06.11.2022, 15:43 ✶
Kogoś innego zachowanie Seraphiny mogłoby albo wprawić w zakłopotanie, spłoszyć albo zachęcić do jakichś awansów. Ale Brenna była Brenną. Dziewczyną, która po raz pierwszy w życiu zaproszona na randkę w wieku siedemnastu lat - bo chłopcy jakoś zawsze traktowali ją jako kumpla - nie zorientowała się, że nie chodzi o przyjacielskie spotkanie i przyprowadziła na nie kilka innych osób, które w Walentynki mogłyby poczuć się samotne. Pod pewnymi względami miała ogarnięcie kołka. Takie słowa Brenna mogła wziąć za jedno z dwojga: żart albo efekt upojenia alkoholowego.
Nawet przez ułamek sekundy nie wzięła słów czy postępowania za coś więcej niż grę albo próbę zbicia jej z tropu.
- Brawo - oświadczyła, unosząc nawet ręce, by kilka razy w nie klasnąć. W jej głosie nie pobrzmiewała ironia, wyraz twarzy też zdawał się być może trochę rozbawiony: nic więcej. - Prawie mogłabym uwierzyć. Gdybym nie wiedziała, jak naprawdę wyglądają moje włosy.
A jeżeli nie poświęciła im naprawdę dużo uwagi, wyglądałby, jakby na głowie zdechła jej wiewiórka.
- Och, ależ ja robię rzeczy, które lubię - zapewniła. - Biegam, czytam, spędzam czas z przyjaciółmi i jem pączki.
Nawet jeżeli niemal każda z tych czynności nie była zwykle tylko dla niej. Biegała, by jako Brygadzistka mieć większe szanse na dorwanie potencjalnego uciekiniera i szybszy czas reakcji w ewentualnym starciu ze śmierciożercami. Zajadała się pączkami najczęściej w czyimś towarzystwie, a chociaż szczerze uwielbiała spędzać czas z przyjaciółmi, bywały ku temu różne pobudki - jak sprawdzenie, czy czegoś nie potrzebują.
Ale mugolską literaturę czytała wyłącznie dla własnej rozrywki!
- Jej rodzina ma lokal w Dolinie Godryka. Nora tam pomagała, ale teraz postanowiła pójść na swoje. Jest bardzo utalentowaną kucharką - powiedziała Brenna, jakby nie zauważała sugestii w rodzaju "nie ma doświadczenia, czy to na pewno dobry lokal". A może tak naprawdę wcale ich nie było?
Przed czesaniem i ozdobami do włosów Brenna miała już zdecydowany zamiar się bronić. Zanim jednak zdążyła wymyślić, jak w miarę grzecznie wyrazić sprzeciw, ktoś zapukał do drzwi - i w myślach Brygadzistka zażyczyła sobie, aby bogini miała go w swoich łaskach.
- Dziękuję za rozmowę, skontaktuję się w sprawie odebrania rzeczy oraz przekazania kopii dokumentacji - obiecała, podnosząc się. - Jeśli chodzi o kawiarnię, to tak, oficjalnie otwarcie piętnastego. Do zobaczenia na balu, Seraphino.
Skłoniła się lekko, nim opuściła kasyno, pozwalając, aby Prewett zajęła się swoimi obowiązkami.
Nawet przez ułamek sekundy nie wzięła słów czy postępowania za coś więcej niż grę albo próbę zbicia jej z tropu.
- Brawo - oświadczyła, unosząc nawet ręce, by kilka razy w nie klasnąć. W jej głosie nie pobrzmiewała ironia, wyraz twarzy też zdawał się być może trochę rozbawiony: nic więcej. - Prawie mogłabym uwierzyć. Gdybym nie wiedziała, jak naprawdę wyglądają moje włosy.
A jeżeli nie poświęciła im naprawdę dużo uwagi, wyglądałby, jakby na głowie zdechła jej wiewiórka.
- Och, ależ ja robię rzeczy, które lubię - zapewniła. - Biegam, czytam, spędzam czas z przyjaciółmi i jem pączki.
Nawet jeżeli niemal każda z tych czynności nie była zwykle tylko dla niej. Biegała, by jako Brygadzistka mieć większe szanse na dorwanie potencjalnego uciekiniera i szybszy czas reakcji w ewentualnym starciu ze śmierciożercami. Zajadała się pączkami najczęściej w czyimś towarzystwie, a chociaż szczerze uwielbiała spędzać czas z przyjaciółmi, bywały ku temu różne pobudki - jak sprawdzenie, czy czegoś nie potrzebują.
Ale mugolską literaturę czytała wyłącznie dla własnej rozrywki!
- Jej rodzina ma lokal w Dolinie Godryka. Nora tam pomagała, ale teraz postanowiła pójść na swoje. Jest bardzo utalentowaną kucharką - powiedziała Brenna, jakby nie zauważała sugestii w rodzaju "nie ma doświadczenia, czy to na pewno dobry lokal". A może tak naprawdę wcale ich nie było?
Przed czesaniem i ozdobami do włosów Brenna miała już zdecydowany zamiar się bronić. Zanim jednak zdążyła wymyślić, jak w miarę grzecznie wyrazić sprzeciw, ktoś zapukał do drzwi - i w myślach Brygadzistka zażyczyła sobie, aby bogini miała go w swoich łaskach.
- Dziękuję za rozmowę, skontaktuję się w sprawie odebrania rzeczy oraz przekazania kopii dokumentacji - obiecała, podnosząc się. - Jeśli chodzi o kawiarnię, to tak, oficjalnie otwarcie piętnastego. Do zobaczenia na balu, Seraphino.
Skłoniła się lekko, nim opuściła kasyno, pozwalając, aby Prewett zajęła się swoimi obowiązkami.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.