19.08.2023, 16:56 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.08.2023, 19:00 przez Brenna Longbottom.)
Laurentowi posłała tylko uśmiech, podobnie jak Victorii: tej drugiej nieco zawadiacki.
- Osobiście uważam, że pozwala się na nie przygotować – odparła lekko, nie spoglądając na Anthony’ego. Bardzo starała się tam nie patrzeć, głównie dlatego, że obok siedział Bulstrode (chociaż nie to, że wychodziło cały czas). I z jednej strony ją to cieszyło, z drugiej ogromnie martwiło.
Komentarza brata za to na szczęście nie usłyszała. Może spytałaby, czy chodzi mi o to gonienie bobra, o ten raz, gdy mając szesnaście lat uciekła z przyjęcia Prewettów oknem (porywając Mavelle), czy może o ten bal, na którym oblała pewnego Rosiera szampanem, oczywiście stokrotnie przepraszając i odciągając na bok w morzu tych przeprosin, bo zachowywał się niezbyt miło wobec jednej z dziewcząt… A może nie. Głównie przez towarzystwo na łodzi.
Brenna nie była pewna, co spodziewała się znaleźć na statku. Nieprzytomni albo martwi byli jedną z możliwości: w końcu te łódki w pobliżu statku nie wzięły się znikąd. Mimo to była zdumiona widokiem tyłu ciał. Rzuciła się ku najbliższemu, i w tej samej chwili zaczęły się kolejne trzaski świadczące o aportacji.
- Nie wchodźcie tutaj! - zawołała, bo działo się coś bardzo, bardzo złego. Za późno jednak. Nie mogła nawet winić Mavelle, że aportowała się natychmiast za nią, przecież sama zrobiłaby dokładnie to samo, a w tej chwili, gdy podbiegała do nieprzytomnego, i inni przybyli na pokład. Serce w piersi Brenny tłukło się jednak szaleńczo, bo chociaż nie widziała żadnej aury, łatwo było domyśleć się, że i oni mogli paść ofiarą tego tajemniczego zaklęcia.
I stało się tak ledwo moment później.
Strach, panika wręcz, opanowały Brennę, ledwo Erik się zachwiał. Skoczyła ku bratu, gotowa ściągnąć go, gdyby padł na kogoś nieprzytomnego, a drżące nagle palce powędrowały ku jego szyi, szukając pulsu.
Jej brat.
Jej siostra.
Victoria.
Laurent.
Ger, Avelina...
Ledwo mogła złapać dech, bo wszystko uderzało w nią na raz: strach o brata, o siostrę, o Laurenta, o przyjaciół i o resztę nieprzytomnych osób na pokładzie, nawet o cholernych Borginów – mimo tego, że przynajmniej dwa czy trzy razy fantazjowała o wrzuceniu Stanleya Borgina do basenu pełnego piranii. Żołądek zwijający się w supeł tak mocno, że gdy dostrzegła, że Atreus wciąż stoi, była tym zaskoczona: spodziewała się, że padł, może nawet jest martwy. I wreszcie bol głowy, niemal rozsadzający czaszkę oraz...
...dziwna myśl, że coś, ktoś chce jej coś pokazać. Znała to uczucie: widma dawnych wydarzeń, napierające na umysł, wciskające się pod powieki. Było częste, gdy pozostawała małą dziewczynką, zanim nauczyła się patrzeć na nie w blasku świec…
W tej chwili, obejmując brata, była jednak zbyt zdezorientowana i przerażona jego stanem, aby choćby zastanowić się, czy to coś odepchnąć czy otworzyć temu drzwi. I by zdecydować, co dalej: próbować zabrać ich z tej łódki, zanim i oni stracą przytomność, czy szukać powodów, które posłały większość grupy w otchłań snu?
Powinna pewnie też bać się o siebie, ale całą jej energię pochłaniały inne lęki. Nie Erik. Do cholery, nie on.
- Musimy ich stąd zabrać, zanim my padniemy i… Widzieliście to? - spytała, gdy dostrzegła półprzezroczyste postacie. Lewą ręką mocniej objęła brata, prawą dłonią sięgnęła po różdżkę... chociaż na tym statku były zagrożenia, przed którymi magia najwyraźniej nie mogła obronić, a Brenna była pewna, że zaklęcie wybudzające nie podziała...
Percepcja
/edit za zgodą MG, by poprawić kod rzutów/
- Osobiście uważam, że pozwala się na nie przygotować – odparła lekko, nie spoglądając na Anthony’ego. Bardzo starała się tam nie patrzeć, głównie dlatego, że obok siedział Bulstrode (chociaż nie to, że wychodziło cały czas). I z jednej strony ją to cieszyło, z drugiej ogromnie martwiło.
Komentarza brata za to na szczęście nie usłyszała. Może spytałaby, czy chodzi mi o to gonienie bobra, o ten raz, gdy mając szesnaście lat uciekła z przyjęcia Prewettów oknem (porywając Mavelle), czy może o ten bal, na którym oblała pewnego Rosiera szampanem, oczywiście stokrotnie przepraszając i odciągając na bok w morzu tych przeprosin, bo zachowywał się niezbyt miło wobec jednej z dziewcząt… A może nie. Głównie przez towarzystwo na łodzi.
Brenna nie była pewna, co spodziewała się znaleźć na statku. Nieprzytomni albo martwi byli jedną z możliwości: w końcu te łódki w pobliżu statku nie wzięły się znikąd. Mimo to była zdumiona widokiem tyłu ciał. Rzuciła się ku najbliższemu, i w tej samej chwili zaczęły się kolejne trzaski świadczące o aportacji.
- Nie wchodźcie tutaj! - zawołała, bo działo się coś bardzo, bardzo złego. Za późno jednak. Nie mogła nawet winić Mavelle, że aportowała się natychmiast za nią, przecież sama zrobiłaby dokładnie to samo, a w tej chwili, gdy podbiegała do nieprzytomnego, i inni przybyli na pokład. Serce w piersi Brenny tłukło się jednak szaleńczo, bo chociaż nie widziała żadnej aury, łatwo było domyśleć się, że i oni mogli paść ofiarą tego tajemniczego zaklęcia.
I stało się tak ledwo moment później.
Strach, panika wręcz, opanowały Brennę, ledwo Erik się zachwiał. Skoczyła ku bratu, gotowa ściągnąć go, gdyby padł na kogoś nieprzytomnego, a drżące nagle palce powędrowały ku jego szyi, szukając pulsu.
Jej brat.
Jej siostra.
Victoria.
Laurent.
Ger, Avelina...
Ledwo mogła złapać dech, bo wszystko uderzało w nią na raz: strach o brata, o siostrę, o Laurenta, o przyjaciół i o resztę nieprzytomnych osób na pokładzie, nawet o cholernych Borginów – mimo tego, że przynajmniej dwa czy trzy razy fantazjowała o wrzuceniu Stanleya Borgina do basenu pełnego piranii. Żołądek zwijający się w supeł tak mocno, że gdy dostrzegła, że Atreus wciąż stoi, była tym zaskoczona: spodziewała się, że padł, może nawet jest martwy. I wreszcie bol głowy, niemal rozsadzający czaszkę oraz...
...dziwna myśl, że coś, ktoś chce jej coś pokazać. Znała to uczucie: widma dawnych wydarzeń, napierające na umysł, wciskające się pod powieki. Było częste, gdy pozostawała małą dziewczynką, zanim nauczyła się patrzeć na nie w blasku świec…
W tej chwili, obejmując brata, była jednak zbyt zdezorientowana i przerażona jego stanem, aby choćby zastanowić się, czy to coś odepchnąć czy otworzyć temu drzwi. I by zdecydować, co dalej: próbować zabrać ich z tej łódki, zanim i oni stracą przytomność, czy szukać powodów, które posłały większość grupy w otchłań snu?
Powinna pewnie też bać się o siebie, ale całą jej energię pochłaniały inne lęki. Nie Erik. Do cholery, nie on.
- Musimy ich stąd zabrać, zanim my padniemy i… Widzieliście to? - spytała, gdy dostrzegła półprzezroczyste postacie. Lewą ręką mocniej objęła brata, prawą dłonią sięgnęła po różdżkę... chociaż na tym statku były zagrożenia, przed którymi magia najwyraźniej nie mogła obronić, a Brenna była pewna, że zaklęcie wybudzające nie podziała...
Percepcja
Rzut Z 1d100 - 67
Sukces!
Sukces!
Rzut Z 1d100 - 82
Sukces!
Sukces!
/edit za zgodą MG, by poprawić kod rzutów/
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.