliszku. Mając jednak większe zaufanie do wody, najpierw skorzystał z tego i jednym, szybkim haustem wypił całą zawartość szklanki, a dopiero później przekonał się do "tego czegoś". Nie było to smaczne ale chyba działało. Miał wrażenie jakby ból głowy odchodził w zapomnienie, a chęci do życia właśnie powróciły.
Odczekał jeszcze kilka sekund po wyjściu Turczynki zanim wstał i ruszył rozejrzeć się po jej mieszkaniu - Mam Cię na oku - wskazał palcem na owcę, która dopuściła się zamachu na jego twarz o poranku - Ciebie również - przesunął na wilka, który musiał być w spółce z chmurką - nie było innej opcji. Ich dwójce źle patrzyło z oczu. Nie skupiając się dłużej na Prewettowej bandzie, ruszył do łazienki aby przemyć sobie twarz i związać ponownie kitę.
- Tutaj zostawiłem koszulę? - zdziwił się, widząc jak koszula wisi w łazience - No kurwa, Hjalmar. Robisz postępy, nie spodziewałem się tego po tobie - dodał zaskoczony na własne osiągi - Zawsze rzucałeś gdzieś na podłogę albo w róg łóżka, a tutaj takie coś. No proszę - pokiwał głową z uznaniem na ten wyczyn, a następnie rozwiązał starą kitę i zarzucił głową wszystkie włosy do tyłu. Zbliżył się do umywalki gdzie przemył lodowatą wodą swoją twarz - Ahh... - wymruczał z ulgą, czując po prostu świeżość. Podniósł głowę na wysokość lustra i zaczesał włosy do tyłu, nadal ich jednak nie związując aby tym samym pozwolić im trochę odpocząć. Przeglądając się dalej w lustrze, złapał za rzemykowego przyjaciela - No panie kolego, może Ty mi powiesz co się wczoraj działo? Czy nadal będziesz tylko obserwował i mnie oceniał? Może byś zaczął ze mną w końcu współpracować? - zaproponował mu ale nie uzyskał odpowiedzi na swoje pytanie, stąd uznał to za brak zgody na przedstawioną przed chwilą ofertę - No cóż. Twoja strata... - spróbował wywrzeć w nim poczucie winy ale ten był tylko naszyjnikiem. Nie mógł tego czuć, a prawda była taka, że to Nordgersim tracił na nieodzywaniu się miśka z jego klatki piersiowej.
Islandczyk pokiwał głową z niezadowoleniem, naprężając swoje mięśnie aby przyjrzeć im się w lustrze. Raz naprężał lewą, a raz prawą - zupełnie jakby pozował na jakimś Mister Olympia czy innych zawodach kulturystycznych. Uśmiechnął się sam do siebie widząc swoją nienagannie wysportowaną sylwetkę - Może powinienem wrócić do boksu? - zapytał swojego odbicia w lustrze, wykonując kilka szybki ciosów oraz unik jakby chciał uniknąć Hjalmara z lustra. Nie trzeba było jednak wspominać o fakcie, że był tak zajęty swoim pobytem w łazience, że nie słyszał niczego co działo się wokół - zupełnie jakby był w jakimś innym świecie.