23.08.2023, 17:19 ✶
Otworzył oczy. Był w stanie mówić. Będzie żył: nawet nie chciała dopuszczać do siebie możliwości, że nie, że wykrwawi się na tym łóżku.
– Czyś ty oszalał? – spytała Brenna, i była to odpowiedź i na to „u-uciekaj beze mnie”, i na szaleńcze pytanie: czy zasługiwał, żeby umrzeć?
Nie potrafiła pozwolić umrzeć nawet śmierciożercy, który próbował ją zamordować podczas Beltane. Przynajmniej niedawno. Teraz być może by to zrobiła, ale dlaczego miałaby uważać, że na śmierć zasługiwał Laurent Prewett?
Majaczył, pomyślała jednak zaraz. Wciąż sądził, że tkwi we śnie albo że morderca polował na niego na jawie. Przecież i ona, i Victoria z początku tak sądziły – obie były pewne, że to kolejny sen, że po prostu dom Lestrangów stał się miejscem kolejnego aktu w przedstawieniu, które reżyserował ciemnowłosy psychopata.
Mogła tylko sobie wyobrażać, tak naprawdę, jak czuła się wtedy Victoria. Jak czuł się teraz Laurent. Z nią przecież było inaczej. Jej ten drań wyraźnie się nie spodziewał. I tak, była pełna zdezorientowana i pełna strachu, że nie zdąży, ale mogła działać, mogła wymykać się logice snu, bo zaplątano go wokół kogoś innego. Ich jednak schwytano w pajęczynę, i mogliby być najdzielniejsi, mogliby być najlepszymi magami, ale jak mieli walczyć z kimś, kto sterował całym światem wokół nich?
Brenna, a kiedyś Stanley, najwyraźniej byli w tych snach zakłóceniami. Czymś, co wcale nie miało się tam znaleźć.
Przyklękła przy łóżku i jedną ręką sięgnęła, by ostrożnie unieść jasnowłosą głowę Laurenta.
– Nie ma go tutaj – powiedziała, wkładając w te słowa całą pewność, jaką potrafiła z siebie wykrzesać. – Już wszystko dobrze – dodała. Nie, wcale nie była tego pewna, a zwykle naprawdę nie chciała kłamać: tym razem jednak Laurent właśnie tego potrzebował. Nie był w stanie, w którym mógłby wysłuchać wszystkich tłumaczeń, zadać pytania i być gotowym na wysłuchanie odpowiedzi. A chwilowo Brenna nie sądziła, aby brunet z nożem czaił się pośród cieni. W jej oczach był tchórzem, który potrafił działać tylko tam, gdzie miał pełną władzę.
Przecież gdyby pojawił się tutaj, mogłaby go zranić, może zabić. Czy zaryzykowałby taką porażkę? Brenna szczerze w to wątpiła, w końcu uciekał albo znikał za każdym razem, nie tylko w snach Victorii i Laurenta, ale też jeśli wierzyć Borginowi, to w tych śnionych przez Avery…
– Obudziłeś się. Udało ci się. Wypij, proszę, to eliksir wiggenowy – dodała, podtykając mu fiolkę do ust. Ostrożnie, aby przypadkiem się nie zakrztusił ani nie rozlał cennej mikstury, bo zabrała tylko jedną, a druga fiolka, jaką miała w kieszeni, była już uzupełniającym krwawienie. Też z pewnością przydatnym, bo zapach krwi wciąż wwiercał się jej w nozdrza, zdawał się wypełniać cały pokój, tłumił inne zapachy. Widziała co gorsza ślady, które powstały na szyi Prewetta, a nie była pewna, jakie spustoszenie wywołało to ostatnie zaklęcie. Zdawało się jej, że mężczyzna tylko przewrócił Laurenta, ale co, jeżeli zranił go bardziej? Pozostawił jakieś obrażenia wewnętrzne?
Zacisnęła mocno szczęki, bo i inna myśl uparcie dobijała się do jej głowy.
Zdążyła raz.
Zdążyła drugi.
Co, jeżeli po raz trzeci nie zdąży? Jeżeli to się powtórzy, a tym razem ciemnowłosy udoskonali metody?
– Czyś ty oszalał? – spytała Brenna, i była to odpowiedź i na to „u-uciekaj beze mnie”, i na szaleńcze pytanie: czy zasługiwał, żeby umrzeć?
Nie potrafiła pozwolić umrzeć nawet śmierciożercy, który próbował ją zamordować podczas Beltane. Przynajmniej niedawno. Teraz być może by to zrobiła, ale dlaczego miałaby uważać, że na śmierć zasługiwał Laurent Prewett?
Majaczył, pomyślała jednak zaraz. Wciąż sądził, że tkwi we śnie albo że morderca polował na niego na jawie. Przecież i ona, i Victoria z początku tak sądziły – obie były pewne, że to kolejny sen, że po prostu dom Lestrangów stał się miejscem kolejnego aktu w przedstawieniu, które reżyserował ciemnowłosy psychopata.
Mogła tylko sobie wyobrażać, tak naprawdę, jak czuła się wtedy Victoria. Jak czuł się teraz Laurent. Z nią przecież było inaczej. Jej ten drań wyraźnie się nie spodziewał. I tak, była pełna zdezorientowana i pełna strachu, że nie zdąży, ale mogła działać, mogła wymykać się logice snu, bo zaplątano go wokół kogoś innego. Ich jednak schwytano w pajęczynę, i mogliby być najdzielniejsi, mogliby być najlepszymi magami, ale jak mieli walczyć z kimś, kto sterował całym światem wokół nich?
Brenna, a kiedyś Stanley, najwyraźniej byli w tych snach zakłóceniami. Czymś, co wcale nie miało się tam znaleźć.
Przyklękła przy łóżku i jedną ręką sięgnęła, by ostrożnie unieść jasnowłosą głowę Laurenta.
– Nie ma go tutaj – powiedziała, wkładając w te słowa całą pewność, jaką potrafiła z siebie wykrzesać. – Już wszystko dobrze – dodała. Nie, wcale nie była tego pewna, a zwykle naprawdę nie chciała kłamać: tym razem jednak Laurent właśnie tego potrzebował. Nie był w stanie, w którym mógłby wysłuchać wszystkich tłumaczeń, zadać pytania i być gotowym na wysłuchanie odpowiedzi. A chwilowo Brenna nie sądziła, aby brunet z nożem czaił się pośród cieni. W jej oczach był tchórzem, który potrafił działać tylko tam, gdzie miał pełną władzę.
Przecież gdyby pojawił się tutaj, mogłaby go zranić, może zabić. Czy zaryzykowałby taką porażkę? Brenna szczerze w to wątpiła, w końcu uciekał albo znikał za każdym razem, nie tylko w snach Victorii i Laurenta, ale też jeśli wierzyć Borginowi, to w tych śnionych przez Avery…
– Obudziłeś się. Udało ci się. Wypij, proszę, to eliksir wiggenowy – dodała, podtykając mu fiolkę do ust. Ostrożnie, aby przypadkiem się nie zakrztusił ani nie rozlał cennej mikstury, bo zabrała tylko jedną, a druga fiolka, jaką miała w kieszeni, była już uzupełniającym krwawienie. Też z pewnością przydatnym, bo zapach krwi wciąż wwiercał się jej w nozdrza, zdawał się wypełniać cały pokój, tłumił inne zapachy. Widziała co gorsza ślady, które powstały na szyi Prewetta, a nie była pewna, jakie spustoszenie wywołało to ostatnie zaklęcie. Zdawało się jej, że mężczyzna tylko przewrócił Laurenta, ale co, jeżeli zranił go bardziej? Pozostawił jakieś obrażenia wewnętrzne?
Zacisnęła mocno szczęki, bo i inna myśl uparcie dobijała się do jej głowy.
Zdążyła raz.
Zdążyła drugi.
Co, jeżeli po raz trzeci nie zdąży? Jeżeli to się powtórzy, a tym razem ciemnowłosy udoskonali metody?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.