Stanley zdawał sobie sprawę, że Brenna mówi dużo ważnych rzeczy ale to było na tyle dziwne, że z każdym kolejnym słowem, wiedział coraz mniej. Czy ta dwójka podejrzanych bawiła się w jakiegoś kotka i myszkę po snach i domostwach niewinnych ludzi? Dziwne hobby mieli ci podejrzani.
O ile rozumiał, że mógł być tym złym i w ogóle... Ale od razu być oskarżanym o całe zło, które aktualnie miało miejsce na świecie? Zwłaszcza, że był dopiero na 3 miejscu w rankingu! Inni mieli dużo więcej za uszami, niż on sam. Była pewna granica dobrego smaku i może zabrzmi to dziwnie ale to właśnie Borgin ją sobie wyznaczał. W końcu w życiu by nie zrobił krzywdy narzeczonej swojego przyjaciela bo to było nie do zaakceptowania.
Mogli, wręcz nie zgadzali się w wielu kwestiach ale w tym dniu, Brenna, zyskała jego całkowitą uwagę. Zwłaszcza, że przyszła do niego i nawet mu pomogła, doradziła. Stanley wiedział, że za kilka, bądź kilkanaście minut dojdzie do kulminacyjnego momentu kiedy przez jego gardło będzie musiało przejść - Brenna, dziękuje. Nie bardzo chciał to mówić ale czy miał większy wybór? Cel - jakim było bezpieczeństwo Stelli - uświęcał środki.
No przecież, że też na to nie wpadłem... Uniósł palec do góry jakby to było jakieś przełomowe odkrycie, a następnie pochylił się nad biurkiem i zapisał sobie poradę Longbottom na rogu jakiegoś raportu. Będzie musiał go zacząć od nowa ale trudno - to nie było teraz ważne - Możesz kogoś polecić? - zapytał aby wiedzieć kogo odwiedzić. Nie ma co się oszukiwać - sprawdzony specjalista był na wagę złota - Wydaje mi się, że tak. Na pewno nie chciał abym się tam znalazł. Uciekał, a wszelkie moje próby pogoni za nim, zawsze spełzały na niczym. Był po prostu... szybszy, zwinniejszy? - przyznał, nie bardzo wiedząc jak powinien to określić - W pierwszym śnie go próbowałem gonić ale się nie powiodło. W drugim to go chyba... przypadkiem jakby przegoniłem? Przewróciłem się jeżeli mnie pamięć nie myli, a że byłem bardzo blisko to go spłoszyłem - przymknął oczy, a następnie poklepał się po brodzie - A w trzecim wdałem się z nim w bójkę i kiedy już go prawie miałem ale wyskoczył przez okno... Kiedy spojrzałem w dół z piętra to ślad po nim zaginął. Zupełnie jakby się rozmył - wyjaśnił z ciężkim westchnięciem.
- Wydaje mi się, że tu musi być jakiś element wspólny o którym jednak nie wiemy. Może da się go jakoś sprowokować do ataku? Wtedy można by na niego zrobić jakaś pułapkę albo chociaż spróbować taką zrobić - rzucił pomysłem kiedy na niego spojrzała - Może warto puścić jego porter w świat? Wiesz... Prorok i inne tego typu gazety? Może ktoś się zgłosi, chociaż czy to go nie spłoszy na stałe? - zasiadł z powrotem przy biurku, załamując twarz w rękach - Nie. Po za tym nie mam chyba żadnych innych pytań. Sądzę jednak, że tak łatwo tego nie rozwiążemy... Nikt tego tak łatwo nie rozwiąże. To może być sprawa na lata, a na sam koniec okaże się, że nic z tego nie wyszło - stwierdził, podnosząc wzrok na Brennę.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972