23.08.2023, 11:07 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2023, 11:08 przez Christopher Rosier.)
Dom Mody Rosier był najlepszym Domem Mody w całej Wielkiej Brytanii, a Christopher Rosier był jego najlepszym projektantem. Przynajmniej zdaniem samego Christophera Rosiera.
Może kryło się w tej opinii odrobinę przesady, ale Rosier, chociaż jeszcze młody, już wyrabiał sobie opinię doskonałego projektanta. I projektanta bardzo wybrednego. Gotowe suknie, na sprzedaż dla każdego, szył niezmiernie rzadko – właściwie to niemal nigdy, bo zdarzyło się to może raz czy dwa. Przygotowywał projekty wtedy, kiedy miał ochotę i dla kogo miał ochotę, a zasoby finansowe rodziców pozwalały mu na takie fanaberie… i przy okazji sprawiły, że towar deficytowy zaczynał być upragniony.
Tego dnia wszedł do Domu Mody, z głową pełną pomysłów na zimową suknię dla swojej kuzynki. W jego głowie tańczyły odcienie granatów i błękitów, płatki śniegu i sople lodu, zwidywała się mu królowa śniegu, tańcząca po lodowej sali. Miał na sobie ciemny płaszcz, rzecz jasna własnego projektu, płatki śniegu topniały mu na jasnych włosach, a mróz pokrył rumieńcem zwykle blade policzki. Był wysoki i szczupły, a ten wzrost uważał za jeden ze swoich atutów: za żadne skarby nie chciałby być mikrusem, na którego z góry mogą patrzeć jakieś mugolaki!
Christopher skierował się do jednej z sal, w której na manekinach i paru wieszakach wystawiano gotowe projekty, bo spodziewał się tam znaleźć swoją asystentkę. I rzeczywiście, ta pewnie chwilę temu dyskutowała z Dorotheą, jedną ze sprzedawczyń - teraz Dorothea skierowała się ku Bellatrix. Asystentka z kolei została przy ladzie.
- Czy mogę coś doradzić, panno Black, czy życzy sobie pani najpierw sama obejrzeć projekty? - spytała uprzejmie.
Wszystkie suknie na manekinach i wieszakach z pewnością były piękne. Metka z różą gwarantowała jakość. Tu nie używano poliestru, a jedwabi, atłasów, tkanin wiskozowych, muślinu, ewentualnie delikatnej wiskozy najlepszej jakości. Doskonałe szycie, dbałość o wykończenia, to wszystko było gwarantowane.
Gotowa suknia to jednak coś innego niż indywidualny projekt.
Christopher zerknął na Bellatrix i zmrużył jasne oczy. Wizje kuzynki jako lodowej królowej chwilowo pierzchły. Kojarzył pannę Black luźno z Hogwartu, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Oto w jego głowie zaczęły bowiem rodzić się idee. Ruszył ku obu kobietom zdecydowanym krokiem.
- O nie, nie, nie możesz w niczym pomóc. Idź poprzekładać jakieś materiały, czy co tam robiłaś - nakazał, bezceremonialnie obchodząc Bellatrix i lustrując bezczelnym spojrzeniem niebieskich oczu.
– Oczywiście, panie Rosier – odparła dziewczyna posłusznie, cofając się. Pan Rosier niekoniecznie był miłym pracodawcą, ale podobno geniuszom trzeba było pewne rzeczy wybaczyć, a on (i jego rodzice, jakże typowe!) utrzymywali, że Christopher geniuszem jest. Ona z kolei dostawała bardzo przyzwoitą pensję, za pracę, gdzie wymagano od niej wiele, ale była dość prestiżowa.
- Lubisz czerwień? Po co ja pytam, oczywiście, że lubisz. Kobieta w czerwieni błyszczy, a ty na pewno lubisz błyszczeć. Gryfoni dość bezczelnie próbowali go dla siebie zagarnąć, ale połączymy wszystko ze srebrnymi dodatkami, by zachować należyty porządek – zdecydował, zatrzymując się przed nią wreszcie i podrapał się po starannie ogolonym podbródku. Podobały się mu włosy Bellatrix, kości policzkowe i przede wszystkim sylwetka – tyle że ta wymagała odpowiedniej oprawy. Bycie Blackówną stanowiło tylko dodatkowy atut, bo chociaż zdarzało się, że Christopher zapragnął uszyć jakąś suknię dla panny półkrwi (chroniło go to przed oskarżeniami o wyzwanie zasady supremacji czystrokwistych, choć prawda była taka, że ot Rosier robił projekt, gdy tego chciał), a czystrokrwistej odmawiał, kiedy uznał ją za nie dość inspirującą, to jednak najczęściej szył dla tych najbogatszych i najznamienitszych rodów.
– Zapraszam do mojej pracowni – oświadczył, choć brzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba. Schwycił ją nawet za dłoń, własną ręką – chłodną po tym, jak był na zewnątrz - jakby nie przyszło mu nawet do głowy, że może mu odmówić. Bo i nie przyszło. Jak ktoś mógłby odmówić, kiedy oferowano mu indywidualny projekt u jednego z Rosierów?
Asystentka Rosiera, świadoma, że będzie potrzebna, podeszła nieco bliżej i uśmiechnęła się do Bellatrix.
– Pan Christopher to najlepszy projekt – zapewniła. Może szczerze.
A może dlatego, że to on jej płacił i to nie mało.
Może kryło się w tej opinii odrobinę przesady, ale Rosier, chociaż jeszcze młody, już wyrabiał sobie opinię doskonałego projektanta. I projektanta bardzo wybrednego. Gotowe suknie, na sprzedaż dla każdego, szył niezmiernie rzadko – właściwie to niemal nigdy, bo zdarzyło się to może raz czy dwa. Przygotowywał projekty wtedy, kiedy miał ochotę i dla kogo miał ochotę, a zasoby finansowe rodziców pozwalały mu na takie fanaberie… i przy okazji sprawiły, że towar deficytowy zaczynał być upragniony.
Tego dnia wszedł do Domu Mody, z głową pełną pomysłów na zimową suknię dla swojej kuzynki. W jego głowie tańczyły odcienie granatów i błękitów, płatki śniegu i sople lodu, zwidywała się mu królowa śniegu, tańcząca po lodowej sali. Miał na sobie ciemny płaszcz, rzecz jasna własnego projektu, płatki śniegu topniały mu na jasnych włosach, a mróz pokrył rumieńcem zwykle blade policzki. Był wysoki i szczupły, a ten wzrost uważał za jeden ze swoich atutów: za żadne skarby nie chciałby być mikrusem, na którego z góry mogą patrzeć jakieś mugolaki!
Christopher skierował się do jednej z sal, w której na manekinach i paru wieszakach wystawiano gotowe projekty, bo spodziewał się tam znaleźć swoją asystentkę. I rzeczywiście, ta pewnie chwilę temu dyskutowała z Dorotheą, jedną ze sprzedawczyń - teraz Dorothea skierowała się ku Bellatrix. Asystentka z kolei została przy ladzie.
- Czy mogę coś doradzić, panno Black, czy życzy sobie pani najpierw sama obejrzeć projekty? - spytała uprzejmie.
Wszystkie suknie na manekinach i wieszakach z pewnością były piękne. Metka z różą gwarantowała jakość. Tu nie używano poliestru, a jedwabi, atłasów, tkanin wiskozowych, muślinu, ewentualnie delikatnej wiskozy najlepszej jakości. Doskonałe szycie, dbałość o wykończenia, to wszystko było gwarantowane.
Gotowa suknia to jednak coś innego niż indywidualny projekt.
Christopher zerknął na Bellatrix i zmrużył jasne oczy. Wizje kuzynki jako lodowej królowej chwilowo pierzchły. Kojarzył pannę Black luźno z Hogwartu, ale w tej chwili nie miało to znaczenia. Oto w jego głowie zaczęły bowiem rodzić się idee. Ruszył ku obu kobietom zdecydowanym krokiem.
- O nie, nie, nie możesz w niczym pomóc. Idź poprzekładać jakieś materiały, czy co tam robiłaś - nakazał, bezceremonialnie obchodząc Bellatrix i lustrując bezczelnym spojrzeniem niebieskich oczu.
– Oczywiście, panie Rosier – odparła dziewczyna posłusznie, cofając się. Pan Rosier niekoniecznie był miłym pracodawcą, ale podobno geniuszom trzeba było pewne rzeczy wybaczyć, a on (i jego rodzice, jakże typowe!) utrzymywali, że Christopher geniuszem jest. Ona z kolei dostawała bardzo przyzwoitą pensję, za pracę, gdzie wymagano od niej wiele, ale była dość prestiżowa.
- Lubisz czerwień? Po co ja pytam, oczywiście, że lubisz. Kobieta w czerwieni błyszczy, a ty na pewno lubisz błyszczeć. Gryfoni dość bezczelnie próbowali go dla siebie zagarnąć, ale połączymy wszystko ze srebrnymi dodatkami, by zachować należyty porządek – zdecydował, zatrzymując się przed nią wreszcie i podrapał się po starannie ogolonym podbródku. Podobały się mu włosy Bellatrix, kości policzkowe i przede wszystkim sylwetka – tyle że ta wymagała odpowiedniej oprawy. Bycie Blackówną stanowiło tylko dodatkowy atut, bo chociaż zdarzało się, że Christopher zapragnął uszyć jakąś suknię dla panny półkrwi (chroniło go to przed oskarżeniami o wyzwanie zasady supremacji czystrokwistych, choć prawda była taka, że ot Rosier robił projekt, gdy tego chciał), a czystrokrwistej odmawiał, kiedy uznał ją za nie dość inspirującą, to jednak najczęściej szył dla tych najbogatszych i najznamienitszych rodów.
– Zapraszam do mojej pracowni – oświadczył, choć brzmiało to bardziej jak rozkaz niż prośba. Schwycił ją nawet za dłoń, własną ręką – chłodną po tym, jak był na zewnątrz - jakby nie przyszło mu nawet do głowy, że może mu odmówić. Bo i nie przyszło. Jak ktoś mógłby odmówić, kiedy oferowano mu indywidualny projekt u jednego z Rosierów?
Asystentka Rosiera, świadoma, że będzie potrzebna, podeszła nieco bliżej i uśmiechnęła się do Bellatrix.
– Pan Christopher to najlepszy projekt – zapewniła. Może szczerze.
A może dlatego, że to on jej płacił i to nie mało.