Drogi Philipie,
choć nie posłałem Nieve przed Beltane zapewniam, że byłem na zawodach, w których miałeś okazję się popisać. Jak zapewne wiesz nie jest to sport, który by mnie zanadto interesował, a wręcz go unikam, więc wiem o nim tyle, ile z przypadkowych rozmów czy twoich niektórych opowieści. Tym nie mniej tyle razy o tym wspominałeś, że w końcu postanowiłem wślizgnąć się kątem na jeden z Twoich meczy. Zrobiłeś na mnie wrażenie. Gratuluję fenomenalnej rozgrywki, nie mogłem oderwać od Ciebie oczu. Choć ilość agresji, jaką prezentuje sobą ten sport sprawia, że niestety nie mogę obiecać, że pokusiłbym się na kolejną wizytę na trybunach.
Sprawy takie jak kariera zawodowa czy udany mecz quidditcha wydają się zupełnie nieważkie i jałowe w obliczu ostatniej tragedii. I pisząc ten list miałem nadzieję na przywołanie chociaż odrobiny Twoich pozytywnych wspomnień, by przykryły te najświeższe, negatywne. Wiem, że byłeś na Beltane, więc powiedz mi jedynie proszę, czy nic Ci nie jest?