23.08.2023, 23:11 ✶
Ulysses milczał, gdy kobiety przedostały się do nich. Patrzył ponuro na własne ręce, niespecjalnie zastanawiając się nad tym jak mało sympatycznie musiał się w tym momencie prezentować. Jego strach był płaski, brakowało w nim zawiłości: bał się ojca i bał się o ojca. A teraz czuł się nieswojo z myślą, że Cathal i Sebastian wiedzieli, jak wyglądał jego bogin. Ostatnio dużo przypadkowych osób zdobywało tę wiedzę.
Nie protestował, gdy Shafiq poinstruował ich, jakie miejsce w szeregu mieli zająć. Raz, że jeśli istniał ktoś, komu młody Rookwood bezgranicznie ufał to był to właśnie Cathal. Dwa, że był wprawionym archeologiem, z pewnością wiedział czyje umiejętności i kiedy mogły się przydać.
- Jeśli chcesz – odpowiedział tylko MacMillanowi. I znowu zabrzmiało to dość kwaśno i nieprzyjemnie, choć raczej przez to, że Ulysses bardzo zastanawiał się w tym momencie, czy powinien nawiązać do bogina, czy też udawać, że cała sprawa nie miała miejsca.
Był spięty, gdy schodzili w dół, ale rozglądał się z zainteresowaniem, doświecając sobie pochodnią (jeśli mijali inne, dość obcesowo sprawdził, czy dało się i je podpalić niebieskim światłem). Zazwyczaj starał się nie patrzeć aż tak uważnie, ale tym razem, próbował – po prostu – przykryć sylwetkę ojca innymi wspomnieniami. Wiedział, że nigdy ta nie zblednie, nic nie bledło w jego umyśle, ale w natłoku innych obrazów, nie będzie też aż tak silnie oddziaływała na jego pamięć.
Po wejściu do komnaty najpierw powiódł po niej wzrokiem a potem zbliżył się do osobliwych drzwi. Parsknął, w pierwszej sekundzie źle odczytując imię i nazwisko, bo nie przeczytał wcale Augustus Blackwood, ale Augustus Rookwood. Co dla niego miało tyle sensu, że o jednym – jak mu się zdawało nic nie wiedział, ale drugi był już mu dobrze znany. Marszczył brwi, przyglądając się imieniu i nazwisku. Dotykał palcem wskazującym palców drugiej ręki. Liczył. Dodawał. I znowu dodawał. Czy zagadka mogła być aż tak prosta? Czy też jej prostota była w rzeczywistości dość złudna i złe rozwiązanie mogło za sobą ponieść jakieś przerażające konsekwencje? Liczba imienia, liczba nazwiska, osobowość i dziedziczenie. Czy ich suma dałaby zwierzę, do którego mógłby zostać przypisany Blackwood?
Odwrócił głowę w stronę reszty. Popatrzył po nich krótko. Może warto byłoby im powiedzieć, że cokolwiek majstruje przy drzwiach? Jakieś kwestie bezpieczeństwa?
- Spróbujmy tak – rzucił cicho, a potem postarał się ustawić ósme zwierzę i wcisnąć przycisk do środka.
Nie protestował, gdy Shafiq poinstruował ich, jakie miejsce w szeregu mieli zająć. Raz, że jeśli istniał ktoś, komu młody Rookwood bezgranicznie ufał to był to właśnie Cathal. Dwa, że był wprawionym archeologiem, z pewnością wiedział czyje umiejętności i kiedy mogły się przydać.
- Jeśli chcesz – odpowiedział tylko MacMillanowi. I znowu zabrzmiało to dość kwaśno i nieprzyjemnie, choć raczej przez to, że Ulysses bardzo zastanawiał się w tym momencie, czy powinien nawiązać do bogina, czy też udawać, że cała sprawa nie miała miejsca.
Był spięty, gdy schodzili w dół, ale rozglądał się z zainteresowaniem, doświecając sobie pochodnią (jeśli mijali inne, dość obcesowo sprawdził, czy dało się i je podpalić niebieskim światłem). Zazwyczaj starał się nie patrzeć aż tak uważnie, ale tym razem, próbował – po prostu – przykryć sylwetkę ojca innymi wspomnieniami. Wiedział, że nigdy ta nie zblednie, nic nie bledło w jego umyśle, ale w natłoku innych obrazów, nie będzie też aż tak silnie oddziaływała na jego pamięć.
Po wejściu do komnaty najpierw powiódł po niej wzrokiem a potem zbliżył się do osobliwych drzwi. Parsknął, w pierwszej sekundzie źle odczytując imię i nazwisko, bo nie przeczytał wcale Augustus Blackwood, ale Augustus Rookwood. Co dla niego miało tyle sensu, że o jednym – jak mu się zdawało nic nie wiedział, ale drugi był już mu dobrze znany. Marszczył brwi, przyglądając się imieniu i nazwisku. Dotykał palcem wskazującym palców drugiej ręki. Liczył. Dodawał. I znowu dodawał. Czy zagadka mogła być aż tak prosta? Czy też jej prostota była w rzeczywistości dość złudna i złe rozwiązanie mogło za sobą ponieść jakieś przerażające konsekwencje? Liczba imienia, liczba nazwiska, osobowość i dziedziczenie. Czy ich suma dałaby zwierzę, do którego mógłby zostać przypisany Blackwood?
Odwrócił głowę w stronę reszty. Popatrzył po nich krótko. Może warto byłoby im powiedzieć, że cokolwiek majstruje przy drzwiach? Jakieś kwestie bezpieczeństwa?
- Spróbujmy tak – rzucił cicho, a potem postarał się ustawić ósme zwierzę i wcisnąć przycisk do środka.