Kay prychnął śmiechem. - Wysadziłaś w powietrze ścianę piwnicy? Widać, że Brygadzistka z powołania... - Pokręcił głową z lekkim rozbawieniem. Raczej żartował z tą całą ucieczką z piwnicy, ale jak zwykle zdołała go Brenna zaskoczyć. Spojrzał na rozkopany kurhan. - Też nie przepadam za papierologią, ale lubię analizować znaleziska. Nie lubię za to babrania się w ziemi... Chyba że mam akurat do czynienia z dużymi obiektami, co się nieczęsto zdarza... - Kayden nie cierpiał siedzieć w rozkopanym dole i grzebać w piachu, żeby znaleźć malutkie trinkety. Oczyszczać je, badać i przeprowadzać renowację, owszem, ale nie wykopywać. Taka praca była mozolna i strasznie męczyła, nie mówiąc już nic o stanie jego ubrań pod koniec zmiany. Za to przepadał za zagłębianiem się w świątyniach, katakumbach, lochach i cokolwiek by tam jeszcze nie znaleźli. W takich kurhanach jednak możliwości było niewiele... urny, kości i ewentualne drobnostki, z którymi chowano zmarłych. Nic szczególnego. Nic, co spędzałoby mu sen z powiek.
Kayden uśmiechnął się półgębkiem na odpowiedź Brenny. - Powiedzmy, że nie miałem okazji na podarowanie komuś bukietu witamin... Ale jeśli będę miał, wystrugam z marchewek róże. - Dodał z rozbawieniem w oczach. To był oczywiście żart, bo taki bukiet niekoniecznie zostałby przyjęty tak, jak przyjęła go Brenna, jako niewinny żart. Wręcz przeciwnie, zostałoby to odebrane jako niegrzeczne, a nawet obraźliwe. Nie był pewny, czy w ogóle znajdzie jeszcze kogoś, kto cieszyłby się z takiego prezentu. W tym wypadku Brenna była wyjątkowa.
- Reszta? O tej godzinie pewnie w domu... - Westchnął Kayden, po czym zaczął grzebać między kamieniami, rozkopując kurhan nieco głębiej. Przerwał jednak pracę, gdy został wspomniany popiół. Zerknął na papieros, który zostawił wgnieciony w ziemię, ale nic się z niego nie paliło. - Popiół? - Pociągnął nosem. Czuł tytoń, ale przecież niedawno palił... Nie był taki wyczulony na czarną magię, jak Brenna, więc dla niego popiół to był jedynie popiół. - To tylko mój papieros... - Mruknął, machnąwszy ręką na niedopałek i wznowił rozgarnianie ziemi, odciągając kamienie na bok jedną ręką, która nie oświetlała skał. Może gdzieś było tu coś jeszcze, jakiś mały naszyjnik, broszka, pamiątka rodowa czy cokolwiek, co mogli zakopać kiedyś w cmentarzysku. Nie sądził, żeby ktoś tę rzecz ze sobą zabrał, bo raczej byłaby z tego sensacja w laboratorium. Nagle kilka osób naraz dostałoby halucynacji.
Kayden wstał na równe nogi jak poparzony, gdy spod ziemi coś zaczęło łomotać i tłuc, jakby ktoś został tam żywcem zakopany. Wycelował różdżkę w ziemię z wytrzeszczonymi z zaskoczenia oczami jak dwa srebrne, migoczące paciorki i zmarszczył brwi, ale stukot się nie powtórzył. No bez jaj... Chyba tu nikogo nie zakopali... prawda? - Sprawdzałaś może zaklęciem, czy jest tu więcej ludzi? - Zapytał szeptem Brennę, obchodząc powoli kurhan i czekając na kolejny łomot. Ziemia była jednak milcząca.
![[Obrazek: qEyGuHF.gif]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=qEyGuHF.gif)