Hendrick widząc, że nie może za dużo zrobić, a drzwi się za nim zatrzasnęły, zasiadł na wskazanym mu miejscu. Co innego miał zrobić? Na pewno zależało mu na bezpieczeństwie swoich najbliższych. Wiedział, że musi współpracować z dwójką mężczyzn, którzy wpadli do niego w odwiedziny.
- Tak. To ja... - odparł po chwili. Głowa tejże rodziny musiała być w niemałym szoku na to wszystko co miało miejsce - Nic nie będę kombinował. Nie, nie... spokojnie - podniósł ręce do góry na widok różdżki Nicholasa.
- Dziękuje - Stanley kiwnął głową w kierunku kuzyna, widząc jak ten pieczołowicie zaopiekował się ich zgubą - Panie Hendrick. Powiem krótko. Ma pan przejebane i to solidnie - zaśmiał się pod nosem kiedy uświadomił sobie jak to zabrzmiało - Był pan w złym miejscu, o złej porze i widział pan coś złego. Coś czego pan nie powinien zobaczyć nigdy dla dobra naszego i waszego. Dla dobra ogółu - uśmiechnął się do niego, a następnie powstał aby pokrążyć trochę po pokoju. Borgin wiedział, że to pozytywnie wpłynie na postęp ich małego "przesłuchania". Ofiara - Hendrick - nie będzie wtedy wiedział na kim się skupić. Czy na krążącym Stanleyu czy Nicholasie, który miał go cały czas na muszce, czekając na jeden zły ruch.
- Ale p-p-panowie... O czym wy mówicie... O co chodzi... - zapytał nerwowo, latając wzrokiem od Borgina do Yaxleya i z powrotem. Przez ułamek sekundy chciał się nawet podnieść do góry aby gdzieś podejść ale się powstrzymał, przypominając sobie, że dalej jest na celowniku.
- Nie dobrze, nie dobrze. Nie chcesz z nami współpracować? - pokręcił głową, sięgając po papierosa, którego następnie odpalił. Vulturis nie omieszkał również podzielić się nim wraz ze swoim kuzynem, dlatego podszedł go obdarować - Wiesz, że jak nie będziesz chciał się z nami dogadać to przyjdą straszni panowie i zrobią krzywdę... - rozłożył ręce, odwracając się od Hendricka - Tobie... - wskazał na córkę - Tobie... - przeniósł dłoń nad żonę - I Tobie - wskazał papierosem na siedzącego na sofie mężczyznę - Ale ty... wpierw będziesz musiał obserwować jak twoje dwa złotka są katowane... - wzruszył ramionami, wszak nie dużo mógł na to poradzić. Stanley na jego miejscu chciałby współpracować, ponieważ wiedział jak to się kończy.
Hendrick się nie odezwał. Znaczy próbował się odezwać ale to co wypełzło z jego ust było nieskładnym bełkotem i nic nie dało się zrozumieć, a już na pewno nic wartościowego dowiedzieć.
- Co powinniśmy z nim zrobić aby zacząć z nami współpracować? - zapytał kuzyna, wskazując mu dłonią ich gościa - Może przekonasz pana Hendricka do małej pogawędki? - zaproponował Nicholasowi, a sam zasiadł w fotelu aby rozkoszować się papierosem i widowiskiem na które liczył.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972