Brenna ewidentnie była trochę w gorącej wodzie kąpana. Nikt tej sprawy jeszcze nie rozpatrzył. Nikt nie został przypisany, a ona już biegała, szukała, węszyła. Oczywiście było to godne podziwu, w końcu tak powinna działać Brygada Uderzeniowa - służyć i chronić. Ale czy warto było wychylać się przed szereg?
Skoro Longbottom nie przeszkadzał papieros, sam nie omieszkał go zapalić. Jej strata, że nie chciała skorzystać z tego pięknego błogostanu ale z drugiej strony się w ogóle nie dziwił. Lepiej było nie zaczynać tego nałogu jeżeli już się go nie miało albo nie zaczęło się go rozwijać. Duży plus dla jej zdrowia, co trzeba było jednak przyznać!
- Ja na całe szczęście byłem tylko raz... pomocą? Ratownikiem? Nie wiem jak to ująć. Czy Ty te trzy osoby ratowałaś czy po prostu słyszałaś o tych dwóch pozostałych przypadkach? - dopytał, dalej próbując to jakoś ułożyć w głowie. Bo jeżeli Brenna uratowała te 3 osoby w ich snach to było znaczyło, że ta pełni nawet służbę kiedy śpi, a to już można było uznać za pracoholizm. Człowiek musiał mieć kiedy odpocząć od tego Ministerialnego grajdołka, nie można było ratować całego świata 24 godziny na dobę przez 7 dni.
Prawda też była taka, że nie podchodzili zbytnio emocjonalnie do większości rzeczy, stąd jej trop mógłby okazać się całkiem słuszny. Borgin z którym miała akurat (nie)miłą okazję współpracować nie przeszedł takiego zabiegu ale nie mógł tego powiedzieć o reszcie swojej rodziny. Pani Detektyw miała więc szansę zobaczyć go w jego unikatowej formie - tej, która potrafiła się o kogoś martwić, co było bardzo rzadkim widokiem.
- Nazwisko osoby, którą ratowałem? - zapytał, zaciągając się papierosem na dłużej. Prowadził ze sobą wewnętrzną rozmowę, zastanawiając się czy powinien zdradzić nazwisko czy też nie - Avery - odparł krótko. Nie bardzo było mu w smak dzielić się tą informacją ale skoro to mogło uchronić Stelle przed koniecznością przeżycia tego raz jeszcze, to czemu nie - niech Brenna ma tę wiedzę.
- Specjalisty? - zdziwił się lekko - Od snów? Czy od czego dokładnie? - odłożył dopalonego papierosa i od razu sięgnął po kolejnego. Zło czy nawet jakakolwiek próba wyrządzenia krzywdy Avery działała na niego jak płachta na byka - No to prawda. Sen nie jest wskazówką. U nas był las, mieszkanie i chyba zaułek... Jeżeli mnie pamięć nie myli - odparł, przedstawiając ich lokacje - Sądzisz, że każda z poszkodowanych osób musiała go przypadkiem spotkać w ciągu tego dnia? Może zerknąć na niego? Może coś mu się nie podobało w tychże osobach? - rzucał w eter pomysłami na które nie oczekiwał odpowiedzi - po prostu głośno myślał.
- Próbuje go powstrzymać? - skupił swój wzrok na Brennie. Nie brał udziału w zdarzeniu z drugim jegomościem, więc ciężko mu było się odnieść - Ten drugi zawsze po prostu obserwował? Jakby przyglądał się z dziwnych miejsc czy też te osoby czuły się obserwowane wcześniej? - dopytał, próbując jakoś rozdzielić jednego od drugiego. W głębi duszy chyba chciał jednak wierzyć, że ten drugi był dobry niż na fakt, że najpewniej ze sobą współpracowali.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972