• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Retrospekcje v
« Wstecz 1 … 9 10 11 12 13 … 16 Dalej »
[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele

[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele
Chichot losu
I’m not looking for the knight
I’m looking for the sword
wiek
27
sława
V
krew
czysta
genetyka
widmowidz
zawód
detektyw BUM
Brązowe włosy, ciemne oczy, wzrost wysoki jak na kobietę, bo mierzy sobie około 179 centymetrów wzrostu. Twarz raczej sympatycznie ładna niż piękna, nie wyróżniająca się przesadnie i rzadko umalowana. Brenna porusza się szybko, energicznie, głos ma miły i rzadko go podnosi. Ubiera się różnie, właściwie to okazji - w ministerstwie widuje się ją w umundurowaniu albo w koszuli i garniturowych spodniach, kiedy trzeba iść gdzieś, gdzie będą mugole, w Dolinie w ubraniach, które ujdą wśród mugoli, a na przyjęcia i bale zakłada typowe dla tej sfery zdobione szaty lub suknie. W tłumie łatwo może zniknąć. Jeżeli używa perfum, to zwykle to jedna z mieszanek Potterów, zawierająca nutę bzu, porzeczki i cedru, a szamponu najczęściej jabłkowego, rzecz jasna też potterowskiego.

Brenna Longbottom
#5
19.08.2023, 09:23  ✶  
- Zgadzam się. Zresztą jak posłuchałam tej ciotki Guli, bo faktycznie ma niezłego wąsa, to mam wrażenie, że Catalina chętnie zamieszkałaby w mysiej dziurze, byleby od niej uciec. Ja bym chętnie zamieszkała. To trochę jak ja i ciocia Eva. Gdyby ciocia Eva mieszkała z nami, też wyszłabym za każdego chłopaka z własnym zamkiem. Co ja gadam, wyszłabym za dowolnego chłopaka z własną komórką, to byłoby lepsze niż ona codziennie przy śniadaniowym stole… I ojej, to takie urocze. Zawsze chciałam zobaczyć Wenecję. A jak on na nią patrzy, jak kroili tort – opowiadała z zapałem Brenna. Gdyby ktoś ich podsłuchał, pewnie za żadne skarby nie domyśliłby się, że nie znali ani Roberta, ani Cataliny, a jedynie Patrick uległ trochę atmosferze dzisiejszego wesela, a Brenna… była Brenną. – Zastanawiam się, jaki prezent im wysłać. Rozumiesz, Robert daje jej zamek. Ciężko wymyślić coś, co spodoba się dziewczynie, która dostaje zamek. Jestem na to za mało pomysłowa. Gdybym chociaż wiedziała, co lubią. Może zapytam Franceskę albo Angusa? Myślisz, że będą potrafili mi coś podpowiedzieć?
Może jakiś ładny antyk do zamku? Lustro? Albo coś, co przypomni im o zaręczynach w Wenecji – jak jakiś obraz tamtejszego artysty? Brenna naprawdę w tej chwili bardzo martwiła się, że mogłaby wybrać coś, co nie będzie podobało się dwójce zupełnie obcych ludzi. Byłaby smutna, gdyby okazało się, że jej podarek nie przypadł im do gustu…
Brenna nie zrozumiała, co chciał przekazać jej Patrick, ale przecież wcale nie planowała łapać bukietu. Nie tylko dlatego, że nie do końca pojmowała tę zabawę, obsesję miała raczej na punkcie Voldemorta niż zamążpójścia – i to wcale nie dlatego, że ten się jej podobał – i że duch rywalizacji budził się w niej raczej w przypadkach w rodzaju „kto szybciej wejdzie na ten dach”. Po prostu, zważywszy na to, że była tutaj „nielegalnie”, nie chciałaby zwrócić na siebie uwagi.
Tyle że…
Bukiet wyleciał w powietrze. Chociaż Catalina rzucała w tył, całkiem sprawnie wycelowała we Franceskę, być może swoją siostrę, sądząc po tym jak były podobne. Tyle że Domenica naprawdę była zdeterminowana, aby kwiaty przypadły właśnie jej. Podskoczyła, wyciągając rękę, by pochwycić bukiet nad głową niższej Franceski. Jej ręce już, już się miały na nim zacisnąć… ale… zamiast tego tylko nieco go podbiła, wybijając spod wyciągniętych rąk Franceski (i być może ratując tym samym kawalerów, zwłaszcza tych ze Szkocji, przed krwawą jatką, która mogłaby wybuchnąć, bo Franceska naprawdę miała oczy jak gwiazdy).
Bukiet trafił Brennę prosto w twarz. Zdjęła go odruchowo i wypluła jeden z płatków białej róży, który wpadł jej przy tym do ust. A potem przyszło jej do głowy, że popełniła bardzo, bardzo duży błąd, bo nagle wszyscy na nią patrzyli. I w jej głowie walczyły ze sobą trzy myśli.
Po pierwsze: powinnam była zrobić unik, przecież potrafię.
Po drugie: Domenica chce mnie chyba zamordować, mój wilczy zmysł wyczuwa zabójcze intencje.
Po trzecie: czy jeżeli teraz się stąd teleportuję z trzaskiem, to będzie bardzo niegrzeczne i zepsuje wesele tym miłym ludziom, którzy zasługują na wspaniałe wesele i na to, aby później zamieszkać w szkockim zamku z dala od ciotki Guli?


Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1995), Patrick Steward (2053)




Wiadomości w tym wątku
[marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Brenna Longbottom - 14.08.2023, 17:57
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Patrick Steward - 18.08.2023, 23:59
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 00:16
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Patrick Steward - 19.08.2023, 03:00
RE: [marzec 1971] Należy się za talerzyk - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 09:23
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Patrick Steward - 19.08.2023, 19:45
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Brenna Longbottom - 19.08.2023, 20:00
RE: [marzec 1971] Moje wielkie włoskie wesele - przez Patrick Steward - 20.08.2023, 00:02

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa