Bardzo dobrze, że Nicholas miał swoją różdżkę. Słusznie robił, że się z nią nie rozstawał - to było bardzo bezpieczne, wszak nigdy nie wiadomo kiedy czy gdzie czeka jakieś niebezpieczeństwo. Fiolka, którą mu pokazał to była mikstura paraliżującą, która jak sama nazwa wskazywała, paraliżowała kogoś. Nie musieli od razu zabijać kiedy mieli po swojej stronie utalentowanych medyków czy zielarzy, którzy byli w stanie tworzyć takie cuda.
- Tego nie wiem ale przekonamy go aby chciał z nami współpracować. Nie będzie miał wyboru - zapewnił. Stanley nie ubierał żadnej chusty ani niczego w tym rodzaju. Zdawał sobie sprawę, że wystarczy odpowiednie kogoś wystraszyć aby ten zamilkł na wieki, wieków... I nie rozchodziło się o zabójstwo, chociaż to też była opcja ostateczna.
Kiedy Yaxley otworzył drzwi, wszedł powoli do środka za swoim kuzynem, a następnie rozejrzał po pokoju. Trafili do niedużego pomieszczenia, które pełniło rolę salonu. Po prawej stronie znajdowały się dwie pary drzwi i podobnie po lewej - Sprawdzę te pokoje po prawej, a Ty możesz w tym czasie po lewej - zalecił wspólnikowi. Borgin wolał się upewnić, że nikogo w domu nie ma, a jeżeli jest to żeby nie byli w stanie ich zaskoczyć.
Jak powiedział, tak też zrobił. Zniknął najpierw w pierwszych drzwiach po swojej stronie, a później w drugich. O ile z pierwszych wrócił całkiem szybko, ponieważ natrafił na pusty pokój, tak w drugim spędził kilka dobrych minut. Chwila krzątaniny, kilka głuchych wrzasków i zjawił się w głównym pokoju, wynosząc magią dwie kobiety ze środka. Te były napojone ich miksturą. Po za tym, były jeszcze przerażone - nie miały pojęcia co się dzieje. Vulturis położył je na środku dywanu, a następnie zajął miejsce w jednym z foteli - No zobacz jak nam się dzisiaj trafiło. Nasza karta przetargowa właśnie przyjechała - uśmiechnął się szczerze do Nicholasa. Sam Stanley nie spodziewał się, że taka miła niespodzianka będzie na nich czekać ale należało być wdzięcznym Merlinowi za tak hojny datek.
Lewa część domu to była odpowiednio kuchnia i łazienka. Nic szczególnego nie było tam do znalezienia, ot zwykłe pomieszczenia, nie wyróżniające się niczym wielkim, więc nie było czego szczególnego tam szukać.
- Proszę. Zajmij miejsce obok mnie. Poczekamy na pana Hendricka, prawda ślicznotki? - zaprosił Yaxleya aby usiadł w fotelu obok, zwracając się również do dwóch kobiet, które leżały przed nimi. Te oczywiście nie były w stanie odpowiedź ani się nawet ruszyć, a jedynie spoglądały błagalnym wzrokiem to na jednego, a to na drugiego włamywacza.
Panowie siedzieli tak może z 10, góra 20 minut we względnej ciszy, kiedy dało się usłyszeć otwieranie drzwi, a w nich pojawił się nie kto inny jak pan Hendrick - ten który wiedział za dużo. Kiedy tylko spostrzegł to co miało miejsce - zamarł. Nie miał kompletnego pojęcia co zrobić - P-p-panowie? - zająknął się, upuszczając swoją skórzaną teczkę na podłogę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972