20.08.2023, 20:55 ✶
- Niekoniecznie, to Fawleyów jest po prostu… bardziej jak muzeum. Upiorne, ale jednak muzeum, do którego wejdziesz, jeśli odpowiednio ładnie się uśmiechniesz i potrząśniesz sakiewką. A to tutaj… cóż, niektórzy lubią mieć swoją rodzinę blisko, zamiast na cmentarzu – stwierdziła z pewną zadumą w głosie. Na dobrą sprawę, Longbottomowie również spokojnie mogliby mieć takie mauzoleum na terenie niemałej przecież posiadłości i w zasadzie nie byłoby raczej w tym nic specjalnie dziwnego.
Inna sprawa, że wszystko było tak cholernie zaniedbane, aż się przykro patrzyło – na to zresztą też dało się znaleźć wytłumaczenie. W końcu decyzję o postawieniu mauzoleum mógł podjąć któryś z przodków, a jego potomkowie ostatecznie nie czuli się zobowiązani do zaopiekowania nie tylko grobowcem, ale i terenem jako takim, uznając, że mają lepsze rzeczy do roboty i na które szło spożytkować galeony.
- Albo po prostu bardzo dobrze ją ukryli – mruknęła jeszcze. Bo skoro Fawleyowie mieli swoją upiorną kolekcję pod nosem mugoli, to dlaczego by Flitwickowie nie mieli mieć również i swojej kuźni? Ba, nawet sam Mung znajdował się przecież praktycznie na widoku mugoli, bo nie powstał w sekretnej, niedostępnej dla nieczarodziejów dzielnicy Londynu. Więc skoro dało się ukryć coś tak dużego, kuźnia stanowiła w zasadzie niewielki pryszcz.
- Przypilnuję – przytaknęła, i tak zresztą lustrując otoczenie. I nie tylko lustrując – właściwie cały czas pracowała również i nosem, szukając czegoś, co nie wpisywało się w kategorię normalnych, typowych woni, jakie powinny unosić się w miasteczku. Niestety – nie mogła dołączyć teraz do Brenny, jeśli chodziło o myszkowanie w innej formie, żeby nie wzbudzać większych podejrzeń.
Inna sprawa, że wszystko było tak cholernie zaniedbane, aż się przykro patrzyło – na to zresztą też dało się znaleźć wytłumaczenie. W końcu decyzję o postawieniu mauzoleum mógł podjąć któryś z przodków, a jego potomkowie ostatecznie nie czuli się zobowiązani do zaopiekowania nie tylko grobowcem, ale i terenem jako takim, uznając, że mają lepsze rzeczy do roboty i na które szło spożytkować galeony.
- Albo po prostu bardzo dobrze ją ukryli – mruknęła jeszcze. Bo skoro Fawleyowie mieli swoją upiorną kolekcję pod nosem mugoli, to dlaczego by Flitwickowie nie mieli mieć również i swojej kuźni? Ba, nawet sam Mung znajdował się przecież praktycznie na widoku mugoli, bo nie powstał w sekretnej, niedostępnej dla nieczarodziejów dzielnicy Londynu. Więc skoro dało się ukryć coś tak dużego, kuźnia stanowiła w zasadzie niewielki pryszcz.
- Przypilnuję – przytaknęła, i tak zresztą lustrując otoczenie. I nie tylko lustrując – właściwie cały czas pracowała również i nosem, szukając czegoś, co nie wpisywało się w kategorię normalnych, typowych woni, jakie powinny unosić się w miasteczku. Niestety – nie mogła dołączyć teraz do Brenny, jeśli chodziło o myszkowanie w innej formie, żeby nie wzbudzać większych podejrzeń.