I niech kamieniem rzuci ten, kto jest bez winy. Laurent bardzo chciałby to zobaczyć, naprawdę! To dopiero byłoby widowisko, każdy niewinny, każdy czysty jak łza! Zazwyczaj ci, którzy mieli do ukrycia najwięcej, byli najszybsi do podnoszenia tych kamieni. Dopiero jakby kamieniowanie się skończyło (tylko w zasadzie czego? albo kogo?) zaczęłoby się wypominanie, kto tutaj był godzien podniesienia broni, a kto powinien ją zostawić. Kłótnie, krzyki, przekąsy i nosy na kwintę. W niektórych wypadkach nawet rękoczyny. Ludzie czasem nie znali umiaru i nie potrafili pojąć, że owszem, może i nic co ludzkie nie powinno być nam obce, ale każdy miał swoją głowę, żeby nauczyć się, gdzie słowo "obcy" przemieniało się na "w pełni bezpiecznie". Nagle powiedzonko zmieniało swoje brzmienie: nic, co ludzkie, nie jest nam w pełni bezpieczne. Obce może i nie było, ale bezpieczne też nie zawsze. Laurent czasami tak patrzył na takie przyjęcia, szczególnie kiedy zaczynało już towarzystwo pić. Szczególnie widok marszu Charłaków i tego, co się tam działo, mocno wpłynęło na jego postrzeganie społeczeństwa jako całości i ogółu. Bo przecież wyjątki istniały po to, żeby tworzyć regułę. Nie każdy poddawał się owczemu pędowi i niektórzy potrafili jednak sięgnąć po rozum do głowy, zamiast sięgać po kamień. Pech, kiedy rodzina sięgnęła po niego za ciebie. Ano właśnie, rodzina... a jeśli grzechy przodów przechodziły na następne pokolenia i stawały się grzechem dzieci to oznaczało właśnie tyle: każda rodzina miała coś za uszami.
- Oby nie. To jednak byłaby wielka strata. - @Heather Wood była piękną kobietą, szkoda by było, żeby słońcu nie robiła konkurencji. Ale nie zamierzał dalej ciągnąć komplementów z prostym myśleniem na ramieniu: jeśli odpowiednio szybko uporasz się z wstępnymi grzecznościami wobec gospodarza, tym szybciej będziesz mógł robić... cokolwiek tam chcesz robić. I też z kimkolwiek czas spędzić.
Trzeba przyznać, że trochę ciekawych osobistości ta impreza ściągnęła. Może świat po prostu tego potrzebował po Beltane?
- Oto jest moja główna Gwiazda. - Wyciągnął dłoń w stronę @Pandora Prewett, ale koniec końców jej nie dotknął. Nie chciał przede wszystkim wkraczać między wódkę a zakąskę, a jedynie dać znać siostrze, że jest, że jest cały i... cały. Że jest po prostu cały. Bo raczej nie powinien hasać po rejsach po swoich ostatnich nie-przygodach. Z drugiej strony miał wrażenie, że właśnie ten rejs jest mu niezbędny. - Miło cię widzieć, Philipie. - Przywitał się również z @Philip Nott, uśmiechając ciepło. - Panie Crouch. - Skinął tutaj głową w kierunku @Oleander Crouch, spoglądając również na towarzyszącego mu @Martin Crouch, by i jemu skinąć na powitanie. - Jestem zachwycony niebanalnością statku. Bardzo dobry wybór. - Bo oferujący gościom coś więcej, może naprawdę taki prawdziwy thrill przygody? Spojrzał na końcu jeszcze na dwa psiaki, darując sobie na razie gorącą potrzebę wykochania ich na wszystkie strony świata. Później na pewno będzie okazja. Zgrabnie przesunął spojrzeniem po @Desmond Malfoy, ale widząc, jak ten odwraca spojrzenie to nawet nie próbował starać się tu nawiązać jakiejkolwiek nici porozumienia. Właściwie to cieszył się, że ten potraktował go jak powietrze. Ostatnie, czego mu było potrzeba, to docinek z jego strony, które musiałby przyjmować z uśmiechem.
Po powitaniach, uprzejmościach i wszystkim innym zajął miejsce przy burcie, spoglądając na spokojne morze.