20.08.2023, 23:01 ✶
Złocisty pył zawirował i opadł, nie przynosząc odpowiedzi. Ślady wiodły ku wyjściu, a potem się urywały: wyglądało na to, że po wyjściu z pomieszczenia mężczyźni dokonali aportacji. Zaklęcie powiedziało im tylko tyle, że ktoś opuścił ten lokal w dużym pośpiechu.
Na całe szczęście, miały w rękawie kilka sztuczek. Nos Mavelle może nie mógł pomóc im podjąć tutaj tropu, ale później na pewno ułatwi rozpoznanie. A Brenna z kolei… cóż, miała swój szósty zmył.
Czy raczej trzecie oko.
Odwróciła się do kuzynki, gdy ta wspomniała, że zapach jest znajomy i spojrzała na nią z namysłem.
- To wtedy na pewno nie był przypadek. Najpierw Regina, potem ja, w międzyczasie trzy inne osoby… a zgłaszający opowiadał podobną historię. Może to kadzidło faktycznie rozpalili oni? Albo sprzedali je winnym – stwierdziła z namysłem. Oczywiście, mogła się mylić. Ale nawet jeżeli nie oni doprowadzili ją do takiego stanu, to skoro składniki były podobne, z dużym prawdopodobieństwem zafundowali nieprzyjemne doznania , podobnych do tych, jakie przeszła, innym ludziom. A to oznaczało, że… należy ich dopaść.
– Michael, zechcesz nas na chwilę zostawić same? Przypilnuj wejścia, proszę – poprosiła łagodnie stażysty. Rzucił jej niepewne spojrzenie, ale się wycofał. Brenna nie chciała widmowidzieć przy nim. Nie było pewności, czy zostanie w Brygadzie. A chociaż nie trzymała tego w jakiejś strasznej tajemnicy, to i dobrze, jeżeli wszystkich twoich umiejętności nie zna cały świat. Zwłaszcza przestępcy.
Kiedy drzwi zamknęły się za młodzieńcem, Brenna wyciągnęła z kieszeni opakowanie świec. Odpakowała je, ustawiając krąg na środku pomieszczenia. Zabrała jeden z kociołków – bo widma miejsca powinny wystarczyć, ale zawsze dobrze jest mieć dodatkowy punkt zaczepienia. Później ruchem różdżki rozpaliła knoty i weszła do środka, by usiąść na brudnej podłodze. Robiła to już setki razy, najmniej kilkanaście przy Mavelle: spoglądała w dym i szukała w nim obrazów przeszłości.
Teraz też zapadła się w nich na długą chwilę. Dostatecznie długą, aby usłyszeć strzępy rozmów sprzed paru godzin oraz zobaczyć jedną z twarzy. Starała się ją zapamiętać: tak jak się szkoliła, by móc opisać ją jak najdokładniej kuzynce i ułatwić sporządzenie portretu pamięciowego. Nazwisko, które padło też się na pewno przyda…
– Nie mam wiele, ale jest to jakiś początek – powiedziała z ulgą. Chciała szybko zamknąć tę sprawę. I zająć się tymi, które zostały po Beltane, bo ostatnio mieli… wiele paskudztw. A właściwie cała Anglia miała wiele paskudztw. Dźwignęła się powoli na nogi i machnięciem różdżki zgasiła świece, a potem obróciła się znów ku kuzynce…
Na całe szczęście, miały w rękawie kilka sztuczek. Nos Mavelle może nie mógł pomóc im podjąć tutaj tropu, ale później na pewno ułatwi rozpoznanie. A Brenna z kolei… cóż, miała swój szósty zmył.
Czy raczej trzecie oko.
Odwróciła się do kuzynki, gdy ta wspomniała, że zapach jest znajomy i spojrzała na nią z namysłem.
- To wtedy na pewno nie był przypadek. Najpierw Regina, potem ja, w międzyczasie trzy inne osoby… a zgłaszający opowiadał podobną historię. Może to kadzidło faktycznie rozpalili oni? Albo sprzedali je winnym – stwierdziła z namysłem. Oczywiście, mogła się mylić. Ale nawet jeżeli nie oni doprowadzili ją do takiego stanu, to skoro składniki były podobne, z dużym prawdopodobieństwem zafundowali nieprzyjemne doznania , podobnych do tych, jakie przeszła, innym ludziom. A to oznaczało, że… należy ich dopaść.
– Michael, zechcesz nas na chwilę zostawić same? Przypilnuj wejścia, proszę – poprosiła łagodnie stażysty. Rzucił jej niepewne spojrzenie, ale się wycofał. Brenna nie chciała widmowidzieć przy nim. Nie było pewności, czy zostanie w Brygadzie. A chociaż nie trzymała tego w jakiejś strasznej tajemnicy, to i dobrze, jeżeli wszystkich twoich umiejętności nie zna cały świat. Zwłaszcza przestępcy.
Kiedy drzwi zamknęły się za młodzieńcem, Brenna wyciągnęła z kieszeni opakowanie świec. Odpakowała je, ustawiając krąg na środku pomieszczenia. Zabrała jeden z kociołków – bo widma miejsca powinny wystarczyć, ale zawsze dobrze jest mieć dodatkowy punkt zaczepienia. Później ruchem różdżki rozpaliła knoty i weszła do środka, by usiąść na brudnej podłodze. Robiła to już setki razy, najmniej kilkanaście przy Mavelle: spoglądała w dym i szukała w nim obrazów przeszłości.
Teraz też zapadła się w nich na długą chwilę. Dostatecznie długą, aby usłyszeć strzępy rozmów sprzed paru godzin oraz zobaczyć jedną z twarzy. Starała się ją zapamiętać: tak jak się szkoliła, by móc opisać ją jak najdokładniej kuzynce i ułatwić sporządzenie portretu pamięciowego. Nazwisko, które padło też się na pewno przyda…
– Nie mam wiele, ale jest to jakiś początek – powiedziała z ulgą. Chciała szybko zamknąć tę sprawę. I zająć się tymi, które zostały po Beltane, bo ostatnio mieli… wiele paskudztw. A właściwie cała Anglia miała wiele paskudztw. Dźwignęła się powoli na nogi i machnięciem różdżki zgasiła świece, a potem obróciła się znów ku kuzynce…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.