20.08.2023, 00:02 ✶
Ach, zatańczą.
Dopiero po słowach wodzireja do Patricka dotarło, że to było jednak jedno z tych grzecznych wesel, na których nowo wybrani młodzi po oczepinach tańczyli a nie całowali się publicznie. Cóż, to nawet lepiej. Będzie potem mniej niezręcznie w pracy.
- Następnym razem jak złapiesz jakiś bukiet to nigdy nie mów na głos, że chętnie się go pozbędziesz – mruknął, gdy już zaczęli tańczyć. – To podobno przynosi pecha. Jak złapałaś to udawaj, że czekasz już tylko na kapłana i narzeczonego. Przynajmniej do chwili, w której zejdziecie z parkietu.
Nie chciał brzmieć jakby ją pouczał a jego rozbawione spojrzenie raczej wskazywało na to, że i jego cała sytuacja raczej bawiła niż przerażała lub irytowała.
Steward nieźle tańczył, głównie dlatego, że dość długo dziadkowie myśleli, że pójdzie w ślady wuja i zostanie dyplomatą. A jako dyplomata powinien znać się na wielu, nie do końca potrzebnych normalnym czarodziejom rzeczach (takich jak taniec, etykieta lub dziwaczne mugolskie zwyczaje).
- To doskonały pomysł – dodał, gdy wspomniała o ucieczce po tańcu. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Dwa do przodu jeden w bok. Dwa do tyłu jeden w przód. Po łuku, bo tak lepiej to wygląda z boku. Jak prowadziła melodia. – Bo obawiam się, że Domenica naprawdę nastawiła się, że tego wieczoru znajdzie męża.
W istocie dziewczyna stała z przyklejonym do twarzy nieszczerym uśmiechem i patrzyła na nich ponuro. Patrick wątpił, by rzeczywiście marzył jej się związek akurat z nim, ale na sali było trochę przystojnych mężczyzn (w dodatku bardziej w jej wieku). Przypadkiem pokrzyżowali Domenice plany.
- Wyprowadzę nas – zaproponował. – Jako nowy pan młody, mogę chyba chcieć zamienić kilka słów na osobności z moją wybranką.
I kiedy taniec dobiegł do końca a oni wreszcie zeszli z parkietu, objął Brennę ręką w pasie i pociągnął za sobą w stronę drzwi. Tym razem nikt ich nie zatrzymywał, bo goście najwyraźniej uznali, że rzeczywiście chcieli ze sobą spędzić chwilę na osobności.
Dopiero po słowach wodzireja do Patricka dotarło, że to było jednak jedno z tych grzecznych wesel, na których nowo wybrani młodzi po oczepinach tańczyli a nie całowali się publicznie. Cóż, to nawet lepiej. Będzie potem mniej niezręcznie w pracy.
- Następnym razem jak złapiesz jakiś bukiet to nigdy nie mów na głos, że chętnie się go pozbędziesz – mruknął, gdy już zaczęli tańczyć. – To podobno przynosi pecha. Jak złapałaś to udawaj, że czekasz już tylko na kapłana i narzeczonego. Przynajmniej do chwili, w której zejdziecie z parkietu.
Nie chciał brzmieć jakby ją pouczał a jego rozbawione spojrzenie raczej wskazywało na to, że i jego cała sytuacja raczej bawiła niż przerażała lub irytowała.
Steward nieźle tańczył, głównie dlatego, że dość długo dziadkowie myśleli, że pójdzie w ślady wuja i zostanie dyplomatą. A jako dyplomata powinien znać się na wielu, nie do końca potrzebnych normalnym czarodziejom rzeczach (takich jak taniec, etykieta lub dziwaczne mugolskie zwyczaje).
- To doskonały pomysł – dodał, gdy wspomniała o ucieczce po tańcu. Raz, dwa, trzy. Raz, dwa, trzy. Dwa do przodu jeden w bok. Dwa do tyłu jeden w przód. Po łuku, bo tak lepiej to wygląda z boku. Jak prowadziła melodia. – Bo obawiam się, że Domenica naprawdę nastawiła się, że tego wieczoru znajdzie męża.
W istocie dziewczyna stała z przyklejonym do twarzy nieszczerym uśmiechem i patrzyła na nich ponuro. Patrick wątpił, by rzeczywiście marzył jej się związek akurat z nim, ale na sali było trochę przystojnych mężczyzn (w dodatku bardziej w jej wieku). Przypadkiem pokrzyżowali Domenice plany.
- Wyprowadzę nas – zaproponował. – Jako nowy pan młody, mogę chyba chcieć zamienić kilka słów na osobności z moją wybranką.
I kiedy taniec dobiegł do końca a oni wreszcie zeszli z parkietu, objął Brennę ręką w pasie i pociągnął za sobą w stronę drzwi. Tym razem nikt ich nie zatrzymywał, bo goście najwyraźniej uznali, że rzeczywiście chcieli ze sobą spędzić chwilę na osobności.
Koniec sesji