23.08.2023, 18:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.08.2023, 18:23 przez Brenna Longbottom.)
Nie miała pojęcia, jakie myśli chodziły mu po głowie. Te, które nawiedzały ją, wcale nie były wesołe, ale próbowała je od siebie odsunąć i skupić się po prostu na zajęciu się rannym. Napoiła go eliksirem wiggenowym, a potem podała mu i ten uzupełniający krew, mając po prostu nadzieję, że to wystarczy – i że Alexander szybko sprowadzi medyka. Bo oczywiste, że w tej chwili martwiła się Laurentem, i że nawet gdyby gdzieś tu był morderca, na pewno by przed nim nie uciekała. Nie mogłaby: nie istniała wersja świata, w którym Brenna zrobiłaby coś takiego, bo wtedy nie byłaby Brenną. Może była to sprawka tego, że była córką swojego ojca, może tym, że mieli na siebie nawzajem „zły” wpływ, ona, brat i kuzynostwo, może że dorastała w domu, w którym opowiadało się bajki o bohaterstwie i o tym, że zawsze trzeba bronić słabszych. Na pewno nie była to tylko jej zasługa – trzymano ją na tej ścieżce dostatecznie długo, by teraz dawała radę iść nią niejako siłą rozpędu.
Na pewno było jej łatwiej niż jemu.
Pytanie, które padło z ust Prewetta, sprawiło, że nie była pewna, czy powinna śmiać się – histerycznym, wcale nie wesołym śmiechem – czy płakać. Ostatecznie nie zrobiła jednak ani jednego, ani drugiego.
– Nie, ponieważ nie będzie żadnego pogrzebu. Jeżeli chcesz dostać wieniec, to ci jakiś przyślę, ale na pewno bez napisu „ostatnie pożegnanie” – poinformowała stanowczo. Nie dopuszczała do siebie myśli, że skoro się obudził, to teraz umrze z powodu tych obrażeń. A potem cofnęła się od łóżka, podniosła, kiedy do pokoju wpadli Alexander i medyk. Odsunęła się, dając uzdrowicielowi dostęp do półprzytomnego, cierpiącego chłopaka. – Podałam mu małą fiolkę wiggenowego i odnawiającego krew – ostrzegła, przypatrując się, co robi medyk. Ruch ręki Alexandra jednak wyłapała, kiwnęła głową i wyszła z nim na zewnątrz. Może faktycznie lepiej było dać pozwolić działać uzdrowicielowi i przy okazji zapewnić Prewettowi trochę prywatności.
W tej chwili dopiero uderzyło w nią znużenie. A była bardzo, bardzo zmęczona. Ostatnio nie sypiała wiele, a koszmarów takich jak ten, nazbyt rzeczywistych, nie dało się uznać za czas wypoczynku. W dodatku przychodziła pora na wyjaśnienia, a tych… tych ciężko było udzielić.
- Wiedziałam, że go zaatakowano – przyznała, przeczesując dłonią rozczochrane włosy. Łatwo było się domyśleć, że nie zaplanowała tej wizyty. Brenna po Dolinie Godryka chodziła w mugolskich ubraniach, ale nie poruszała się w nich zwykle po Londynie i innych miejscowościach, rzadko składała w takich wizyty… i nawet ona nie miała w pogardzie konwenansów na tyle, aby do kogokolwiek wpaść w piżamie. A przecież miała na sobie właśnie bluzę, wysłużoną, rozciągniętą, za górę od takiej służącą i spodnie ewidentnie od nocnego stroju. Buty, absolutnie do tego stroju nie pasujące, pierwsze, jakie chwyciła, nim wypadła w noc. Włosy wyraźnie nie nosiły śladów czesania, a twarz Brenny była blada po tym gwałtownym wyrwaniu ze snu.
– To skomplikowane i myślę, że najlepiej, jeżeli wyjaśnię to, kiedy medyk mu pomoże. Będzie chciał wiedzieć – dodała, wskazując na drzwi. Na miejscu Laurenta miałaby pytania, dużo pytań. I w tym całym nieszczęściu szczęściem… a może pechem… było to, że Brenna już mogła parę odpowiedzi dać. Niestety tylko „parę” – zbyt wiele wciąż było znaków zapytania. Nie chciała powtarzać tego dwa razy. Nie miała po prostu już siły, ich resztę zużyła na bieg przez ścieżki New Forest. – Na razie mogę panu powiedzieć, że Biuro Aurorów otrzymało kilka dni temu zgłoszenie w tej sprawie i Laurent nie był pierwszy. Tej nocy jest już bezpieczny.
Ale co będzie następnej?
Nie była pewna. Nie mogła być pewna.
Na pewno było jej łatwiej niż jemu.
Pytanie, które padło z ust Prewetta, sprawiło, że nie była pewna, czy powinna śmiać się – histerycznym, wcale nie wesołym śmiechem – czy płakać. Ostatecznie nie zrobiła jednak ani jednego, ani drugiego.
– Nie, ponieważ nie będzie żadnego pogrzebu. Jeżeli chcesz dostać wieniec, to ci jakiś przyślę, ale na pewno bez napisu „ostatnie pożegnanie” – poinformowała stanowczo. Nie dopuszczała do siebie myśli, że skoro się obudził, to teraz umrze z powodu tych obrażeń. A potem cofnęła się od łóżka, podniosła, kiedy do pokoju wpadli Alexander i medyk. Odsunęła się, dając uzdrowicielowi dostęp do półprzytomnego, cierpiącego chłopaka. – Podałam mu małą fiolkę wiggenowego i odnawiającego krew – ostrzegła, przypatrując się, co robi medyk. Ruch ręki Alexandra jednak wyłapała, kiwnęła głową i wyszła z nim na zewnątrz. Może faktycznie lepiej było dać pozwolić działać uzdrowicielowi i przy okazji zapewnić Prewettowi trochę prywatności.
W tej chwili dopiero uderzyło w nią znużenie. A była bardzo, bardzo zmęczona. Ostatnio nie sypiała wiele, a koszmarów takich jak ten, nazbyt rzeczywistych, nie dało się uznać za czas wypoczynku. W dodatku przychodziła pora na wyjaśnienia, a tych… tych ciężko było udzielić.
- Wiedziałam, że go zaatakowano – przyznała, przeczesując dłonią rozczochrane włosy. Łatwo było się domyśleć, że nie zaplanowała tej wizyty. Brenna po Dolinie Godryka chodziła w mugolskich ubraniach, ale nie poruszała się w nich zwykle po Londynie i innych miejscowościach, rzadko składała w takich wizyty… i nawet ona nie miała w pogardzie konwenansów na tyle, aby do kogokolwiek wpaść w piżamie. A przecież miała na sobie właśnie bluzę, wysłużoną, rozciągniętą, za górę od takiej służącą i spodnie ewidentnie od nocnego stroju. Buty, absolutnie do tego stroju nie pasujące, pierwsze, jakie chwyciła, nim wypadła w noc. Włosy wyraźnie nie nosiły śladów czesania, a twarz Brenny była blada po tym gwałtownym wyrwaniu ze snu.
– To skomplikowane i myślę, że najlepiej, jeżeli wyjaśnię to, kiedy medyk mu pomoże. Będzie chciał wiedzieć – dodała, wskazując na drzwi. Na miejscu Laurenta miałaby pytania, dużo pytań. I w tym całym nieszczęściu szczęściem… a może pechem… było to, że Brenna już mogła parę odpowiedzi dać. Niestety tylko „parę” – zbyt wiele wciąż było znaków zapytania. Nie chciała powtarzać tego dwa razy. Nie miała po prostu już siły, ich resztę zużyła na bieg przez ścieżki New Forest. – Na razie mogę panu powiedzieć, że Biuro Aurorów otrzymało kilka dni temu zgłoszenie w tej sprawie i Laurent nie był pierwszy. Tej nocy jest już bezpieczny.
Ale co będzie następnej?
Nie była pewna. Nie mogła być pewna.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.