Bardzo dużo gadali jak na podejrzanych w całej tej sprawie. Gadali coś o jakiejś miłości, czekoladkach czy innych mało ważnych informacjach, które wcale, a wcale nie były Pembertonowi na rękę. Dlaczego nie mówicie nic o waszym planie? Zastanawiał się kiedy podszedł do kolejnej lampki i "odhaczył" sprawdzenie tego obiektu.
I nagle wnet stał się potrzebny. Oficer Stanley wzywany na pomoc? Nic bardziej oczywistego, ewidentnie go poproszono. Szkoda tylko, że trochę niepoprawnie się do niego zwrócili, co miał zamiar im za chwilę wypomnieć - Tak. Jestem członkiem załogi, a dokładnie oficerem na tymże statku - przypomniał, wszak nie był zwykłym 'pracownikiem', a częścią czegoś ważniejszego - Spokojnie panowie, nie ma co się gorączkować. Może śpi i nie słyszy pukania? - odparł, kierując się w ich stronę powolnym krokiem. Teczkę z dokumentami włożył sobie pod pachę, a pisadło schował do kieszeni - Przepraszam panowie, pozwólcie - poprosił, wskazując dłonią aby zrobili mu trochę miejsca, a następnie sam zapukał kilkukrotnie do drwi - Panno Fawley, przepraszam za najście. Oficer Pemberton, załoga Perły Morza. Czy jest pani w środku? Proszę odpowiedzieć... - spojrzał na znajdująca się wokół niego gromadkę - Kilku pasażerów martwi się o panią - dodał - Daje panience minute na odpowiedź, inaczej będziemy musieli skorzystać z alternatywnych metod dostania się do pokoju. Oczywiście wszystko dla panny dobra - powiedział głośniej, raz jeszcze pukając w drzwi do kajuty. Pemberton chciał mieć pewność, że ktokolwiek kto mógłby być w środku byłby w stanie go usłyszeć. Chwilę później przeniósł swój wzrok w kierunku drzwi z których wcześniej słyszał nadchodzące kroki. Stanley był bardzo ciekawy kogo teraz niesie na dół. Trochę liczył, że może to ta cała Marianne i nie będzie żadnego dodatkowego problemu związanego z jakąś dziwną turystką.
Do tych wszystkich dziwnych rzeczy jak kradzieże czy wybuchu, jeszcze tylko brakowało aby na pokładzie mieli jakiegoś trupa.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972