Stanley poczuł stres. Rozkaz, no bo trzeba było go tak nazwać, aż go zjeżył, przypomniał o ciemnych czasach Hogwartu i tych przeklętych zajęciach z pszyrki - Ekhhem... To konieczne? - zapytał chociaż znał odpowiedź - Proszę - wręczył je Victorii. Notatki po za pomyłką o poparzeniu roślin, kilkudziesięciu skreśleń i komentarzach autora odnośnie tego, że Victoria za bardzo się denerwuje, a to trzeba na spokojnie..., to wszystko było w porządku. Cała reszta była dokładnie tak jak zaleciła im kierowniczka robót, co było trochę zaskakujące.
Słysząc wersję wydarzeń z areną, Borgin otworzył usta z zaskoczenia, zupełnie jakby chciał powiedzieć "o kurwa". Sauriel kupił tymi słowami Stanleya. Sprzedany, przyklepane, amen. Już nie było odwrotu - chciał już zobaczyć ten pojedynek. W tym właśnie momencie zrozumiał dlaczego Rookwood kazał mu się patrzeć po godzinę dziennie. W ten sposób chciał przygotować Borgina do tego aby był w stanie wytrzymać srogie godziny przyglądania się, by przypadkiem nie umknął mu ani kawałek tego pojedynku. Mało brakowało, a rozpłakałby się ze szczęścia, będąc wdzięcznym Merlinowi za takiego przyjaciela. Zawsze chciał takiego mieć i właśnie się okazało, że Sauriel takim był.
Nie było chyba drugiej osoby, która tak zaimponowała niedoszłemu Mulciberowi, na przestrzeni ostatniego miesiąca jak stojący tutaj z nimi wampirek. Tyle rzeczy ile się od niego dowiedział to głowa mała. I to dosłownie, Staszek nie był w stanie zapamiętać tego wszystkiego. Na całe szczęście część miał zanotowaną, część zapomniał. Ale o nic się nie martwił! Wiedział, że z takim druhem jak Sauriel, nic mu nie straszne, a ten mu w razie czego, powtórzy to wszystko raz jeszcze. Ot tak w końcu działała magiczna moc przyjaźni!
- A! No przecież - uderzył się pustą dłonią w jeszcze bardziej pustą głowę - Było o tym w szkole. Pamiętam - nie pamiętał ale robił dobrą minę do złej gry... Albo złą minę do złej gry, wszak nie był już pewien, chociaż Victoria miała już wyrobione - słuszne - zdanie o tej dwójce - O nie, nie. Tak to mi nie mów Victoria. Tak to nie do mnie tak bo mi przykro będzie - przyznał na słowa Le - szkoda, że już nie Rookwood - strange. Niewiele będzie z tych ogóreczków Zamarł. Czuł, że to jest jakaś przepowiednia. Czy znajdująca się z nimi pani Auror była ogrókowowidzącą? Może była jakąś wiedźmą, która potrafiła rzucać uroki na pola i przynosić tym samym nieurodzaj? Bo jeżeli tak, to powinni ją wykorzystać w atakach na tych wszystkich szkodników czyli ogrodnik oszukistów, co okłamywali swoich konsumentów.
- Trzeba to rozkopać Sauriel. Nie zostawimy tej sprawy tak - oznajmił przyjacielowi, zachęcając go dłonią aby podszedł z badawczym sprzętem do poletka - Zaraz to sprawdzimy... Znaczy rozkopiemy, a ekspert zerknie - dodał wraz ze sprostowaniem. No bo co ich dwójka mogła dostrzec? Nic. Dla nich to była po prostu ziemia... I nic więcej - Widzisz coś tam? - zapytał Rookwooda, niecierpliwiąc się na to jaki będzie werdykt.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972