21.08.2023, 13:23 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 21.08.2023, 13:35 przez Florence Bulstrode.)
Florence nie poświęciła już uwagi Elaine. Skoro pojawiła się druga uzdrowicielka, nie wtrącała się także w jej poczynania – pozwalała, by zajęła się nogą, sprawdziła, czy czegoś nie przegapiono i wreszcie zabrała się za oczyszczanie stroju Laurenta (całe szczęście, Florence naprawdę nie cierpiała takich zabrudzeń, ale też nawet z jej nerwicą natręctw, w pierwszej chwili myślała jednak o zatamowaniu krwawienia, nie ściągnięciu choćby części krwi z ciuchów). Sama stanęła bliżej głowy Prewetta, zwłaszcza, że ten znowu zaczął się odzywać.
– Rany zagoją się najwcześniej jutro. Zaklęcia nie wykazują obrażeń wewnętrznych, ale rany głowy są problematyczne. Straciłeś dużo krwi i jesteś osłabiony. Nie możesz zostać teraz sam, Laurent – uparła się Florence. W tym wypadku mógł prosić, błagać, uciekać się do przekupstwa, manipulacji i robić najsłodsze minki, ale miała zamiar pozostać niewzruszona. Prewett spędzi noc w szpitalu i już, choćby miała go ogłuszyć i przywiązać do łóżka. Potrzebował obserwacji, podania drugiej porcji eliksiru uzupełniającego krew, ktoś musiał być pod ręką, gdyby zemdlał z osłabienia na przykład wstając do łazienki, nie wspominając, że uraz głowy mógł mieć jakieś efekty uboczne.
Zacisnęła wargi w wąską linię, kiedy poprosił, by tego nie zgłaszała. Kiedy zapewniał, że to wypadek, a tamta dziewczyna mówiła, że nie, żaden wypadek i z jej słów wynikało, że to napaść. W co ty się wpakowałeś, mój chłopcze? – zastanawiała się, spoglądając w oczy Laurenta, w których zaklęto kolor i pieśń oceanów.
Florence czasem wychodziła z założenia, że lepiej nie pytać. Nie pytała Patricka o pewne sprawy – na przykład skąd wiedział, że podczas Beltane może dojść do czegoś… groźnego. Nie pytała Cedrica Lupina i Arabelli Bulstrode, dlatego ta skończyła obłożona czarnomagiczną klątwą, a zamiast do Munga, trafiła do mieszkania w niemagicznym Londynie. Nie pytała Atreusa, co takiego robił, kiedy wracał bardzo późno do domu.
A jednak, w tym wypadku, pytać musiała.
Ale niekoniecznie dzisiaj. Wciąż nie doszedł do siebie. Tuż obok była Rhynda. A przerwa Bulstrode skończy się za równo dwie minuty, co oznaczało, że już powinna być na swoim piętrze.
Wypuściła powietrze z płuc i kiwnęła głową.
– Dobrze. Porozmawiamy później – zgodziła się Florence. O, tego mógł być pewien, że porozmawiają i będzie miała do niego bardzo dużo pytań. – Przeniosą cię na salę obserwacyjną. Kiedy skończę swój dyżur, wpadnę do ciebie – powiedziała, starając się, żeby jej głos wciąż brzmiał łagodnie, bo jakby nie było, cokolwiek się nie stało i z jakich powodów nie chciał zachować milczenia: ostatecznie to jego zaatakowano.
– Rany zagoją się najwcześniej jutro. Zaklęcia nie wykazują obrażeń wewnętrznych, ale rany głowy są problematyczne. Straciłeś dużo krwi i jesteś osłabiony. Nie możesz zostać teraz sam, Laurent – uparła się Florence. W tym wypadku mógł prosić, błagać, uciekać się do przekupstwa, manipulacji i robić najsłodsze minki, ale miała zamiar pozostać niewzruszona. Prewett spędzi noc w szpitalu i już, choćby miała go ogłuszyć i przywiązać do łóżka. Potrzebował obserwacji, podania drugiej porcji eliksiru uzupełniającego krew, ktoś musiał być pod ręką, gdyby zemdlał z osłabienia na przykład wstając do łazienki, nie wspominając, że uraz głowy mógł mieć jakieś efekty uboczne.
Zacisnęła wargi w wąską linię, kiedy poprosił, by tego nie zgłaszała. Kiedy zapewniał, że to wypadek, a tamta dziewczyna mówiła, że nie, żaden wypadek i z jej słów wynikało, że to napaść. W co ty się wpakowałeś, mój chłopcze? – zastanawiała się, spoglądając w oczy Laurenta, w których zaklęto kolor i pieśń oceanów.
Florence czasem wychodziła z założenia, że lepiej nie pytać. Nie pytała Patricka o pewne sprawy – na przykład skąd wiedział, że podczas Beltane może dojść do czegoś… groźnego. Nie pytała Cedrica Lupina i Arabelli Bulstrode, dlatego ta skończyła obłożona czarnomagiczną klątwą, a zamiast do Munga, trafiła do mieszkania w niemagicznym Londynie. Nie pytała Atreusa, co takiego robił, kiedy wracał bardzo późno do domu.
A jednak, w tym wypadku, pytać musiała.
Ale niekoniecznie dzisiaj. Wciąż nie doszedł do siebie. Tuż obok była Rhynda. A przerwa Bulstrode skończy się za równo dwie minuty, co oznaczało, że już powinna być na swoim piętrze.
Wypuściła powietrze z płuc i kiwnęła głową.
– Dobrze. Porozmawiamy później – zgodziła się Florence. O, tego mógł być pewien, że porozmawiają i będzie miała do niego bardzo dużo pytań. – Przeniosą cię na salę obserwacyjną. Kiedy skończę swój dyżur, wpadnę do ciebie – powiedziała, starając się, żeby jej głos wciąż brzmiał łagodnie, bo jakby nie było, cokolwiek się nie stało i z jakich powodów nie chciał zachować milczenia: ostatecznie to jego zaatakowano.
Koniec sesji