Miała dwóch mężów, którzy usilnie chcieli wywołać u niej ciepłe uczucia, którzy zasypywali ją czułościami i deklaracjami miłości, a ona za każdym razem ich odrzucała, bo bała się tych uczuć, bała się tracić czujność, a przy Perseusu ją straciła. Dała się ponieść temu wszystkiemu, spragniona dotyku, czułości, ciepłych słów i szeptów do ucha, względów tak przyjemnych, że serce zmieniało się w ciepłe fale, które tworzyły się, gdy ktoś wchodził do wanny pełnej wody. Chciała, aby Perseus nigdy nie przestawał okazywać jej tych uczuć, chciała, aby był dla niej taki codziennie, aż do śmierci. Przy nim czuła się stabilnie, czuła się tak jak powinna i wiedziała, że nie był zły, bo jej ojciec go dla niej nie wybrał, wiedziała, że Chester nie będzie na niego wpływał, bo Perseus był całkowicie jej, tylko i wyłącznie jej. Ona go wybrała, ona go posiadła i nikt jej nie powiedział, że ma sobie odpuścić. On ją do siebie dopuścił i chciała, aby tak było zawsze. Nie sądziła, że ma w swoim sercu tyle miłości, że potrafi go do siebie wpuścić. Miała ogrom obaw przed tym, aby się tak otworzyć, aby pozwolić sobie odpocząć i przestać walczyć. Nie chciała już się wzbraniać przed uczuciami, których miała w sobie wielkie pokłady. Mogła przy nim odpuścić, ponieść się, dać się mu prowadzić.
Ona też nie zamierzała mówić mu o poprzednich mężach. Wolała zabrać te sekrety do grobu, wolała nie dokładać mu zmartwień na temat tego, że bez skrupułów będzie w stanie zabić lub torturować każdą osobę, która zagrozi jego bezpieczeństwu. Każdy kto stanie na drodze ich stabilności, każdy kto zagrozi jej osobie, jego osobie zginie z jej rąk i nie zamierzała tego nigdy zmieniać w sobie. Czarna magia była potęgą, ale nie będzie się z tym obnosić, nie póki można za nią trafić do Azkabanu. Uśmiechnęła się niepewnie, z ulgą, lekkim szczęściem, które rozlewało się po jej ciele. Nie wiedziała, że potrafiła tak się czuć, gdy miała świadomość, że on chciał to dziecko, że jej nie porzuci. Jego gesty, jego dotyk, jego usta na jej czole, to wszystko sprawiało, że czuła się tak przyjemnie i robiło się jej jednocześnie słabo. Nie sądziła, że aż tak bardzo była spragniona zapewnienia tego, że on ją chce, że jej nie nienawidzi, że wręcz jest dla niego ważna. Jeszcze nigdy nie słyszała takich szczerych słów. Kiedyś była podła wobec swoich mężów, ale dla niego taka nie zamierzała być, sama go wybrała, sama się na niego zdecydowała i był to naprawdę dobry wybór. Naprawdę chciałaby trafić na niego, gdy była tą młodą osobą.
Wspomnienie o pierścionku zaskoczyło ją naprawdę mocno. Nie spodziewała się tego. Nie sądziła, że on aż tak poważnie o nich myślał. Poczuła jak w oczach pojawiają się jej łzy. Cholera! Ona nigdy nie płakała, nie chciała płakać to była słabość. Spuściła szybko wzrok dotykając swoich powiek, aby odgonić słoną wodę. Chciała się do niego przytulić, ale musiała mu powiedzieć kim jest, musiała mu powiedzieć, że nie jest dobrą osobą.
– Chce tego, Perseus – szepnęła z trudem i uśmiechnęła się do niego smutno, a istota tatuażu na jej przedramieniu ciążyła jej jeszcze bardziej.
Gdy zaczął go dotykać czuła jak wzbiera się jej na mdłości, ale udało się jej to powstrzymać. Liczyła w głębi ducha, że on może też jest, że nie jest aż tak dobry jak go sobie wyobrażała, ale w sumie zauważyłaby kulawego śmierciożercę.
– To… – nie patrzyła mu w oczy czuła jak życie chce z niej ulecieć, że wolałaby teraz umrzeć niż informować go o tym. Jeszcze dwa lata temu była dumna, że ojciec i Czarny Pan ją wybrał, a teraz? To tak komplikowało jej stabilne życie, że nie wiedziała, czy da radę cokolwiek ze sobą zrobić. Wolałaby sfingować swoją śmierć i wyjechać do kraju kapibar. – Nie umiem tego powiedzieć – gdy tylko próbowała wypowiedzieć te słowa głos grzązł jej w krtani. – Perseus, jestem Śmierciożercą… – szepnęła i tym razem spojrzała na jego twarz, jego oczy, oczekiwała potępienia.