Gdy zdał sobie sprawę, że Ministerstwo Magii wbrew pozorom nie wykopywało spod ziemi jakiegoś skarbu czy pozostawionego przez Śmierciożerców artefaktów, a jego własną siostrę... Zatoczył się do tyłu, gdy ta wydostała się spod ziemi wraz z Heather; obie nie tylko brudne, ale może nawet ranne. Dobry Merlinie, pomyślał, wbijając w Brennę pełen przerażenia wzrok. Wodził wzrokiem po jej twarzy, przez dłuższą chwilę nie rozumiejąc, co się wokół niego dzieje.
A Bren, jak to Bren nie miała zamiaru marnować czasu, aż on się otrząśnie z szoku. Wyrzuciła z siebie serię pytań, z których praktycznie żadne nie zapadło mu właściwie w pamięć, a potem poszła w bliżej nieokreślonym kierunku. Erik rozejrzał się po pracownikach departamentu, którzy dalej uwijali się wokół niego, jakby czekając, aż ktoś wrzaśnie i wytłumaczy im to wszystko. Tak się nie stało. Koniec końców ruszył za siostrą, doganiając ją chwilę po tym, jak odnalazł ją Charles.
— Na drzewie... Dani jest na drzewie — powtarzał, jak mantrę, nie mając nawet pewności, czy faktycznie wypowiada te słowa na głos, czy też rozbrzmiewają tylko w jego własnej głowie.
Przykląkł na moment obok Brenny i Mavelle. Kuzynka była zimna jak lód, jednak Erika na tym etapie nawet to nie zdziwiło. Tej nocy wydarzyło się tyle rzeczy, że kto wie, jakim zaklęciem mogła oberwać. W pewnym momencie usłyszał gdzieś za sobą swoje imię, co sprawiło, że podniósł się i ruszył w odpowiednim kierunku.
— Raczej już ciężko pogorszyć naszą sytuację — mruknął, Erik, kiedy w końcu doczłapał do Bonesa i Elliota. Skinął delikatnie głową temu pierwszemu w geście szacunku. — Mavelle... I reszta... Potrzebują pomocy medycznej. Wszyscy potrzebują pomocy medycznej. Kiedy możemy się spodziewać... au... transportu?
Syknął z niezadowoleniem, gdy ból oka znowu dał mu się we znaki. Na szczęście nie był do końca świadomy, jakie obrażenia odniósł w wyniku starć na Beltane. Nikt mu nie podłożył pod gębę lusterka, co by mógł się przejrzeć. Gdyby tak było, to prawdopodobnie zacząłby minimalnie panikować, dołączając do coraz intensywniejszych nawoływań o pomoc.
— Zajmę się nim, proszę iść do reszty — wystękał, starając się brzmieć tak, jakby dalej panował nad sytuacją. Skoro Brenna miała siłę biegać wte i we wte po tym, jak została praktycznie pogrzebana żywcem, to on mógł odeskortować Elliotta parę metrów dalej od tego... obozu? — A potem pójdę do namiotu medyków. Przysięgam.
Zerknął na Elliota, zagryzając dolną wargę, uciekając wzrokiem to na lewo, to na prawo.
— Cieszę się, że udało się Panu znaleźć bezpieczne schronienie — powiedział przyciszonym głosem. — Wszyscy doceniamy troskę o pracowników departamentu, jednak... przesuńmy się trochę dalej od tego zgiełku, dobrze?
O ile Bones pozwolił mu zająć się Malfoyem, Erik ruszył przed siebie, licząc, że Elliott ruszy za nim. Skoro Ministerstwo nie chciało go w samym centrum akcji, to mogli się przesunąć o te... parę metrów dalej? Pomimo lekkiego oszołomienia Erik nie widział sensu w odsyłaniu tych, którzy znaleźli drogę na polanie po nocnych walkach. Zaraz i tak zbiegnie się tu tłum ludzi z Doliny Godryka, poszukujący swoich bliskich... i plotek. Prawdopodobnie.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞