• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny [4.06.1972] Nie zamykaj oczu

[4.06.1972] Nie zamykaj oczu
Lukrecja
Are you here looking for love
Or do you love being looked at?
wiek
sława
V
krew
czysta
genetyka
selkie
zawód
magizoolog
Wygląda jak aniołek. Jasnowłosy, wysoki (180cm), niezdrowo chudy blondyn o nieludzko niebieskich jak morze oczach. Zadbany, uczesany, elegancko ubrany i z uśmiechem firmowym numer sześć na ustach. Na prawym uchu nosi jeden kolczyk z perłą.

Laurent Prewett
#9
22.08.2023, 23:33  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.08.2023, 23:33 przez Laurent Prewett.)  

Jego nogi ślizgały się na kamieniu, który łączył się z błotem i mizernymi śladami trawy. Może nawet zdobiła ten klif wiosną, może była piękna, zielona, bo taką mieli teraz porę roku? Tak, wiosna. Nie. Lato. Nic nie było wystarczająco piękne, kiedy deszcze siekał w policzki, a twoje ciało rwała seria bólu. Przecież dopiero co był bliski śmierci. Pamiętał to teraz tak bardzo wyraźnie. Dopiero wyciągała go jakaś nieznajoma spod zawalonej części budynku i prowadziła go do Munga, więc czemu... czemu teraz wyciągnęli go tutaj, zadali sobie tyle trudu. Był bliski tego, by w histerii paść na kolana i po prostu prosić, żeby to się już skończyło. Tylko adrenalina utrzymywała go na nogach i tylko instynkt nakazywał jeszcze biec. Bo przecież mimo tego strachu - nie chciał umierać. Pomimo rozpaczy, jaka rozsadzała jego słabe serce i ciało, chciał walczyć na tyle, na ile miał sił. Czyli prawie wcale. Bo z jakiegoś powodu nie było różdżki u jego boku. Ale nawet gdyby ją miał... czy naprawdę zdołałby ją unieść? Na pewno. Przecież on miał tylko nóż. Tylko swoje ręce... prawda?

Laurent zatrzymał się tak gwałtownie, że wyrżnął na ziemię, gdy pioruny błysnęły tuż przed nim i wdarły się do lasu gwałtem i przemocą, rozrywając zdrowe, silne drzewa i krzesając iskry, które zajęły nawet mokre igliwie. Zdarte kolana i dłoń na dłoniach to był i tak najmniejszy problem - bo odruchowo wyciągnął ręce, żeby się nimi podeprzeć przed sobą, co posłało falę mroczącego bólu przez jego głowę. Płomienie powstały jak czerwona kurtyna teatru, która zasłania zacienione deski, by zrobić miejsce głównemu scenarzyście. On, wychodząc właśnie przed przygotowaną scenę, zaraz oznajmi, co będzie głównym motywem tego scenariusza. Kto w nim wystąpi, jakie przydzielono role? Starał się przecież niezwykle. Z taką pieczołowitością dobierał eksponaty, przygotowywał ozdoby! Dbał o to, żeby ofiara nie zmarła od razu, żeby poczuła, że Śmierć po nią idzie. W najlepszym wydaniu by spoglądać, jak życie ucieka z oczu, kiedy brakuje już tlenu. Lukrecja podniósł się powoli i w końcu swoje spojrzenie na oświetloną teraz sylwetkę. Nie miało znaczenia, czy płakał, czy nie, bo deszcz i tak zmywał wszystkie łzy.

- Proszę... - Ile razy mógł powtórzyć to magiczne słowo? Tyle razy, ile było to konieczne. Mógł prosić, błagać, mógł zaoferować niemal wszystko, byle tylko dał mu żyć. Bo nawet jeśli nie prowadził godnego życia, nawet jeśli popełnił wiele błędów i na pewno jeszcze sporo ich zrobi to nie chciał, żeby to wszystko się tak skończyło. Tutaj. Chciał jeszcze zobaczyć Florence. Chciał zobaczyć Pandorę. Było tyle osób, na które chciał jeszcze spojrzeć i do których chciał się szczerze uśmiechnąć. I nic go teraz nie obchodziło, jak żałosny w tym wszystkim był. Że nie był taki twardy, jak Florence. Nie miał takiego charakteru, jak Pandora. I nie miał takiej odwagi, jak Brenna. Był tylko żałosnym skrawkiem człowieka, którego ktoś usilnie chciał pozbawić jego równie żałosnego życia.

Różdżka została uniesiona a Laurent jeszcze próbował przesunąć się krok w tył, szukając chociaż cienia szansy w tym, że zostanie mu okazana litość. To koniec. Po prostu koniec. Brenna znalazła go raz, drugi. Ale tu? W tym deszczu? Błysnęło czerwone światło i Laurent upadł na ziemię, na bok, czując ból klatki piersiowej.

Na kilka sekund świat mu się całkowicie wyłączył. A gdy został załączony z powrotem, trzymała go już Brenna. Nie, nie trzymała. Potrząsała nim. Tylko co ona mówiła..? Obudzić..? Jak miał się obudzić, przecież przed chwilą się chyba obudził..? Krew rozmywała się w deszczu. Laurent zamknął oczy.


Koniec sesji


○ • ○
his voice could calm the oceans.
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości
Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Brenna Longbottom (1909), Laurent Prewett (3406)




Wiadomości w tym wątku
[4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 18:22
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Brenna Longbottom - 22.08.2023, 18:49
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 20:13
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Brenna Longbottom - 22.08.2023, 20:43
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 21:11
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Brenna Longbottom - 22.08.2023, 22:05
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 22:43
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Brenna Longbottom - 22.08.2023, 22:59
RE: [4.06.1972] Nie zamykaj oczu - przez Laurent Prewett - 22.08.2023, 23:33

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Przydatne linki
Kolejeczka
Tryb normalny
Tryb drzewa