Dobiegła tam. Jednak zjawiła się zbyt późno. Miała do siebie żal, nie pomogła temu niewinnemu chłopcu, że dostał w twarz nim się tutaj pojawiła. Spojrzała na niego, klęczał na ziemi, modlił się. Twarz schował w dłoniach, ale widziała krew na jego wardze. Nie zwlekała, stara Fanny miała ten problem, że złapała ją na gorącym uczynku, a na jej oczach nikt nie będzie krzywdził niewinnych. Póki co zignorowała słowa kobiety, ważniejszy był dla niej chłopiec, chciała się upewnić, że jest cały i zdrowy.
Miała w sobie tę odwagę, której brakowało jej kilka lat temu. Zbliżyła się powoli do Elijah - nie chcąc go wystraszyć. Póki co ignorowała jego matkę. Zbliżyła się do chłopca, nie mogła patrzeć jak klęczy. Taka bogobojna kobieta, a tłukła swoje własne dzieci. Gdzie w tym wszystkim był ten cały bóg? Czemu nie reagował, jak kaci krzywdzili swoje ofiary? Dlaczego na to wszystko pozwalał. - Już dobrze. - Nachyliła się jeszcze do Elijah, po czym szepnęła tym razem ciszej. - Nie skrzywdzi cię więcej, nie pozwolę na to. - Nie miała zamiaru go zawieść. Miała dziwne poczucie odpowiedzialności, pojawiło się, gdy tylko zobaczyła, co się tutaj stało. Musiała mu pomóc, nie mogła dopuścić, aby taka sytuacja kiedykolwiek się powtórzyła. Zresztą słyszała o tym, że Fanny krzywdzi swoje dzieci, przyłapała ją, teraz się nie wymiga od odpowiedzialności. - Wstań. - Wyciągnęła rękę w stronę chłopca, aby pomóc mu się podnieść. Wolała nie myśleć, jakie to musi być dla niego upokarzające.
Czuła się pewniej dlatego, że nie była w pralni sama. Przybiegł tu też jakiś mężczyzna, kojarzyła jego twarz, też musiał tu pracować od jakiegoś czasu i ta ładna pokojówka, z którą mijała się na korytarzu. Byli świadkowie, to powinno tylko pomóc.
Dopiero teraz spojrzała na Fanny Sterling. W jej oczach widać było złość. To wydarzenie spowodowało, że wróciły do niej wspomnienia. Te, które najchętniej wymazałaby ze swojej pamięci. - Nikt o to nie prosił. Tutaj nie ma rzeczy, które są warte cokolwiek. - Skrzyżowała ręce na piersi, nie chciała dać się ponieść emocjom, musiała jakoś się trzymać. - Wolałabym, żeby pani obiecała, że nigdy więcej nie zrobi temu chłopcu krzywdy. - Dodała jeszcze, póki co bardzo spokojnym tonem. Nadal stała między Elijah, a jego matką.