24.08.2023, 01:39 ✶
- Chyba nie - przyznała, dość bezradnie. Czy dało się złapać ducha? Echo? Coś jeszcze? Tak, jeżeli było się Sebastianem. Ale i on przecież z nimi nie rozmawiał, a wciskał do pudełek i potem wypuszczał, by odeszły do Limbo.
Drgnęła, gdy się odezwali znowu, gdy okazało się, że oni też widzieli wspomnienia...
Było to szczególnie zaskakujące u Mavelle – Atreus posiadał w końcu Trzecie Oko, nawet jeżeli objawiło się przez postrzeganie teraźniejszości, nie przeszłości. Talenty Mav leżały w innych dziedzinach, a jednak: widziała. Magia tego statku dotykała ich wszystkich i to tylko sprawiało, że więcej dreszczy przebiegało jej po kręgosłupie.
Drzwi ustąpiły, gdy nacisnęła klamkę. Nie były zamknięte, nie były zaczarowane. A cień, który próbowała zobaczyć, przyjrzeć się mu, znikł bez śladu. Brenna zrobiła krok do przodu i
obejrzała się na resztę. Pokręciła głową, na znak, że nic tu nie ma, a potem powoli ruszyła dalej. Zobaczyła atrium, kiedyś pewnie luksusowe, ale teraz noszące ślady długiego zaniedbana i zanurzenia. Rozejrzała się i…
…mrugnięcie powiekami.
- Wszedł tutaj... tamten auror – powiedziała cicho, ledwo słyszalnie. – Czegoś szukał. Ale to chyba nie jest ważne…
Bo ważniejsze były słowa, które usłyszała. Dziecięcy głos. Dziewczynka. Dziecko, które nie może odejść.
Brenna zadarła głowę, spoglądając wprost na balustradę. Na widoczny tam cień. Czy była duchem? Echem? A może widzieli ją tutaj, bo kiedyś tu stała: i to było kolejne wspomnienie?
– Kim jesteś? – spytała bezwiednie, chociaż przecież tak naprawdę wiedziała. Pasażerką. Dzieckiem, które umarło na tym statku. Gdzieś w jego trzewiach, bo nie zostało na górze. – Dziewczynka. Chyba tutaj zginęła. Mówi… nie jestem pewna. Może mówi do mnie, a może słyszę jej myśli. Nie może odejść – wyjaśniła, z pewnym trudem, bo słowa nie od razu przeszły jej przez gardło. Mówiła rzecz jasna już nie do cienia, nie do głosu w swojej głowie, a do Atreusa i Mavelle, wzroku jednak nie odrywała od balustrady.
Myślała o tym dziecku, ginącym w katastrofie. Uwięzionym tutaj od setek lat.
Myślała o Mabel, która tego dnia czekała na nią i na jej brata w klubokawiarni.
Też lubiła obserwować gości w kawiarni.
Brenna odetchnęła i odezwała się dopiero po chwili, gdy była pewna, że jej głos nie zadrży.
- ...gdybym miała zgadywać, to co widzimy to albo część magii tego statku, i w takim wypadku może być pułapką, albo ten ktoś, kto tu jest, chce nam to pokazać. Mav, też miałaś pokład?
Ona widziała pokład. Atreus widział pokład. Teraz Brenna widziała atrium. Jeśli u Mav też był to wcześniej pokład (wszak Bren nie wiedziała, że znów coś widzieli: i że mogły w tych wizjach być osoby powiązane jakoś z tym, co tu się stało…), to sugerowało powiązanie wspomnień z konkretnym miejscem: tak jak w przypadku widmowidzenia, gdy potrzebowałeś zwykle punktu zaczepienia – miejsca albo przedmiotu.
- Jeżeli tak, może w innych miejscach można zobaczyć więcej. Może też to, co doprowadziło do tego wszystkiego... Ale auror, którego widziałam, w wizji na pokładzie też trzymał się za głowę, więc mógł widzieć to samo.
Chyba nie musiała dodawać reszty. Skoro statek zatonął i wynurzył się ponownie, on, choć przytomny, chociaż wszedł tutaj jak oni, nie zdołał nic zrobić. Nie odkrył, co tu się działo - czy statek był nawiedzony, czy przeklęty.... nie mógł nic na to zaradzić.
Jeśli wejdą w głąb, mogli nigdy już nie wyjść.
Tyle że dla Brenny nie miało to znaczenia, bo na pokładzie leżeli jej brat, siostra i inni nieprzytomni ludzie, a Atreus twierdził, że ich aury pulsują w rytm statku i nie powinno się ich stąd zabierać.
- Ja idę – poinformowała spokojnie. – Możecie zostać i przypilnować reszty, jeżeli tak wolicie.
Użyła formy „wy” tylko pro forma. Bo chociaż zeszłaby pod pokład i sama, wiedziała, że Mavelle pójdzie z nią. Mavelle zawsze dawała się jej pociągnąć wszędzie – obojętnie, czy do okna podczas przyjęcia, gdy miały kilkanaście lat, czy na mokradła pełne trupów, kiedy powoli zbliżały się do trzydziestki. Brenna mogła mieć tylko nadzieję, że tym razem nie ciągnie kuzynki na pewną śmierć.
Drgnęła, gdy się odezwali znowu, gdy okazało się, że oni też widzieli wspomnienia...
Było to szczególnie zaskakujące u Mavelle – Atreus posiadał w końcu Trzecie Oko, nawet jeżeli objawiło się przez postrzeganie teraźniejszości, nie przeszłości. Talenty Mav leżały w innych dziedzinach, a jednak: widziała. Magia tego statku dotykała ich wszystkich i to tylko sprawiało, że więcej dreszczy przebiegało jej po kręgosłupie.
Drzwi ustąpiły, gdy nacisnęła klamkę. Nie były zamknięte, nie były zaczarowane. A cień, który próbowała zobaczyć, przyjrzeć się mu, znikł bez śladu. Brenna zrobiła krok do przodu i
obejrzała się na resztę. Pokręciła głową, na znak, że nic tu nie ma, a potem powoli ruszyła dalej. Zobaczyła atrium, kiedyś pewnie luksusowe, ale teraz noszące ślady długiego zaniedbana i zanurzenia. Rozejrzała się i…
…mrugnięcie powiekami.
- Wszedł tutaj... tamten auror – powiedziała cicho, ledwo słyszalnie. – Czegoś szukał. Ale to chyba nie jest ważne…
Bo ważniejsze były słowa, które usłyszała. Dziecięcy głos. Dziewczynka. Dziecko, które nie może odejść.
Brenna zadarła głowę, spoglądając wprost na balustradę. Na widoczny tam cień. Czy była duchem? Echem? A może widzieli ją tutaj, bo kiedyś tu stała: i to było kolejne wspomnienie?
– Kim jesteś? – spytała bezwiednie, chociaż przecież tak naprawdę wiedziała. Pasażerką. Dzieckiem, które umarło na tym statku. Gdzieś w jego trzewiach, bo nie zostało na górze. – Dziewczynka. Chyba tutaj zginęła. Mówi… nie jestem pewna. Może mówi do mnie, a może słyszę jej myśli. Nie może odejść – wyjaśniła, z pewnym trudem, bo słowa nie od razu przeszły jej przez gardło. Mówiła rzecz jasna już nie do cienia, nie do głosu w swojej głowie, a do Atreusa i Mavelle, wzroku jednak nie odrywała od balustrady.
Myślała o tym dziecku, ginącym w katastrofie. Uwięzionym tutaj od setek lat.
Myślała o Mabel, która tego dnia czekała na nią i na jej brata w klubokawiarni.
Też lubiła obserwować gości w kawiarni.
Brenna odetchnęła i odezwała się dopiero po chwili, gdy była pewna, że jej głos nie zadrży.
- ...gdybym miała zgadywać, to co widzimy to albo część magii tego statku, i w takim wypadku może być pułapką, albo ten ktoś, kto tu jest, chce nam to pokazać. Mav, też miałaś pokład?
Ona widziała pokład. Atreus widział pokład. Teraz Brenna widziała atrium. Jeśli u Mav też był to wcześniej pokład (wszak Bren nie wiedziała, że znów coś widzieli: i że mogły w tych wizjach być osoby powiązane jakoś z tym, co tu się stało…), to sugerowało powiązanie wspomnień z konkretnym miejscem: tak jak w przypadku widmowidzenia, gdy potrzebowałeś zwykle punktu zaczepienia – miejsca albo przedmiotu.
- Jeżeli tak, może w innych miejscach można zobaczyć więcej. Może też to, co doprowadziło do tego wszystkiego... Ale auror, którego widziałam, w wizji na pokładzie też trzymał się za głowę, więc mógł widzieć to samo.
Chyba nie musiała dodawać reszty. Skoro statek zatonął i wynurzył się ponownie, on, choć przytomny, chociaż wszedł tutaj jak oni, nie zdołał nic zrobić. Nie odkrył, co tu się działo - czy statek był nawiedzony, czy przeklęty.... nie mógł nic na to zaradzić.
Jeśli wejdą w głąb, mogli nigdy już nie wyjść.
Tyle że dla Brenny nie miało to znaczenia, bo na pokładzie leżeli jej brat, siostra i inni nieprzytomni ludzie, a Atreus twierdził, że ich aury pulsują w rytm statku i nie powinno się ich stąd zabierać.
- Ja idę – poinformowała spokojnie. – Możecie zostać i przypilnować reszty, jeżeli tak wolicie.
Użyła formy „wy” tylko pro forma. Bo chociaż zeszłaby pod pokład i sama, wiedziała, że Mavelle pójdzie z nią. Mavelle zawsze dawała się jej pociągnąć wszędzie – obojętnie, czy do okna podczas przyjęcia, gdy miały kilkanaście lat, czy na mokradła pełne trupów, kiedy powoli zbliżały się do trzydziestki. Brenna mogła mieć tylko nadzieję, że tym razem nie ciągnie kuzynki na pewną śmierć.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.