19.08.2023, 19:41 ✶
Czegokolwiek spodziewał się na pokładzie statku, chyba nie było to morze nieprzytomnych ciał. W pierwszym odruchu wzdrygnął się, upewniając że przy aportacji nie wylądował na jakimś nieszczęśniku. Pochylił się i złapał za pierwszy nadgarstek z brzegu, żeby sprawdzić puls, ale na pokład aportowała się ostatnia osoba i zaraz po tym padła na pokład, więc stan już wylegujących się na ziemi, stał się dla niego mniejszym priorytetem.
Zmieszany podniósł spojrzenie za dźwiękiem, spoglądając na Longbottoma, a w naturalnym tego następstwie na Brennę, która wystrzeliła do brata. Zaraz jednak uderzył go ból, wdzierając się do głowy niczym fala i obmywając go starannie. Skrzywił się, ale sam nie był pewien czy na nieprzyjemne uczucie, czy na to co wykwitło dookoła i kiedy zdał sobie sprawę z tego, że była to aura tego miejsca. Czarna i kłębiąca się, która mimo wszystko sprawiła, że poczuł ukłócie lęku. Chyba nigdy w swoim życiu nie widział miejsca tak przesiąkniętego na wskroś ciemną energią i niczym więcej. Przez moment wodził spojrzeniem po pokładzie, rozpaczliwie wręcz szukając czegoś w sferze aur, co nie byłoby tylko czernią. W końcu jednak ponownie przeniósł wzrok na Brennę, pierwszy raz bezpośrednio i szukając jej spojrzenia od kiedy znaleźli się na wodzie, z wyraźnym niepokojem, niezrozumieniem, ale też i... ulgą, kiedy tylko doszło do niego, że wciąż była przytomna.
- Nic ci...? - zdał sobie sprawę, że Bones też trzymała się na nogach. - Nic wam nie jest? - zapytał, podnosząc się znad przypadkowej osoby i robiąc parę kroków w ich stronę, po drodze pochylając się nad Laurentem, Anthonym i Stanleyem, żeby sprawdzić ich puls. Potem jednak zrobił to samo z innymi, chcą mieć pewność, że wszyscy tylko śpią.
- To miejsce jest całe skąpane w czarnej aurze. Pokład, ludzie. - rzucił w odpowiedzi na słowa Brenny, nie wiedząc co innego mogłaby mieć na myśli. - Pulsuje w ich rytm... - wskazał na ludzi, wyraźnie skonsternowany. Bezradny. - To niemożliwe żeby wszyscy ci ludzie mieli takie same aury, tak jakby zestrajali się ze statkiem. Nie jestem pewien czy powinniśmy ich ruszać, póki nie wiemy co im jest.
Percepcja
Zmieszany podniósł spojrzenie za dźwiękiem, spoglądając na Longbottoma, a w naturalnym tego następstwie na Brennę, która wystrzeliła do brata. Zaraz jednak uderzył go ból, wdzierając się do głowy niczym fala i obmywając go starannie. Skrzywił się, ale sam nie był pewien czy na nieprzyjemne uczucie, czy na to co wykwitło dookoła i kiedy zdał sobie sprawę z tego, że była to aura tego miejsca. Czarna i kłębiąca się, która mimo wszystko sprawiła, że poczuł ukłócie lęku. Chyba nigdy w swoim życiu nie widział miejsca tak przesiąkniętego na wskroś ciemną energią i niczym więcej. Przez moment wodził spojrzeniem po pokładzie, rozpaczliwie wręcz szukając czegoś w sferze aur, co nie byłoby tylko czernią. W końcu jednak ponownie przeniósł wzrok na Brennę, pierwszy raz bezpośrednio i szukając jej spojrzenia od kiedy znaleźli się na wodzie, z wyraźnym niepokojem, niezrozumieniem, ale też i... ulgą, kiedy tylko doszło do niego, że wciąż była przytomna.
- Nic ci...? - zdał sobie sprawę, że Bones też trzymała się na nogach. - Nic wam nie jest? - zapytał, podnosząc się znad przypadkowej osoby i robiąc parę kroków w ich stronę, po drodze pochylając się nad Laurentem, Anthonym i Stanleyem, żeby sprawdzić ich puls. Potem jednak zrobił to samo z innymi, chcą mieć pewność, że wszyscy tylko śpią.
- To miejsce jest całe skąpane w czarnej aurze. Pokład, ludzie. - rzucił w odpowiedzi na słowa Brenny, nie wiedząc co innego mogłaby mieć na myśli. - Pulsuje w ich rytm... - wskazał na ludzi, wyraźnie skonsternowany. Bezradny. - To niemożliwe żeby wszyscy ci ludzie mieli takie same aury, tak jakby zestrajali się ze statkiem. Nie jestem pewien czy powinniśmy ich ruszać, póki nie wiemy co im jest.
Percepcja
Rzut N 1d100 - 9
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut N 1d100 - 47
Slaby sukces...
Slaby sukces...