Praca na pełnym morzu nie była dla niego spełnieniem marzeń. Chociaż z pozoru praca głęboko w trzewiach statku miała przynieść wytchnienie od widoku uprzywilejowanych kobiet i mężczyzn, lepszych od niego pod każdym względem, tak każdy kolejny dzień zdawał się tylko przypominać, jak nisko w hierarchii społecznej obecnie się znajdował. Kto wie, może tak było nawet lepiej? Nigdy nie wiadomo, co by mu wpadło do łba, gdyby na wyższych pokładach natrafił na jakichś sukinkotów, którym wydawało się, że mogą wszystko tylko dlatego, że siedzieli na kupie złotych monet?
— Zmywam się na parę minut — mruknął do współpracownika, klepiąc go po ramieniu. Skrzywił się z niezadowoleniem, czując ból w okolicy żeber, gdzie oberwał pogrzebaczem. Na tyle się zdaje twoje dobre serce, pomyślał przelotnie, jednak powstrzymał się od dalszego monologu. Zrobił, to co musiał. Dzieciak nie powinien się tutaj uwijać. Każdy to wiedział.
Wytarł brudną twarz pierwszą lepszą szmatą, jaką miał pod ręką. Nie poprawiło to jakoś drastycznie jego aparycji, jednak przynajmniej nie wyglądał, jakby przez ostatnie osiem godzin taplał się w składzie węgla w kotłowni. Wyciągnął z kieszeni pogniecioną paczkę papierosów i wyszedł na korytarz, aby ruszyć na półpiętro.
Nie zdążył nawet dobrze rozpalić ognia, gdy po korytarzu rozniosły się czyjeś krzyki. Erik aż zamarł na chwilę, nasłuchując. Matka Elijaha. Cholera. Dzieciak musiał znowu wpaść w tarapaty. W sumie nie było to takie dziwne: takie wołania były na statku na porządku dziennym. Zwłaszcza w segmentach statku, gdzie bogatsi pasażerowie nie mieli teoretycznie wstępu. Nie każdy przejmował się tym, że usłyszy go reszta załogi. Uwagę Erika przykuły jednak odgłosy biegu. Czyżby ktoś postanowił zainterweniować?
— A to ci dopiero kurwa ciekawostka — mruknął, a kierowany instynktem sam zaczął kierować się za okrzykami. Po pokonaniu półpiętra praktycznie padł jak długi na korytarz, potykając się o wózek z praniem. — Kurwa! — Rozejrzał się, aż jego wzrok padł na Victorię. — Co tu się...
Wtedy rozległy się kolejne okrzyki. Zepchnął wózek na bok, podbiegając w stronę pralni, co by koniec końców – prawdopodobnie – zatrzymać się w progu lub zawisnąć nad sylwetką Geraldine, w zależności od tego, gdzie zastał kobietę.
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞