Brennie mógłby trochę zarzucić, jednak na samym szczycie tej piramidy byłoby opętanie Anthony'ego bo niestety o jej współudziale w ukrywaniu Crawleyów nie miał zielonego pojęcia. A szkoda, bo zyskała by wiele cennych punktów do rankingu, chociaż i bez nich była bardzo wysoko.
Bycie miłym dla Brenny mógł już sobie dzisiaj odhaczyć. Przywitał się ładnie, zaproponował kawę czy herbatę - zrobił nad wyraz więcej, niż przeważnie. Ba! Nawet się całkiem ładnie uśmiechnął w jej kierunku. Kiedy zobaczył jak Brenna się dosiada, zdał sobie sprawę, że dzisiaj to z pół paczki papierosów pójdzie po tym spotkaniu. Nie pozostało mu jednak nic innego jak kulturalnie z nią współpracować, ponieważ służba nie drużba i byli teraz w Ministerstwie.
Uniósł zdziwione spojrzenie na jej reakcje po swoich słowach. Wysłuchiwał w spokoju co ma do przekazania, układając to sobie powoli gdzieś z tyłu głowy - To się zgadza - pokiwał głową w akcie zrozumienia. To co przedstawiła mu Longbottom pokrywało się i z jego częścią snu - Duszenie, nóż. Obrażenia były obecne - powtórzył pod nosem, przypominając sobie szczegóły tego horroru. Odwzajemnił spojrzenie, sięgając po paczkę papierosów, która była schowana w jednej z szuflad. Wyciągnął również magiczną świeczkę, która miała za zadanie absorbować cały dym w ten sposób aby ten nie przeszkadzał innym współpracownikom. Wyciągnął jednego nikotynowego przyjaciela, włożył go sobie do ust, a następnie wysunął paczkę w kierunku Brenny. Kolejny miły gest w jej stronę ale zdawał sobie sprawę, że raczej nie będzie zainteresowaną i tym - Czy będzie Ci to przeszkadzać? - zapytał kiedy wspomniała o ataku na kogoś z biura - Czy to tajemnica, kto miał paść w kolejnym ataku? Może jest jakiś powtarzający się schemat w tych snach? Może coś je łączy w całość? - zaproponował, próbując się przydać i przyłożyć do całej sprawy.
W momencie w którym detektyw wspomniała o tym, że próba ataku miała się powtórzyć, Stanley się wybudził. Co najmniej jakby otrzymał śmiertelną dawkę kofeiny do swoich żył, która zaczęła działać od razu - Jak to powtórzyć? Ktoś kto przeżył to raz, może być narażony po raz drugi? - zapytał, wstając i opierając dłonie o blat biurka. Nie dało się ukryć, że w tej chwili był bardzo przejęty, a jego chęci wyjaśnienia tej sprawy wzrosły o jakieś 100% - Nie jest to najlepsza wiadomość jaką człowiek może się dowiedzieć o poranku. Nie sądzisz, że może przyjść trzeci raz? Tak jak to mawia klasyk, do trzech razy sztuka? - uderzył nerwowo palcami o blat, a następnie odszedł i zaczął krążyć po swojej stronie biurka. Raz w lewą, raz w prawą - Może to jest jakoś powiązane z miejscami, które dana osoba odwiedzała we śnie. W jakich miejscach miały miejsce ataki w Waszym śnie? - zatrzymał się na moment, widząc, że Brenna podsuwa drugi szkic.
Stanley przyglądał mu się uważnie przez kilka sekund, gładząc się po brodzie - Nie, nie. Tego nie kojarzę - puknął palcem w drugie zdjęcie - Tego pierwszego rzeczywiście, jak najbardziej. To jakiś jego wspólnik? Czy to ten z drugiej próby? - zapytał, nadal jednak będąc bardzo nerwowym. I to nie dlatego, że widział któregoś ze swoich kolegów, bo fakt, znał kilku morderców czy przemytników bardzo dobrze, wręcz był z nimi na "przyjacielu", a dlatego, że zaczął się obawiać "jego" powrotu. Chcąc, nie chcąc, musiał całe swoje uprzedzenia odstawić na bok i przyłożyć się do tego przypadku najbardziej jak tylko potrafił.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972