19.08.2023, 20:00 ✶
Brenna z kolei była osobą, która po prostu lubiła ludzi. Lubiła ich obserwować, zagadywać, potrafiła przejąć się kimś zupełnie obcym. I pewnie sama zapytana o to, byłaby zdziwiona, że ktoś w ogóle pyta, chociaż ich zachowanie zaiste… było absurdalne.
- Hej, to genialny pomysł. Przecież oni wyraźnie są bogaci, a ty podarujesz im przygodę zamiast czegoś, co mogą kupić sami – powiedziała Brenna szczerze. – Mogli o tym miejscu nie słyszeć, Catalina przecież jest z Włoch, a Robert ze Szkocji i coś mi nawet wspomniano, że część rodziny studiowała gdzieś za granicą, nie w Hogwarcie… Ale w takim wypadku zainspirowałeś mnie, podaruję im lustro. Może takie, które jest zaklęte i pokazuje, jak będziesz wyglądać w danym ubraniu? Poszukam po domach aukcyjnych.
Chwilę później jednak wszystko wzięło niespodziewany obrót.
- Ja… ehem… Brenna… Em… nie mogę go oddać? – upewniła się Brenna, jakby usłyszała echo myśli Patricka, kiedy nagle usłyszała, że jest przyszłą panną młodą i spoglądała to na bukiet, to na rozczarowaną Franceskę, to na wściekłą Domenicę. [b] – Ja naprawdę chętnie go oddam – dodała, trochę słabym tonem, powstrzymując się przed wspomnieniem, że tak w ogóle to może wyczarować drugi, podobny bukiet, żeby obie dziewczyny były zadowolone.
Wodzirej był jednak nieubłagany i pociągnął ją na środek. A Brenna, która zwykle świetnie odnajdowała się w każdej sytuacji, tym razem, wyjątkowo – nie była pewna, czy śmiać się czy płakać. Catalina objęła ją serdecznie i zaczęła coś pleść do ucha, a Brenna odruchowo odpowiadała, i chyba pannie młodej tej nie przyszło do głowy, że Brenny wcale nie powinno tutaj być, a pan młody właśnie uznał, że jego świeżo poślubiona żona i dama od bukietu to serdeczne przyjaciółki…
Była jednak bardzo wdzięczna Patrickowi, że złapał tę muszkę. Obawiała się, że gdyby dorwał ją na przykład syn tej pani, która chciała ją swatać, mogliby próbować od razu wydać ją za mąż. Ta starsza dama zapewne byłaby gotowa wydać syna nawet za owcę, gdyby tę odpowiednio ubrać.
– Mamy zwycięzcę! A teraz przyszła panna młoda i przyszły pan młody razem zatańczą! – oświadczył prowadzący całą imprezę tonem nieznoszącym sprzeciwu. A Brenna się nie sprzeciwiała – i tak narobili na tej całej imprezie dostatecznie wiele zamieszania.
– Mój bohater – powiedziała z rozbawieniem, wyciągając rękę do Patricka. Kolejne słowa wypowiedziała już znacznie ciszej, kiedy na parkiet – dzięki Merlinie, zaczęły napływać nowe pary, nie zostali na nim sami. – Po tym tańcu stąd uciekamy. Choćby oknem. A przynajmniej ja uciekam. Może jak pójdziemy do drzwi razem, nikt nas nie porwie. Tylko musimy mieć w rękach kieliszki, bo inaczej ktoś je na pewno zaoferuje – oświadczyła, uśmiechając się do niego szeroko.
- Hej, to genialny pomysł. Przecież oni wyraźnie są bogaci, a ty podarujesz im przygodę zamiast czegoś, co mogą kupić sami – powiedziała Brenna szczerze. – Mogli o tym miejscu nie słyszeć, Catalina przecież jest z Włoch, a Robert ze Szkocji i coś mi nawet wspomniano, że część rodziny studiowała gdzieś za granicą, nie w Hogwarcie… Ale w takim wypadku zainspirowałeś mnie, podaruję im lustro. Może takie, które jest zaklęte i pokazuje, jak będziesz wyglądać w danym ubraniu? Poszukam po domach aukcyjnych.
Chwilę później jednak wszystko wzięło niespodziewany obrót.
- Ja… ehem… Brenna… Em… nie mogę go oddać? – upewniła się Brenna, jakby usłyszała echo myśli Patricka, kiedy nagle usłyszała, że jest przyszłą panną młodą i spoglądała to na bukiet, to na rozczarowaną Franceskę, to na wściekłą Domenicę. [b] – Ja naprawdę chętnie go oddam – dodała, trochę słabym tonem, powstrzymując się przed wspomnieniem, że tak w ogóle to może wyczarować drugi, podobny bukiet, żeby obie dziewczyny były zadowolone.
Wodzirej był jednak nieubłagany i pociągnął ją na środek. A Brenna, która zwykle świetnie odnajdowała się w każdej sytuacji, tym razem, wyjątkowo – nie była pewna, czy śmiać się czy płakać. Catalina objęła ją serdecznie i zaczęła coś pleść do ucha, a Brenna odruchowo odpowiadała, i chyba pannie młodej tej nie przyszło do głowy, że Brenny wcale nie powinno tutaj być, a pan młody właśnie uznał, że jego świeżo poślubiona żona i dama od bukietu to serdeczne przyjaciółki…
Była jednak bardzo wdzięczna Patrickowi, że złapał tę muszkę. Obawiała się, że gdyby dorwał ją na przykład syn tej pani, która chciała ją swatać, mogliby próbować od razu wydać ją za mąż. Ta starsza dama zapewne byłaby gotowa wydać syna nawet za owcę, gdyby tę odpowiednio ubrać.
– Mamy zwycięzcę! A teraz przyszła panna młoda i przyszły pan młody razem zatańczą! – oświadczył prowadzący całą imprezę tonem nieznoszącym sprzeciwu. A Brenna się nie sprzeciwiała – i tak narobili na tej całej imprezie dostatecznie wiele zamieszania.
– Mój bohater – powiedziała z rozbawieniem, wyciągając rękę do Patricka. Kolejne słowa wypowiedziała już znacznie ciszej, kiedy na parkiet – dzięki Merlinie, zaczęły napływać nowe pary, nie zostali na nim sami. – Po tym tańcu stąd uciekamy. Choćby oknem. A przynajmniej ja uciekam. Może jak pójdziemy do drzwi razem, nikt nas nie porwie. Tylko musimy mieć w rękach kieliszki, bo inaczej ktoś je na pewno zaoferuje – oświadczyła, uśmiechając się do niego szeroko.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.