Czego się spodziewał po tym miejscu? Na pewno nie kolorów, kojącego szmeru morza i stada rozśpiewanych mew. Spodziewał się czegoś koszmarnego, czegoś trwożącego i przerażającego. Zamiast tego dostał sen. Wiedział, że ten statek go zaskoczy. Nie sądził jednak, że zaskoczy go do tego stopnia.
Postawił nogę na pokładzie, ale nie był tam krwi i upiorności. Stara, jęcząca konstrukcja o niepewnym gruncie prezentowała im śpiących ludzi. Oddychających. Bo oddychali. Oddychali... prawda? Odrobina zwątpienia uderzyła do gardła, a strasz złapał serce kościstą ręką - ale bardzo łagodnie. To nie był gwałt na psychice i organizmie, który nakazywałby się odwrócić i odpłynąć stąd ile tylko sił. To było coś, co wpełzało pod skórę, osiadało na tkankach i przylepiało się do nich. Pozwalało zachować zmysły w jednej całości, ale ostrzegało przed zbliżającą się klęską.
Laurent odetchnął z ulgą na widok Atreusa. Jakoś niektórzy ludzie tak na ciebie działali - widzisz ich i masz większą pewność, że będzie lepiej. Jest stabilniej, dobrze. Brenna, Atreus, przecież Victoria też była osobą, która prezentowała sobą statyczność. Powagę. Osoby takie jak Atreus, Sebastian czy Augustus prezentowały sobą jakąś niewzruszoną pewność siebie, przynajmniej w nienaturalnie niebieskich oczach Laurenta. Potem była delikatna Avelina, która przecież pasowała tutaj tak samo, jak on. Czyli wcale.
- Czy oni... - śpią? Chciał zapytać: czy oni śpią? Ale nie dokończył. Zrobił zaledwie dwa kolejne kroki, kiedy otworzył szerzej oczy ze zdziwienia i przyłożył dłoń do głowy, czując ostrze przecinające czaszkę. Utrzymał równowagę na ugiętych nogach. Przynajmniej w tym pierwszym uderzeniu bólu. Głos, wiele głosów, napłynęły do niego zewsząd i znikąd. Jakby statek śpiewał swoją pieśń. Jakby przemawiał za tych, których usta już otworzyć się nie mogły. Spojrzał na Brennę i Atreusa, którzy jeszcze stali na nogach. - Słyszycie? - Zapytał na wydechu. Następne uderzenie bólu i nasilający się głos sprawił, że Laurent zatoczył się na bok i oparł ramieniem o... nawet nie wiedział o co. I wtedy dotknęło to wszystkich. Słyszeli? Czy słyszycie? Padali. Jak muchy, jeden za drugim.
Więc... czego spodziewał się po tym miejscu?
Na pewno nie tego.
Opadł na ziemię z głową huczącą od słów pełnych pragnień i stracił przytomność.
Akcja nieudana
Akcja nieudana