Jego wzrok padł na poobijanego przez matkę chłopaka. Żałował go, naprawdę. Statek to nie było miejsce dla młodych, bez względu na opowieści, które można było zasłyszeć w nadmorskich pubach i tawernach. Rośli mężczyźni w sile wieku nieraz poddawali się presji pracy podczas wielodniowych rejsów, a co tu dopiero mówić o nastolatku, który najwyraźniej nie miał oparcia we własnej matce. Erik obdarzył kobietę niespokojnym spojrzeniem, pocierając dłonią kłykcie lewej dłoni.
Wzniósł oczy ku niebu, gdy kobieta go po prostu zignorowała, skupiając się na kobiecie, która dobiegła tutaj jako pierwsza. Bił się z myślami, czy powinien się wtrącić do tej dyskusji, czy też pozwolić, aby ta rozwijała się w swoim własnym tempie. W sumie, jaka była gwarancja, że jego interwencja cokolwiek zmieni na lepsze? Fanny mogła równie dobrze przerzucić swoją złość na niego, twierdząc, że skoro pracuje z jej synem, to mógłby „wbić” mu do głowy parę przydatnych lekcji. Wzdrygnął się na tę myśl.
— Posłuchaj ich, Elijah — odezwał się w końcu, występując na przód. Zerknął na Geraldine i Victorię. — Możesz iść do kuchni na dolnym pokładzie. Powiedz, że odbierasz moją porcję. I tak nie jestem głodny. — Zrobił krótką pauzę. — A my... Porozmawiamy z twoją mama.
Uniósł lekko kącik ust. Gładkie kłamstwo, ale ku większemu dobru. Jeśli Geraldine chciała doprowadzić kobietę do porządku, to chyba lepiej było usunąć stąd dzieciaka, zanim matka zacznie w nim upatrywać diabelskiego nasienia czy innego przekleństwa, z jakim musi się mierzyć każdego dnia.
Zrobił kolejny krok do przodu. Czy jego słowa będą miały jakiekolwiek znaczenie? Nie był kapitanem, nie był marynarzem, był tylko brudnym palaczem. Skrzywił się na tę myśl. Czy to jednak stawiało go niżej niż panią Sterling?
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞