18.08.2023, 21:00 ✶
Brenna tylko roześmiała się na zapewnienie Heather. Nie, nie była urażona. Brennę w ogóle ciężko było urazić uwagami na temat jej samej – znacznie gorzej znosiła obrażanie brata, rodziców, kuzynek czy znajomych mugolskiego pochodzenia. Poza tym ani przez moment nie pomyślała, że Wood mówiła o niej albo że odzywała się ze złymi intencjami.
- No patrz, Heath, a już myślałam, że mi sugerujesz, że za mało się ruszam, za dużo ważę i muszę zacząć być bardziej aktywna – zakpiła, uśmiechając się przy tym, by było jasne, że te słowa są zaledwie żartem, niczym więcej. Na kolejne słowa parsknęła i wyciągnęła rękę, by poklepać Wood po plecach. – Naprawdę, młoda? A wiesz, że jak cię dostawałam usłyszałam, że pewnie zostanę wykończona? Szły zresztą zakłady, czy ty wykończysz mnie, czy ja ciebie. Jeden z moich poprzednich partnerów podobno błagam o zmianę – stwierdziła z rozbawieniem. – Najwyraźniej wszyscy przegrali z powodu niespodziewanego sojuszu.
Brenna lubiła Heather. Znała jej wady: nadmierną porywczość, wiarę we własną nieśmiertelność, zdaniem niektórych pewnie zbyt wysokie mniemanie i niechęć do papierkowej roboty. Ale widziała też jej mocne strony – entuzjazm, aktywność fizyczną i całkiem niezłe opanowanie magii. Oraz te cechy może niewidoczne od razu: jak lojalność i chęć pomocy innym. Bała się o nią, ale liczyła, że uda się zadbać o to, aby Wood przetrwała te niebezpieczne czasy – i wierzyła w to, w co zapewne nie wierzyło wielu w stosunku do byłej gwiazdki qudditcha: że może być naprawdę dobra w swojej pracy.
Zresztą to potwierdziło się, kiedy Heather pojawiła się z książkami. Brenna pochyliła się, by przyjrzeć się tytułom.
– Świetnie. Przejrzymy je pobieżnie, porównamy z dotychczasowymi wnioskami i zdecyduję, co będę studiować od deski do deski – oświadczyła. Nie pozwoliła sobie na westchnięcie, chociaż miała na nie ogromną ochotę. Nawet entuzjazm Brenny i miłość do książek nie wystarczyły, aby podchodziła z radością do przerabiania w szybkim tempie, w tej niewielkiej ilości czasu, jaki miała, tych wszystkich woluminów.
Ale z drugiej strony…
Oszalałaby chyba, gdyby przynajmniej nie próbowała.
Dlatego Brenna usiadła i zaczęła przerzucać tom za tomem, odnotowując podstawowe rzeczy w notatkach. Na tym spędziła trochę ponad godzinę – by wreszcie poprosić o wypożyczenie trzech pozycji, które wydały się jej najbardziej obiecujące. Do zmiany miała jeszcze dwadzieścia minut i te planowała spędzić z Heather, na ławce w pobliżu. Sprawdzając, czy ciastka czekoladowe dalej są najlepsze, jakie rodzaje galaretki dostały się jej w paczce tym razem. Na koniec podzieliła resztę przysmaków na dwa, jedną połowę wręczyła Wood, a sama aportowała się w okolicy Ministerstwa Magii.
- No patrz, Heath, a już myślałam, że mi sugerujesz, że za mało się ruszam, za dużo ważę i muszę zacząć być bardziej aktywna – zakpiła, uśmiechając się przy tym, by było jasne, że te słowa są zaledwie żartem, niczym więcej. Na kolejne słowa parsknęła i wyciągnęła rękę, by poklepać Wood po plecach. – Naprawdę, młoda? A wiesz, że jak cię dostawałam usłyszałam, że pewnie zostanę wykończona? Szły zresztą zakłady, czy ty wykończysz mnie, czy ja ciebie. Jeden z moich poprzednich partnerów podobno błagam o zmianę – stwierdziła z rozbawieniem. – Najwyraźniej wszyscy przegrali z powodu niespodziewanego sojuszu.
Brenna lubiła Heather. Znała jej wady: nadmierną porywczość, wiarę we własną nieśmiertelność, zdaniem niektórych pewnie zbyt wysokie mniemanie i niechęć do papierkowej roboty. Ale widziała też jej mocne strony – entuzjazm, aktywność fizyczną i całkiem niezłe opanowanie magii. Oraz te cechy może niewidoczne od razu: jak lojalność i chęć pomocy innym. Bała się o nią, ale liczyła, że uda się zadbać o to, aby Wood przetrwała te niebezpieczne czasy – i wierzyła w to, w co zapewne nie wierzyło wielu w stosunku do byłej gwiazdki qudditcha: że może być naprawdę dobra w swojej pracy.
Zresztą to potwierdziło się, kiedy Heather pojawiła się z książkami. Brenna pochyliła się, by przyjrzeć się tytułom.
– Świetnie. Przejrzymy je pobieżnie, porównamy z dotychczasowymi wnioskami i zdecyduję, co będę studiować od deski do deski – oświadczyła. Nie pozwoliła sobie na westchnięcie, chociaż miała na nie ogromną ochotę. Nawet entuzjazm Brenny i miłość do książek nie wystarczyły, aby podchodziła z radością do przerabiania w szybkim tempie, w tej niewielkiej ilości czasu, jaki miała, tych wszystkich woluminów.
Ale z drugiej strony…
Oszalałaby chyba, gdyby przynajmniej nie próbowała.
Dlatego Brenna usiadła i zaczęła przerzucać tom za tomem, odnotowując podstawowe rzeczy w notatkach. Na tym spędziła trochę ponad godzinę – by wreszcie poprosić o wypożyczenie trzech pozycji, które wydały się jej najbardziej obiecujące. Do zmiany miała jeszcze dwadzieścia minut i te planowała spędzić z Heather, na ławce w pobliżu. Sprawdzając, czy ciastka czekoladowe dalej są najlepsze, jakie rodzaje galaretki dostały się jej w paczce tym razem. Na koniec podzieliła resztę przysmaków na dwa, jedną połowę wręczyła Wood, a sama aportowała się w okolicy Ministerstwa Magii.
Koniec sesji
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.