Liczył się cel. Miała go przed oczami, kiedy kładła się na łóżku zmęczona po całym dniu pracy. Było warto. Coraz bliżej, na wyciągnięcie ręki znajdowały się marzenia. Jej własny, mały domek. Ogródek. Coś, czego zawsze pragnęła, jednak jak na razie nie było dane jej osiągnąć. Wierzyła, że już niedługo wreszcie spełni swoje marzenia. Sama. Bez żadnego mężczyzny u boku. Nie zamierzała się już z nikim wiązać. Gdyby tylko mogła cofnąć czas, pewnie nigdy w życiu nie wyszłaby za mąż. Nie mogła, niestety. Małżeństwo pozostawiło ślady, nie tylko te fizyczne, a również psychiczne. Na całe szczęście miała już to za sobą. Najgorsze minęło, pozostała tylko blizna zdobiąca jej twarz. Czy jej to przeszkadzało? Z początku tak, z czasem zaczęło być czymś w deseń granicy, która oddzielała ją od tamtego i tego życia. Pogodziła się z tym, jak wyglądała. Do tego stało się to również gwarancją spokoju, nikt nie patrzył już na nią jak na kobietę. Została praczką, nic nie znaczącą praczką za którą nikt się nie oglądał. Wystarczyło, że robiła swoje. Malutka na tle tego wielkiego statku.
Price szła przed siebie. Pchała wózek z pościelą. Dzień, jak każdy inny. Właściwie wszystkie zlewały się jej w jeden, gubiła się w tym, co to za dzień tygodnia. Nie przeszkadzało jej to. Tutaj nie musiała się niczym przejmować, mogła wreszcie odetchnąć, najważniejsza była przyszłość, a każdy dzień przybliżał ją do osiągnięcia celu. Tylko to się liczyło.
Przeniosła wzrok na kobietę, która pojawiła się na korytarzu. Ładna. Pomyślała i trochę jej współczuła, bo wiedziała, jak mogą być traktowane ładne kobiety. Przystanęła w miejscu, gdy usłyszała krzyki dochodzące z pralni. Znała ten głos. Wiedziała do kogo należy. Na samą myśl o tej kobiecie robiło się jej niedobrze. Przejechała prawą dłonią po bliźnie na policzku, nie znosiła przemocy. Sama była jej ofiarą, co dopiero mogło czuć niewinne dziecko? Nie zamierzała czekać, nie zamierzała pozwolić tej obrzydliwej kurwie znęcać się nad dzieckiem.
Geraldine Price postanowiła zareagować, zachować się zupełnie inaczej niż wszyscy inni, którzy wiedzieli o jej cierpieniu. Zostawiła wózek z praniem, żeby jej nie spowalniał i pobiegła w stronę pralni.