Kiedy Price nachylała się nad chłopcem ogarnęło ją dziwne uczucie. Niepokój był tak silny, że omal się nie cofnęła. Nie chciała jednak wzbudzać w chłopcu jeszcze silniejszego strachu, chociaż nie było to takie proste. Ten strach zaczął wypełniać i ją. Dreszcze przeszły jej po plecach. Do tego wszystkiego doszło współczucie. Kiedy zbliżyła się bowiem do Elijah zobaczyła stare rany. Ileż ten biedny chłopiec musiał już przeżyć w swoim krótkim życiu? Świat był tak kurewsko niesprawiedliwy. Było jej przykro, bardzo przykro, że dopiero teraz udało jej się złapać Fanny na gorącym uczynku. Powinna wcześniej zareagować, przecież docierały do niej słuchy, że krzywdzi swoje dzieci, dotychczas jednak nic nie zrobiła. To była jej wina, poniekąd.
Elijah jednak jej zaufał, przynajmniej na tyle, że ujął jej dłoń. Wiele to dla niej znaczyło. Obiecała sobie, że zajmie się tym chłopcem i nie pozwoli na to, aby ktoś jeszcze go skrzywdził. Nie na tym statku, przynajmniej tyle mogła zrobić. Po raz kolejny ogarnęło ją dziwne uczucie, ten niepokój był aż nienaturalny. Coś mówiło jej, że powinna być gotowa do walki. Tylko dlaczego miała walczyć? Nim jednak zaczęła się nad tym zastanawiać wszystko minęło. Miała gdzieś z tyłu głowy świadomość, że dzieje się coś dziwnego.
Przeniosła wtedy spojrzenie na Erika, który odezwał się do chłopca. Skinęła w jego kierunku głową z wdzięcznością, że pomyślał o tym, aby chłopiec wyszedł stąd, kiedy mieli zająć się jego matką. Nie powinien na to spoglądać.
Kamień zresztą spadł jej z serca, kiedy również i młoda kobieta zaangażowała się w tę rozmowę. We trójkę mogli zdziałać więcej. Gdy chłopiec ruszył w stronę drzwi szepnęła jeszcze do niego cicho. - Uważaj na siebie, jak coś to cię znajdę, znajdę cię i ci pomogę. - Bo kuło ją w sercu na samą myśl, że ponownie ktoś mógłby go skrzywdzić.
Gdy Elijah zniknął Geraldine przeniosła wzrok na jego matkę. Spokój, który pojawił się, gdy zwracała się do chłopca zniknął. Zrobiła kilka kroków do przodu, żeby znaleźć się bliżej Sterling. - Przemoc nie jest rozwiązaniem. - Wysyczała przez zęby. - Nie obchodzą mnie twoje tłumaczenia, jeśli jeszcze raz zobaczę, że podnosisz na niego rękę, to porozmawiamy inaczej. - W jej głosie było coś, co sugerowało, że to, co mówi to prawda.
Wtedy po raz kolejny do pomieszczenia doszły krzyki. Geraldine musiała zdążyć, tym razem musiało jej się udać. Rzuciła się do przodu jak najszybciej potrafiła. Wybiegła na korytarz, nie podobał jej się ten dźwięk, który usłyszała. Coś właśnie bardzo mocno uderzyło w ścianę. Biegła w stronę z której wcześniej słyszała krzyki.