19.08.2023, 19:45 ✶
Z boku, gdyby ktoś ich obserwował i wiedział, że znaleźli się na tym weselu kompletnym przypadkiem, pewnie byłby zaskoczony tym, jak bardzo zaangażowali się w rozmowę o życiu dwójki ludzi, których sami w ogóle nie znali a teraz poznawali ich tylko dzięki temu, że opowiadali o nich członkowie rodzin.
Na trzeźwo, Patrick powiedziałby, że w jego przypadku to była kwestia wypitego alkoholu. Ale może wcale nie chodziło tylko o alkohol, ale o absurdalność sytuacji, o zajęcie myśli i o to, że Catalina i Robert wydawali się… zakochani w sobie? W dodatku wszyscy dookoła też ich kochali? A Steward po prostu wierzył w miłość?
- Myślałem tylko, żeby im przesłać kartkę i bilety wstępu do Gabinetu Luster – przyznał, marszcząc czoło. Gdy Brenna tak przedstawiała sprawę, nagle jego prezent wydał mu się dość… mierny. Nawet jeśli był tylko sumą wypadkową przypadku i chęci zadośćuczynienia za ten przypadek. – O, Angus z pewnością wie mnóstwo o obojgu. To chyba brat ojca Roberta? Albo kuzyn?
Problem z koligacjami rodzinnymi polega na tym, że wiedzą o tym kto i kim jest posiadali głównie sami zainteresowani. Rozmawiając z Angusem, Steward nawet nie próbował ich zrozumieć. Teraz było mu trochę z tego powodu głupio.
A potem nie miał już szans by dłużej się nad tym zastanawiać. Stał z lampką wina i przyglądał się jak w Brennie zwyciężył duch rywalizacji. To, że złapała bukiet to może było za dużo powiedziane, ale… miała go w ręku.
- No, moi państwo, mamy zwyciężczynię! – zawołał jowialnie wodzirej. – Nasz przyszła Panna Młoda! – przedstawił ją. – Jak masz na imię?
Patrick jednym haustem dopił trzecią lampkę wina i odstawił ją na tacę. Przez chwilę nawiedziło go dziwne przeczucie, że za moment Brenna przyzna się, że trafiła tu przypadkiem i doda, że chętnie odda bukiet jakiejś bardziej chętnej do ożenku dziewczynie.
- Panowie, gdybym nie był żonaty, sam bym się teraz rwał do łapania muszki! – zachęcił wodzirej a do Stewarda dotarło, że nie mógł Brenny tak zostawić samej.
Mijając ją posłał jej dziwne spojrzenie. Jakby nie bardzo wiedział, co powinien w tym momencie zrobić. W normalnych okolicznościach, nawet nie dałby się zaciągnąć do zabawy. Nie, bo był na weselu, na którym absolutnie nie powinien być; nie, bo nie miał narzeczonej a całowanie obcej kobiety na oczach rozbawionego tłumu wydawało mu się co najmniej nie na miejscu; nie, bo chociaż nie był już z Clare (ta nawet nie żyła) to wciąż czuł się trochę tak, jakby ją miał zdradzić? Ale teraz to nie były normalne okoliczności. Teraz – może przez wypity alkohol albo dlatego, że Brenna była jedyną osobą, którą rzeczywiście znał, poczuł że musi ją uratować przed jakimś innym, obcym facetem, który będzie próbował łapać muszkę.
- Dziewczyna ładna to i kandydaci chętni!
Patrick akurat liczył na to, że nie będą chętni, że wszyscy mają narzeczone i będą uciekali przed lecącą w ich stronę muszką najszybciej jak się da. Dlaczego? Bo on nie do końca ufał w tym momencie własnej koordynacji.
A jednak dał radę. Co prawda nie zrobił tego w najładniejszym stylu, dość brzydko popychając krępego, młodego mężczyznę, który już unosił rękę by złapać muszkę. Ale dał radę.
Patrick posłał rozbrajający uśmiech Brennie.
Na trzeźwo, Patrick powiedziałby, że w jego przypadku to była kwestia wypitego alkoholu. Ale może wcale nie chodziło tylko o alkohol, ale o absurdalność sytuacji, o zajęcie myśli i o to, że Catalina i Robert wydawali się… zakochani w sobie? W dodatku wszyscy dookoła też ich kochali? A Steward po prostu wierzył w miłość?
- Myślałem tylko, żeby im przesłać kartkę i bilety wstępu do Gabinetu Luster – przyznał, marszcząc czoło. Gdy Brenna tak przedstawiała sprawę, nagle jego prezent wydał mu się dość… mierny. Nawet jeśli był tylko sumą wypadkową przypadku i chęci zadośćuczynienia za ten przypadek. – O, Angus z pewnością wie mnóstwo o obojgu. To chyba brat ojca Roberta? Albo kuzyn?
Problem z koligacjami rodzinnymi polega na tym, że wiedzą o tym kto i kim jest posiadali głównie sami zainteresowani. Rozmawiając z Angusem, Steward nawet nie próbował ich zrozumieć. Teraz było mu trochę z tego powodu głupio.
A potem nie miał już szans by dłużej się nad tym zastanawiać. Stał z lampką wina i przyglądał się jak w Brennie zwyciężył duch rywalizacji. To, że złapała bukiet to może było za dużo powiedziane, ale… miała go w ręku.
- No, moi państwo, mamy zwyciężczynię! – zawołał jowialnie wodzirej. – Nasz przyszła Panna Młoda! – przedstawił ją. – Jak masz na imię?
Patrick jednym haustem dopił trzecią lampkę wina i odstawił ją na tacę. Przez chwilę nawiedziło go dziwne przeczucie, że za moment Brenna przyzna się, że trafiła tu przypadkiem i doda, że chętnie odda bukiet jakiejś bardziej chętnej do ożenku dziewczynie.
- Panowie, gdybym nie był żonaty, sam bym się teraz rwał do łapania muszki! – zachęcił wodzirej a do Stewarda dotarło, że nie mógł Brenny tak zostawić samej.
Mijając ją posłał jej dziwne spojrzenie. Jakby nie bardzo wiedział, co powinien w tym momencie zrobić. W normalnych okolicznościach, nawet nie dałby się zaciągnąć do zabawy. Nie, bo był na weselu, na którym absolutnie nie powinien być; nie, bo nie miał narzeczonej a całowanie obcej kobiety na oczach rozbawionego tłumu wydawało mu się co najmniej nie na miejscu; nie, bo chociaż nie był już z Clare (ta nawet nie żyła) to wciąż czuł się trochę tak, jakby ją miał zdradzić? Ale teraz to nie były normalne okoliczności. Teraz – może przez wypity alkohol albo dlatego, że Brenna była jedyną osobą, którą rzeczywiście znał, poczuł że musi ją uratować przed jakimś innym, obcym facetem, który będzie próbował łapać muszkę.
- Dziewczyna ładna to i kandydaci chętni!
Patrick akurat liczył na to, że nie będą chętni, że wszyscy mają narzeczone i będą uciekali przed lecącą w ich stronę muszką najszybciej jak się da. Dlaczego? Bo on nie do końca ufał w tym momencie własnej koordynacji.
A jednak dał radę. Co prawda nie zrobił tego w najładniejszym stylu, dość brzydko popychając krępego, młodego mężczyznę, który już unosił rękę by złapać muszkę. Ale dał radę.
Patrick posłał rozbrajający uśmiech Brennie.