Niestety, bądź stety, Stanley był synem Anne, a nie Bartholomeusa czy innego syna Williama, którego akurat nie miał. To od razu stawiało go na samym końcu kolejki "do tronu". Pierwszy oczywiście był Anthony, zwany również dziedzicem, chociaż to raczej przezwisko, stosowane przez starszego Borgina w kierunku kuzyna. Drugi był brat Tośka, a dopiero trzeci być Stanley. Gdyby się zastanowić to nie był, aż tak daleko ale jakby Tony się ustatkował i miał własne dzieci, w tym syna, to kolejka do władzy od razu się wydłużała i chcąc, nie chcąc wypychała syna Anne jeszcze dalej w kolejce.
Uśmiechnął się słysząc słowa brata. Brygadzista zdawał sobie sprawę, że to po części jest jego dom ale prawdę mówiąc to właśnie siedzący przed nim mężczyzna miał do niego najwięcej praw z ich dwójki i tego nie dało się w żaden sposób zaprzeczyć. Prawdę mówiąc nie tylko Stanley wyglądał dobrze. Anthony też przecież miał dobry gust, chodził porządnie ubrany, wszak to była zasługa dziadka, który dbał o dobrą prezencję swojej rodziny. Zawsze chciał aby jego najbliżsi godnie reprezentowali rodzinę Borginów, co wszyscy oczywiście starali się robić.
William miał tutaj pełnię władzy, jedynie Isabelle potrafiła nad nim zapanować. Kiedy mówił aby przynieść wnukom słodycze - słodycze były przynoszone. Gdy mówił, że czas na bajkę - był czas na bajkę. Nikt nie oponował przez zaleceniami nestora. Każdy szanował jego decyzję i nikt ich nie podważał - Prawda - zgodził się na słowa dotyczące ich sesji z dziadkiem, te były w końcu iście magiczne. Stanley nie był w stanie sobie przypomnieć czy ktokolwiek w rodzinie potrafił zbudować taką atmosferę wokół siebie.
Bartholomeus mimo, że brał udział w naradach rodzinnych to przestał pełnić ważne role wśród Borginów. Nie miał posłuchu, krewni go nie szanowali. To nie był osobą, która dobrze by sprawowała władzę nad rodziną i jej interesami. On po prostu nie miał tego czegoś, co miał nestor. Coraz głośniej mówiło się, że powinno się zmienić zasady następstwa władzy aby zabezpieczyć się na moment odejścia Williama. Andrew nie wpuściłby Iana w maliny, a już na pewno nie w kwestii obecności jego ojca. Bardzo dobrze wiedział czego ten się dopuścił na własnych dzieciach. Tam nie było za grosz rodzicielskiej miłości, a jedynie ciężkie wychowanie. Stanley niestety był wtedy zbyt młody aby coś z tym zrobić, a jego siostry - Anne i Jennifer - zbyt słabe aby mu się sprzeciwić. Nic więc dziwnego, że to właśnie dziadek stawał w obronie swoich wnuków, które były jego oczkiem w głowie - każde po kolei.
- Anthony, proszę Cię. Przerabialiśmy już to. Ty będziesz dziedzicem. Uszanuj tradycję, która jest w tej rodzinie od pokoleń. Abym to ja został głową rodziny, musiałbyś zginąć, a tego bardzo bym nie chciał i tym bardziej bym na to nie pozwolił. Nadstawiłbym własną pierś aby tylko nic Ci się nie stało - zapewnił młodego, studząc jego zapał przy okazji - Nie przejmuj się. Zrobię wszystko co w mojej mocy aby pomóc Ci się przygotować do tej ważnej roli. Będziesz drugim Williamem, spoiwem rodziny. Osobą, do której każdy ciągnie ze swoimi problemami czy po poradę. Gwarantuję Ci. Potrzebujesz tylko trochę doświadczenia i wprawy - odparł, próbując pocieszyć go na duchu - Ja się nigdzie nie wybieram. Będę przy Twoim boku kiedy będziesz mnie najbardziej potrzebował, służąc Ci radą czy opinią tak jak reszta naszych braci czy kuzynów - dodał. W to akurat nie wątpił. W ich rodzinie było duże poszanowanie do tradycji. Jeżeli rodzina widziała, że dziedzic jest odpowiedni, wszyscy byli gotowi nieść mu pomoc w każdym momencie i Stanley był święcie przekonany, że Anthony takim nestorem kiedyś się właśnie stanie.
- Heh.. Nie. Nie będę Cię upijać abyś wziął ożenek z jakąś wybraną przez nas panną. Tego bym Ci nie zrobił... Wiesz, że masz do tego wolną rękę... W pewnym stopniu oczywiście - puścił oczko kuzynowi. Zasady wobec dziedzica były dużo bardziej restrykcyjne jak do reszty kawalerów w rodzinie. Bo to właśnie Ian musiał mieć najbardziej odpowiednią żonę - taką, która prezentowałaby się najlepiej ze wszystkich pozostałych dam wśród rodu.
Odebrał szklankę od brata, unosząc ją do góry aby wznieść mały toast - Za Twoją świetlaną przyszłość - uśmiechnął się szczerze, a następnie stuknął szklankami. Pociągnął mały łyk aby zwilżyć usta i po chwili kontynuował - Powoli do przodu ale to też nie jest tematem tego spotkania - wytłumaczył - Chciałem z Tobą porozmawiać o Nobbym Leachu. Byłym ministrze magii, który namieszał w naszym świecie jak sam skurwysyn. Tyle złego co on wyrządził to głowa mała. Chciałbym się dowiedzieć... Znaczy chcielibyśmy się wszyscy dowiedzieć co o nim sądzisz - poprawił się całkiem szybko, pozwalając sobie na mały zawadiacki uśmieszek, wszak został tutaj wysłany przez Williama aby zrobić mały wywiad i ewentualnie naprowadzić młodego Borgina na odpowiedni trop wśród opinii dotyczących tego ministra.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972