21.08.2023, 10:22 ✶
Brenna powinna siedzieć i czekać. Ale nie leżało to w jej naturze. Poza tym – chodziło o Victorię, o Norę, może o jej rodzinę, skoro ci dwaj mężczyźni w jakiś sposób znaleźli się w pokoju Brenny nocą, mimo wszystkich osłon posiadłości. Tamto otwarte okno zaniepokoiło ją, bo bariery powinny zatrzymać każdego, kto próbowałby wejść do domu bez zaproszenia.
A ktoś je jednak otworzył.
Zresztą, sądząc po pewnym zaaferowaniu Stanleya, on też w tej chwili patrzył na sprawę trochę inaczej.
Raz. Była we śnie raz. Ale w gruncie rzeczy Brenna ostatnio nocami dość często robiła „nadgodziny”, na przykład aresztowując jego kumpla, biegając z koleżanką po Nokturnie, znowu bijąc się z jego kumplem albo dla odmiany po nocy w pracy szykując się do dnia w krypcie potwora… To wszystko pozostawało jednak jej słodką tajemnicą.
- Pomagałam tylko raz. W dwóch pozostałych przypadkach atak prawdopodobnie został udaremniony właśnie przez niego. Właściwie to interweniował trzy razy, bo też przy osobie, której pomogłam, kolejnej nocy. To wszystko jest skomplikowane, a że komuś grozi naprawdę duże niebezpieczeństwo dowiedziałam się trzy dni temu temu – powiedziała, wskazując na rysunek ratownika. Nie bez powodu nie pokazała go od razu. Gdyby Borgin był w to wszystko zamieszany, nie chciałaby wydać mu kogoś, kto przychodził z pomocą. Miała wielką nadzieję, że się nie myli i nagle poczuł się zainteresowany sprawą, bo niebezpieczeństwo groziło komuś mu bliskiemu, a nie że sypał się jakiś misterny plan.
Kiwnęła głową, kiedy podał jej nazwisko i je też zanotowała. Miała zamiar to wszystko posłać jeszcze dziś do Moody.
– Od pieczęci, Stanley – uświadomiła go łagodnym tonem, nie unosząc przez chwilę głowy znad notatnika, bo dopisywała las, mieszkanie, zaułek, obok lokacji, które odwiedziły z Victorią. – Gdyby czuła się znowu zagrożona, to może być dobry pomysł. Krąg pieczęci, postawiony przez specjalistę, może podobno zatrzymać nie tylko to, co żywe, ale też to, co niematerialne. Jeżeli ten człowiek podróżuje przez sen, być może to go powstrzyma. Jeśli rzuca jakieś zaklęcie na odległość, prawdopodobnie nie. W tej chwili nie wiem, bo tylko oficjalny śledczy będzie mógł złożyć wniosek do Departamentu Tajemnic – stwierdziła. To Departament Tajemnic zajmował się wszelkimi „dziwnościami”, a ostatecznie to, co działo się teraz, było bardzo dziwne. Obrażenia, do których dochodziło w snach, a które przekładały się na realny świat? Człowiek, wciągany do snu drugiej osoby? Może to, co ich atakowało, nie było nawet człowiekiem, a niesklasyfikowaną osobą? – Jeszcze jedno. Czy morderca wydawał się zaskoczony twoją obecnością? To tylko teoria, ale mam wrażenie, że wcale mnie tam nie chciał. Że to śniąca osoba w jakiś sposób… nieświadomie przyciągnęła mnie na pomoc.
Mógł oczywiście urządzać sobie jakieś chore igrzyska, ale Brenna miała wrażenie, że wcale nie podobało się mu, kiedy zaatakowała go jako wilk. Szybko się wtedy ulotnił.
– Postawiłabym taką wstępną hipotezę. Spotkali go, w jakiś sposób przyciągnął ich uwagę, śledził ich do miejsca zamieszkania, i tam doszło do ataku. Nie pasują mi teorie o wzajemnych powiązaniach ofiar, skoro twój atak był parę lat temu, polowaniu w konkretnym miejscu albo atakowanie całkiem przypadkowej, śpiącej osoby, bo wtedy nie czułyby się obserwowane. Czy mam rację? Nie wiem. Wciąż za mało danych – mruknęła Brenna, prostując się i spoglądając wprost na twarz Borgina. Ostatecznie ciężko było od niej oczekiwać lepszych rezultatów, skoro a) zaczęła działać naprawdę na serio trzy dni temu, a jednak musiała raz na dwa dni trochę się przespać b) nie mogła zrobić niektórych rzeczy, gdy wciąż rozpatrywano oficjalne zgłoszenie. – Masz jeszcze jakieś pytania albo uwagi? Zamierzam rzucić te informacje do Harper. Może przyspieszy to postępowanie, gdy ktoś je dostanie.
A ktoś je jednak otworzył.
Zresztą, sądząc po pewnym zaaferowaniu Stanleya, on też w tej chwili patrzył na sprawę trochę inaczej.
Raz. Była we śnie raz. Ale w gruncie rzeczy Brenna ostatnio nocami dość często robiła „nadgodziny”, na przykład aresztowując jego kumpla, biegając z koleżanką po Nokturnie, znowu bijąc się z jego kumplem albo dla odmiany po nocy w pracy szykując się do dnia w krypcie potwora… To wszystko pozostawało jednak jej słodką tajemnicą.
- Pomagałam tylko raz. W dwóch pozostałych przypadkach atak prawdopodobnie został udaremniony właśnie przez niego. Właściwie to interweniował trzy razy, bo też przy osobie, której pomogłam, kolejnej nocy. To wszystko jest skomplikowane, a że komuś grozi naprawdę duże niebezpieczeństwo dowiedziałam się trzy dni temu temu – powiedziała, wskazując na rysunek ratownika. Nie bez powodu nie pokazała go od razu. Gdyby Borgin był w to wszystko zamieszany, nie chciałaby wydać mu kogoś, kto przychodził z pomocą. Miała wielką nadzieję, że się nie myli i nagle poczuł się zainteresowany sprawą, bo niebezpieczeństwo groziło komuś mu bliskiemu, a nie że sypał się jakiś misterny plan.
Kiwnęła głową, kiedy podał jej nazwisko i je też zanotowała. Miała zamiar to wszystko posłać jeszcze dziś do Moody.
– Od pieczęci, Stanley – uświadomiła go łagodnym tonem, nie unosząc przez chwilę głowy znad notatnika, bo dopisywała las, mieszkanie, zaułek, obok lokacji, które odwiedziły z Victorią. – Gdyby czuła się znowu zagrożona, to może być dobry pomysł. Krąg pieczęci, postawiony przez specjalistę, może podobno zatrzymać nie tylko to, co żywe, ale też to, co niematerialne. Jeżeli ten człowiek podróżuje przez sen, być może to go powstrzyma. Jeśli rzuca jakieś zaklęcie na odległość, prawdopodobnie nie. W tej chwili nie wiem, bo tylko oficjalny śledczy będzie mógł złożyć wniosek do Departamentu Tajemnic – stwierdziła. To Departament Tajemnic zajmował się wszelkimi „dziwnościami”, a ostatecznie to, co działo się teraz, było bardzo dziwne. Obrażenia, do których dochodziło w snach, a które przekładały się na realny świat? Człowiek, wciągany do snu drugiej osoby? Może to, co ich atakowało, nie było nawet człowiekiem, a niesklasyfikowaną osobą? – Jeszcze jedno. Czy morderca wydawał się zaskoczony twoją obecnością? To tylko teoria, ale mam wrażenie, że wcale mnie tam nie chciał. Że to śniąca osoba w jakiś sposób… nieświadomie przyciągnęła mnie na pomoc.
Mógł oczywiście urządzać sobie jakieś chore igrzyska, ale Brenna miała wrażenie, że wcale nie podobało się mu, kiedy zaatakowała go jako wilk. Szybko się wtedy ulotnił.
– Postawiłabym taką wstępną hipotezę. Spotkali go, w jakiś sposób przyciągnął ich uwagę, śledził ich do miejsca zamieszkania, i tam doszło do ataku. Nie pasują mi teorie o wzajemnych powiązaniach ofiar, skoro twój atak był parę lat temu, polowaniu w konkretnym miejscu albo atakowanie całkiem przypadkowej, śpiącej osoby, bo wtedy nie czułyby się obserwowane. Czy mam rację? Nie wiem. Wciąż za mało danych – mruknęła Brenna, prostując się i spoglądając wprost na twarz Borgina. Ostatecznie ciężko było od niej oczekiwać lepszych rezultatów, skoro a) zaczęła działać naprawdę na serio trzy dni temu, a jednak musiała raz na dwa dni trochę się przespać b) nie mogła zrobić niektórych rzeczy, gdy wciąż rozpatrywano oficjalne zgłoszenie. – Masz jeszcze jakieś pytania albo uwagi? Zamierzam rzucić te informacje do Harper. Może przyspieszy to postępowanie, gdy ktoś je dostanie.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.